O Polańskim napisano już mnóstwo, wzdłuż i wszerz. Siedzi sobie teraz Pan Roman z jakąś bransoletką na nodze, o której to bransoletce oglądało się jeszcze jakiś czas temu w filmach science fiction. A tu proszę, dotknęło i to celebryta. Ja natomiast, wróciłem ostatnio do albumu The Downward Spiral Nine inch Nails. Ma on co nieco wspólnego z Polańskim. No może nie samym reżyserem, ale po części historia gdzieś się splata.
Płyta The Downward Spiral ukazała się w 1994 roku. To jest przełomowy album w karierze Trenta Reznora. Tworząc i nagrywając ten album, Trent kupił dom, w którym banda Charlesa Mansona urządziła sobie morderczą jatkę, zabijając między innymi ciężarną żonę Polańskiego. Powstał tam prawie cały materiał i tam został nagrany. Cała sprawa była nieco szokująca dla amerykańskiej publiczności (dla polskiej chyba nie, bo pewnie mało kogo to obchodziło) ponieważ Reznor nazwał swój nowy dom Le Pig, co było zdecydowaną aluzją do wymalowanego krwią samej Sharon Tate słowa PIG na drzwiach frontowych przez zabójców. Reznor wypierał się wszelkich aluzji, ale zapewne ściemniał. To był okres kiedy świetnie wychodziły mu podobne prowokacje i na tym w dużej mierze zdobył rozgłos. Dodając do tego jeszcze teledysk Closer z małpą przywiązaną na krzyżu, dostajemy odpowiedź. Warto jeszcze przypomnieć, że niedługo potem, właśnie dzięki Reznerowi, na szerokie wody szołbiznesu wypłynął sam Marilyn Manson. Jego płta Antichrist Superstar jest właśnie efektem współpracy z mózgiem Nine Inch Nails.
Jaki jest The Downward Spiral? Dla mnie to rewelacyjna płyta. Od samego początku powala na kolana. Jest to koncept album. Krytycy twierdzą, że album aż ocieka nihilizmem. Każdy utwór pasuje tam idealnie. To jak puzzle, niekompletne bez choćby jednego elementu, a jeden utwór, element bez całości nie mówi nam o niczym.
Zaczyna się od utworu Mr Self Destrukt zaczyna się dźwiękami z filmu THX 1138, gdzie słychać bicie więźnia przez strażnika więziennego. My oczywiście tego nie wiemy, słyszymy po prostu odgłosy tortur. I słowa
Jestem głosem w twojej głowie, i kontroluję cię.
Następny utwór, Piggy. Kolejna kontrowersja bo przecież znowu odwołanie do słowa Pig. Odejdźmy już od tego. Tym utworem właściwie album się rozpoczyna. Reznor śpiewa o kimś, kto go zostawił. Trudno określić do kogo konkretnie odnosi się słowo Piggy, można tylko domniemywać, że chodzi o kochankę, bliską osobę. Na taką interpretację wskazuje piąty na płycie Closer, w którym odniesienia seksualne wprost są aż nadto czytelne. Piggykończy się deklaracją
Nic mnie nie zatrzyma, bo już mi nie zależy
Trzecie Heresy to już deklamacje rodem z Nietzche’go. Brak jakiegokolwiek oparcia w Bogu i wręcz jego odrzucenie, jego brak. Kolejny March of the Pigs jest mi bardzo bliski. Odnosi się się do społeczeństwa, do tłumu. Ja tak samo jak Rezner nienawidzę tłumów, nie lubię zbiorowisk, Marsz Świńpodsumowuje Trent. Tłum, który na wszystko patrzy, wszystko kontroluje, nakazuje. Świat, tłum stworzony właśnie przez Boga. Jeśli na jego podobieństwo, to raczej kiepsko, bo sam człowiek ma podłą naturę. Szczególnie w tłumie.
Closer. Tak na temat pożądania nie śpiewał jeszcze nikt. Najbardziej podświadome instynkty, najbardziej głębokie żądze. Cóż to jeszcze dodać? Refrenu zacytować nie mogę, bo pełno wulgaryzmów. Poprzestanę więc na tym.
Wraz z następnym utworem Ruiner zaczyna się jakby druga część albumu. Dalej jest już zapis rozpadu człowieka, wchodzimy jakby do głowy bohatera album, słyszymy jego wewnętrzny głos, którym zapowiedział się nam na początku. Kolejny Becomingto już niemal stwierdzenie faktu. Zamiana w maszynę, brak odczuwania czegokolwiek, brak związku z tu i teraz. Świadomość gdzieś odpływa, gotowa na degradację. Spiralą w dół. Bohater zdaje sobie sprawę co się z nim dzieje, ale nic nie potrafi z tym zrobić. Może się tylko pogrążyć. Po tym utworze muzyka na albumie jakby się zmienia. Staje się głęboka, więcej w niej kontemplacji. Pogrążyliśmy się z Trentem na dobre. Teraz wypada tylko czekać jak można z tego wybrnąć. O ile można…
Big Man WIth a Big Gun. Skoro nie można się już poddać niczyjej kontroli, Boga, drugiej osoby, tłumu, można samemu kontrolować. Terror. Poddanie innych własnej woli. Mało przyjemny jest ten utwór, ale spokojnie, przechodzi w Warm Place,smutną balladę. Bez słów. Bohater zdaje sobie sprawę, że cała nienawiść, zmechanizowanie, oderwanie obraca się przeciwko niemu. Jest tylko jedno rozwiązanie, tylko nie ma komu pociągnąć za spust. Wreszcie się udaje. Tytułowy utwór. Spiralą w dół. Do samego końca.
Skrzywdziłem się dziś
Żeby sprawdzić czy jeszcze czuję
Koncentruję się na bólu
Jedynej rzeczy prawdziwej.
To pierwsze słowa kończącego płytę Hurt. Piosenki, której zupełnie nowego wymiaru nadał kilka lat temu Johny Cash. Reznor podobno popłakał się kiedy pierwszy raz usłyszał Casha śpiewającego Hurt. Płyta kończy się w wyborny sposób. Niech każdy zinterpretuje sobie sam, jak chce. Mi już wystarczy. Mnie ten album przenika, przechodzą mnie ciarki za każdym razem jak go słucham. Ciężko się o tym pisze, kiedy wszystko jest w głowie ułożone klocek po klocku, ale na papierze jakoś sucho wygląda. Rewelacyjna płyta. Wszystko kręci się wokół jakiejś „piggy”. Nie wiemy kim ona jest, ale jeśli wierzyć słowom Reznora, że po wyprowadzce z domu Sharon Tate zabrał ze sobą drzwi, na których wciąż widoczny był napis Pig, można się domyślać, że to jedno słowo dostarczyło mu inspiracji. Całe miejsce tknęło go nihilizmem, który odbija się w tej płycie niczym w zwierciadle. Reznor podobno wyprowadził się z tego domu po spotkaniu i rozmowie z siostrą Sharon Tate. Niedługo potem dom zburzono i wybudowano tam kolejną willę. Zmieniono też adres (!). Chyba za bardzo kojarzył się Amerykanom z Mansonem.
Trent Reznor już nie powtórzył takiego albumu jak The Downward Spiral, płycie kompletnej pod każdym względzie. Kolejny, dwupłytowy Fragile był już zwykłym albumem bez historii. Dobrym, ale bez tego ciężaru. Downward Spiral wciąga niemiłosiernie w warstwie zarówno muzycznej jak i lirycznej. Dla mnie płyta doskonała. Oto ostatnie słowa na płycie:
Gdybym mógł zacząć od początku
Miliony mil stąd
Zachowałbym Siebie
Odnalazłbym drogę.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)