Kiedy rock w naszej kochanej ojczyźnie miał się najlepiej cenzura szalała, choć podobno upadała, Jarocin miał się świetnie, a kapele teoretycznie unikały tematów politycznych. Przekaz jednak był jasny, polityki uniknąć się nie dało, a każdy słuchacz wiedział o co idzie i gdzie tu metafora a gdzie dosłowność. Teraz mamy jakby trochę inaczej i nad tym chciałbym się popastwić.
Skłonił mnie do tego wywiad Wojciecha Waglewskiego dla Przekroju (ten Najsztub to jednak pyta!). Sporo Wagiel pogadał sobie o Kaczyńskim. Mnie szczerze mówiąc, wiszą jego poglądy polityczne, ale pewnej rzeczy nie lubię. Takiego biadolenia i marudzenia jak to złe jest jedno, a dobre drugie. Ja rozumiem, że Najsztub ma określone poglądy polityczne, ale już Waglewskiego jak lubiłem, to w dużej mierze za to, że takiego politycznego określania się unikał. I nie chodzi mi o to, że słuchaczy ma się w różnych elektoratach, tylko o to, że jak politykę uważam za raczej gównianą rzecz, tak takie określanie się, powiedzmy, ludzi sztuki trochę zawęża mi sposób myślenia o tychże właśnie.
Kiedyś wróg był jasno określony, nie trzeba było główkować, kłócić się, wiadomo o co chodziło. Rockowcom rodzimym łatwiej było, śmiem twierdzić. W buncie wszakże sztuka wielka się rodzi często. Teraz wroga można - ba! może trzeba? - sobie wybrać i bądź tu mądry celebryto. W latach 2005 - 2007 medialny klimat wokół rządów Kaczyńskiego do spółki z Lepperem i Giertychem był raczej dość ognisty, więc nie dziwota, że artyści czuli się dobrze (artystycznie), bo przecież strach ich obleciał przed aresztowaniami, więc musieli się w sztuce wyżyć. Czy im się udało, niech każdy sam oceni.
Jedno jednak działa mi trochę na nerwy. Jak muzykom rockowym, filmowcom czy w ogóle ludziom zaangażowanym w szeroko określony nurt popkultury zawsze bliżej było do lewicy, to jednak takie jasne określanie poglądów powodowało moje skrzywienie paszczy, bez względu na to, czy poglądy te zbieżne z moimi, czy też nie. No nie lubię i już. Sztuka ma się do polityki jak kij do dupci, a z polityką to najlepiej performance wiązać, a muzyka i dajmy na to film, niech zostaną muzami same w sobie.
A tu nie! Jako, że nie tylko polskim artystom bliżej do szerzej określonego lewicowego liberalizmu, więc preferencje polityczne popkulturystów w Polsce będą jasne. Tym bardziej, że ten PiS taki zaścnankowy i fe w ogóle. No i musi mi się Kukiz miotać, bo sam już nie wie o kim powinien pioseneczkę zaśpiewać, i każe wypierdalać tym co głosowali na PiSz koncertu Maleńczuk, i śpiewa jedną ze swoich najlepszych piosenek Lipiński na wiecach PO, i Muniek jak kiedyś olewał rząd i polityków, maklerów, dilerów, warty honorowe, i jeszcze wąsacza olewał na zdrowie, prymasa glempasa, komuchy nie lubił, tak teraz, a właściwie 3 lata temu przed politycznymi wzmiankami na koncertach wytrzymać nie mógł, i Hołdys wiecznie za autorytet robi i apele do rodaków wystosowuje.
W końcu to artyści, a nie prostytutki, więc ich zdanie musimy zapewne poznać. Tylko, że artysta już nie musi znaczyć mądrzejszego od jego słuchacza, a takie widać panuje w towarzystwie przekonanie. I właśnie o czymś takim wspomniał Wagiel Najsztubowi, że oni tam wśród innych ludzi artystów popkultury (celowo dodaje słowo popkultury, bo samo artysta jest nieadekwatne) więdzą, że Kaczyński był zły czy jakiś tam. Mnie przede wszystkim interesuje dobra muzyka, poglądy to ja mam swoje i nie interesuje mnie walka z wiatrakami Hołdysów czy Lipińskich, dobrej muzyki mi dajcie!
Kiedy w Stanach wygrał Obama, trochę łezkę uroniłem nad losem amerykańskich ludzi pokultury. Oni tak żarliwie go popierali, a właściwie czuli się podle i haniebnie pod batem Busha, że myślałem, że jednak na tego Busha zagłosują. No bo o czym oni tam mają teraz w wywiadach opowiadać? Kto będzie chciał czytać wypociny, że w pięknym kraju żyją? O czym będą śpiewać? O miłości?! Dajcie spokój, to już było, nuda.
I u nas podobnie zdaje się jest. Mieli popkulturyści Kaczyńskiego za wodza, to i wróg był jasny. A tak? Tusk, swój chłopak rządzi, tylko śpiewać nie ma o czym i w wywiadach nie ma o czym gadać. Bo że Kaczyński zły, to już nieaktualne, bo on w opozycji przecież. Muzyki dobrej dajcie! Bo nie wiem czy ktoś tam w tym popkulturowym towarzystwie zauważył, że sprzedaż płyt poszła ostro w dół, a na poprawę się nie zanosi. To może zamiast biadolić, pogralibyśta, a chyżo, co by nóżka skakała, bo jak na razie nam się nudzi na tych odgrzewanych kotletach.



Komentarze
Pokaż komentarze (47)