Dziś w Białymstoku na finale WOŚP ma podobno wystąpić zespół KAT. Z tego co zauważyłem na salonie, sama WOŚP budzi duże emocje, a występ na jej finale Kata zniesmacza. Muszę wyjaśnić, że Orkiestra nie budzi we mnie żadnych emocji. Jeśli chodzi o dzieci dla, których orkiestra w tym roku gra, to uwierzcie mi, byłem kiedyś na oddziale onkologii dziecięcej, nie jako chory, dla jasności, i nie muszę mieć WOŚPu żeby wpaść w depresję na samą myśl. Idea WOŚPu jak szlachetna, tak cała akcja jest dla mnie obojętna, o czym wspomniałem.
Co z zespołem Kat? Ano, podobnie. Ich teksty znam, muzykę znam, i jestem świadom jakie emocje budzi u jej fanów. Nie bardzo wiem jak u przeciwników, bo szczerze mówiąc w Realu nie spotkałem się z takimi. Co najwyżej uśmiechy, czy inne śmichy chichy z tekstów. Teksty Kostrzewskiego (bo mówimy o starym Kacie, odnogę Kat Luczyka i ich nową angielską płytę pomijam) są dość specyficzne. Zastanowiło mnie jednak, że na salonie zespół budzi emocje negatywne. Szerzenie zła, nawoływanie do satanizmu, mielenie krzyża, na co wskazywał pewien bloger, uprzednio zacytowawszy tekst. Do mielenia krzyża wrócę, ale trochę później. Na razie skupię się na walce właśnie z takimi zespołami. O ideologię, o teksty itd. Zawsze budziło to we mnie zdziwienie bo nie jestem w stanie zrozumieć, żeby to odnosiło pożądany skutek, sądzę że wręcz przeciwnie.
Kiedyś w Polsce zakazany był jazz. Do tej pory mnie to dziwi. Lata 50te, komunistyczne władze nie są w stanie zaakceptować tej muzyki, no i trafia ona do niszy. Co ciekawe, akurat wtedy polski jazz był chyba w najlepszej kondycji w dziejach. Prześlizgnę się jednak po tym temacie. Bardziej zastanawia mnie, że za cel prowokacji muzyce często obierają sobie kościół katolicki, chrześcijan. Dlaczego? Bo to dominująca religia białych ludzi. Nie bójmy się powiedzieć, że szczególnie w muzyce rockowej, metalowej inspiracją jest bunt. Przeciwko zasadom, rodzicom, po prostu często nastoletni bunt. Kto jak go spożytkuje, takie mamy owoce. Muzycy rockowi, najczęściej biali, dorastali w większości w katolickich rodzinach, więc taki bunt przeciwko ideałom chrześcijańskim jest naturalną koleją rzeczy. Przynajmniej dla mnie to oczywiste. Najdziwniejsze jest jednak to, że zawsze najbardziej zagorzali przeciwnicy muzyków potrafią tak czynnie walczyć o dobre imię Boga, czy też innych wartości, że zakrawa to o absurd.
Chrześcijaństwo minie. Skurczy się i zaniknie. Mam rację i jestem o tym przekonany. Jesteśmy dzisiaj popularniejsi od Jezusa.
To słowa Johna Lennona wypowiedziane 4 marca 1966, czyli w schyłkowym, ale wciąż jeszcze istotnym momencie beatlemanii. Co się dzieje? Palenie płyt, zdjęć muzyków, książek. Szczególnie w Stanach. Czy to w ogóle ma sens? Sami oceńcie. Innym przykładem jest ciekawa i precedensowa sprawa James Vance vs Judas Priest, sprawa z 1990r. Sprawa miała taki oto początek: 1985r. James Vance wraz ze swoim kolegą poszli w jakieś ustronne miejsce, wzięli ze sobą strzelbę i obaj strzelili sobie w głowę. Kolega James'a zginął, a James Vance przeżył ze zdeformowaną twarzą. Rodzice James'a wytoczyli 5 lat później sprawę zespołowi Judas Priest ponieważ ich syn zasłuchiwał się w tym zespole. O co konkretnie poszło? O przekaz podprogowy. Rzekomo w jednej piosence (Dream Deceiver) puszczonej od tyłu słychać słowa Do it (Zrób to), co wg rodziców chłopaka miało świadczyć o tym, że Halford w tekście podprogowo nakłania do samobójstwa. Oczywiście trzeba było w sądzie puścić ten fragment wstecz żeby to usłyszeć. No cóż, brzmiało to rzeczywiście jak słowa Do it, ale Halford na procesie zrobił coś jeszcze lepszego. Wybrał inny fragment, chyba innej piosenki i tez puścił go wstecz. Słychać było następujące zdanie: I ask for peppermint, i ask her to give me.(Cytuję z pamięci), tłumaczenie Proszę o cukierka miętowego, proszę ją żeby mi dała.
Rewelacja. Nie wiem czy muszę dodawać jak skończył się proces. Przy okazji na wierzch wyszły wszystkie brudy z rodzinnego poletka Vance'ów, alkoholizm, przemoc w rodzinie, narkotyki syna itd. Warto było? Syn w końcu zmarł z przedawkowania leków na depresję, niewiadomo czy zrobił to celowo.
Dodając do tego jeszcze Sławomira Nowaka i wszystkie protesty a propo koncertów grup satanistycznych bądź rzekomo satanistycznych, to biznes się kręci, oj kręci. W końcu o rozgłos trzeba dbać, no ale lepiej wyjaśniłby to pewnie Marylin Manson. Albo Madonna, ale niech tam.
Ja zawsze takie prowokacje traktowałem obojętnie. Ciężko jest mnie zniesmaczyć samymi tekstami. W świecie, w którym w Mtv wiecznie kręcą tyłkami w takt stukających bitów, rodzice w reality szołach wybierają swoim pociechom partnerów, przypudrowani prezenterzy pokazują rzeźnie wojenne by za chwilę opowiedzieć śmieszną historię Pana Mietka z Łysej Góry, hydraulika, któremu przydarzyła się jakaś niesamowita historia, mówią to z uśmiechem na twarzy prześlizgając się po temacie, jak na łyżwach, bez emocji, a takie teskty są traktowane śmiertelnie poważnie? Litości. Zastanawiam się czy to naprawdę tak ciężko ruszyć głową.
Wrócę jeszcze na chwilę do mielenia krzyża. Pewien bloger zasugerował, że takie opowiadanie o mieleniu krzyża jest niestosowne. I zacytował nawet ów fragment, właściwie cały tekst zacytował. Fragment z krzyżem:
Kręć się młynie, kręć. Miel moj krzyż
Mam pytanie, czy miel mój krzyż to to samo co miel krzyż? Coś kiedyś było o tym, że każdy dźwiga swój krzyż i tak dalej. To też jest dosłowne powiedzenie?
Na koniec jeszcze cytat z wypowiedzi gitarzysty zespołu Slayer. Jest to zepół metalowy, którego teksty są bardzo prowokacyjne, żeby łagodnie to określić. Tytuł jednej z ich płyt to God Hates Us All (Bóg Nienawidzi Nas Wszystkich), który to nawet tytuł zapożyczył sobie hank Moody, bohater Californication, do swojej powieści. Teksty w zespole Slayer piszą głównie dwaj gitarzyści, oto wypowiedź Jeffa Hanemanna, jednego z nich:
Jestem stuprocentowym ateistą. Biblia jest ciekawa, ale nie jest dla mnieźródłem wiary. Jednak wracam do niej od czasu do czasu, aby sobie przypomnieć. Zdaje się, że Kerry (King, drugi gitarzysta, też ateista) robi to samo. Tom (Araya, wokalista i zarazem basista) też, ale on akurat jest wierzący. To zabawne, że śpiewa te wszystkie herezje, które mu podtykamy.
Dziwne, że jeszcze się nie pozabijali. Czyli chyba jednak można żyć na jednej przestrzeni bez wzajemnej indoktrynacji. Z odrobiną szacunku. Bo przecież wybór jest.



Komentarze
Pokaż komentarze (28)