Industrial bynajmniej nie rozpoczął się od Nine Inch Nails. Ani od jego Downward Spiral, ani od wcześniejszych Broken czy Pretty Hate Machine. Patrząc na karierę muzyczną Trenta Reznora, przypomina ona trochę drogę Ala Jourgensena, obaj zaczynali od popu. Jak oglądam ich pierwsze nagrania, albumy, te pierwsze piosenki, to nieodparcie mam wrażenie, że stylem to biżej im było do synthpopu, gatunku, który na początku lat 80 (no może pod koniec 70tych) zaczynał nieśmiało wychylać nos z podziemia. Pierwsze utwory Ala czy pierwsza grupa Trenta Option 30, to nic innego jak pop. Inna sprawa, że w latach osiemdziesiątych wszystko miało takie naleciałości. Kiedy obaj zaczynali karierę, w Europie dopiero pojawiał się EBM czyli Electronic Body Music, zdefiniowany najpierw przez Front 242, który jako pierwszy użyli tej nazwy, choć niektórzy twierdzą, że pierwsi byli Niemcy z DAF, którzy używali terminu Korpermusik do opisywania swojej muzyki, co znaczy po prostu Body Music. Ciekawe, że za oceanem zgrabniej wzięli się za gitary, aż w końcu Ministry oparł całkowicie swoją muzykę właśnie na gitarach i to ciężkich i nagrali swój Psalm 69. Brzmienie gitar jest tam na pierwszym planie, wszystko co w tle, to industrial niby. Wraz z sukcesem tego albumu, estetyka przesuwa się w stronę rocka. Ciekawe jest, że Ministry 4 lata po albumie nagrywa płyte Filth Pig, w której brzmienia elektroniczne zostały praktycznie ograniczone do samego vocodera na wokalu. Podobno to wpływ perkusisty Reya Washama. Jak dla mnie ta płyta jest na równi z Psalmem. Podobno płyta odnotowała klapę finansową, ale ja mam to gdzieś. Dla mnie ten album jest z Psalmem na czele w hierarchii płyt Ala Jourgensena, a czasem, wyżej. Zależy od czasu. Psalm 69 to 1992 rok, The Downward Spiral 1994, Einsturzende Neubauten wydaje w 1993 płyte Tabula Rasa. Psychic TV wydaje w 1994 roku album Peak Hour (techno, acid house), a Coil w 1994 The Angelic Conversation (dark ambient) ścieżkę dźwiękową do flimu o tym samym tytule.
Wzięli się więc się za gitary (nie Einsturzende bynajmniej), dodając do tego przybrudzone, ale jednak popowe elementy. I ruszyła maszyna. Ministerialne Psalm 69 to do dziś dzieło monumentalne, niesamowite, złożone, mimo dość mało skomplikowanej istoty muzycznej, kopie jednak w sam tyłek i nie pozwala ani na chwilę odetchnąć. To co zrobił Jourgensen na tej płycie, to było jego opus magnum. To był 1992 rok, Reznor swoje opus magnum nagrał dwa lata później. Obie płyty są dość charakterystyczne, bo wprowadzają element rockowy do estetyki industrialnej. Ja będę się upierał, że to wciąż niewiele ma wspólnego z samym industrialem, ale niech będzie. Dla mnie te wszystkie sample, dźwięki elektroniki itd. bardziej przypominają popowe brzmienia, tudzież właśnie synthpopowe, a te z kolei biorą się z wielkiego Kraftwerk. Dlaczego więc takie rzeczy jak Ministry i Nine Inch Nails stanowią o sile amerykańskiego industrialu? Bardziej chodzi tu o otoczkę. Podczas kiedy pop, który właśnie z synthpopu wziął swoje korzenie, łagodził się niesłychanie w formie i treści. Jourgensen i Reznor wprowadzili do dość zgrabnych piosenek (czyż nie?) brudny, błotnisty, outsiderowy klimat, bazujący na prowokacji, budzący skojarzenia z industrialem w swojej pierwotnej formie właśnie.

Amerykańskie brzmienia zawsze są doskonałe, perfekcyjne, nie dziwi więc fakt, że to wszystko trafiło w sedno. Okazało się, że potencjał tkwi w takim właśnie połączeniu. Później sam industrial za sprawą między innymi Reznora sprowadził się do pojęcią studyjnej obróbki dźwięku, ewentualnie jakichś sampli plus gitary. Bardzo proste rozumowanie. Industrialem w swojej amerykańskiej formie było mnóstwo rzeczy, nawet nasz rodzimy Hedone jako kapela inudustrialna wzorował się właśnie na NIN, potem cała polska scena industrialna wzorowała się na Depeche Mode, który, Panie i Panowie, z industrialem nie ma nic, ale to nic wspólnego. Amerykańskie brzmienie zaczęło symbolizować industrial. Sam myślałem, że właśnie The Downward Spiral to klasyka industrialu. A jak to było w Europie?
Niemcy. Niemcy stali industrialem całkiem nieźle, Belgia, Szwajcaria, o Wielkiej Brytanii nie wspomnę, bo to kraj matka dla całego nurtu, ale o tym w części następnej. Sporo kapel industrialnych działało w Kanadzie, Front Line Assembly, Skinny Puppy to choćby tuzy. Inne jest brzmienie podobnie określanej muzyki w Europie i za Oceanem. Na starym lądzie dominuje EBM (Elctronic Body Music), w Stanach i Kanadzie było to inne brzmienie. Niby posługiwano się podobnym terminem, ale jednak trudno porównywać Skinny Puppy, Ministry do choćby Nitzer Ebb czy Front 242. EBM zostało zdefiniowane w pierwszej połowie lat 80, dokładnie przyjmijmy datę 1984 i premierę No Comment Front 242. W drugiej połowie lat 80 - tych gatunek ten tylko prężniał. Im bliżej lat 90-tych tym bliżej gitar. Między rokiem 1984 a 1992 Einsturzende Neubauten wydaje 3 albumy. 1989 Haus Der Luge, w 1987 Funf auf der nach oben offenen Richterskala, a w 1985 Halber Mensch.
Dlaczego wplątuje w tekst co chwila zespół Blixy Bargelda? Dlatego, że uważam ten zespół za jedyny, który może powiedzieć o swojej muzyce per "industrial". Od pierwszej do ostatniej płyty. Nigdy nie podążali za żadnym trendem, nigdy nie było żadnych sampli, nigdy nie było nowoczesnych zdobyczy elektroniki, oni współtworzyli ten nurt, definiowali go i z dumą noszą wciąż jego miano. Może będą się tego wypierać, ale spokojnie można ich tak określić. Żadne electro - indutrial, żadne EBM, żaden rock industrialny. W 1982 roku industrial osierocił sam ojciec założyciel. Bynajmniej nie umarł, ale założył Psychic TV i nagrał zupełnie popową płytę. Reszta Throbbing Gristle założyła Coil, jeden ze wspanialszych zespołów industrialnych czy post industrialnych, który potem śmiało wkroczył do krainy house'u, razem z Psychic TV i penetrowali też rejony techno. Pierwsza fala industrialu jest datowana wraz z istnieniem Throbbing Gristle od 1975 do 1981 roku, ale albumy, które definiują gatunek powstawały do 1985r. I właśnie w 1985r. wychodzi Halber Mensch Einsturzende Neubauten.
To kompletnie nietuzinkowy zespół. Płyty jakie nagrywa to dzieła sztuki. Za każdym razem przeżywam ten sam dreszcz. Na swoim ostatnich albumie, a właściwie eksperymencie, podeszli do nagrywania płyty w nieco odmienny sposób. Sporządzili na kartach symbole związane z działalnością grupy od początku, czyli 1980 roku. Potem każdy z muzyków wyciągnął po 5 kart, każdy miał czas do zastanowienia się na osobności z czym to podać, a potem wszyscy spotkali się w sali i zaczęli improwizować, wyciągając karty. Niczym gra w pokera muzyką, nieprawdaż? Einsturzende jako jedyna chyba kapela kojarzy mi się z industrialem dosłownie. Każdy ich album to ideologiczne wyzwanie. Jak to mówił w jakimś wywiadzie Blixa Bargeld, lider zespołu, na każdy album tworzy jakiś problem, a potem rozwiązuje go razem z zespołem. Takie płyty jak Silence Is Sexy, Ende Neu czy Tabula Rasa są u mnie na najwyższym podium w mojej prywatnej strefie wpływów. No i Halber Mensch. Kiedy będąc na studiach zobaczyłem ten album w sklepie muzycznym na CD, okazało się, że nie mam na niego kasy. Poszedłem na zajęcia i jedna ze znajomych spytała mnie dlaczego tak dziwnie wyglądam. Opowiedziałem jej jakie znaczenie ma dla mnie ten zespół i że w sklepie jest album Halber Mensch, i jakie on ma dla mnie znaczenie, oraz to, że na półce jest tylko jeden egzemplarz, a mnie na niego nie stać. Nie zrozumiała ani słowa, ale pożyczyła mi kasę. Oddałem na drugi dzień, a płytę hołubię do dziś. Jest tam choćby utwór ZNS, który Blixa stworzył nie śpiąc przez 5 dób, tylko po to, żeby sprawdzić co się stanie z jego umysłem. WIedząc jak powstawał i słuchając go, przeżycia niezapomniane, zapewniam.
Mógłbym długo o Einsturzende, ale nie będę zanudzał. Niemcy z Berlina zachodniego tak zakorzenili się w mojej głowie. Zaczynali w 1980 roku, ale dopiero album Kollaps objawił ich potencjał. Był to industrial pełną gębą, nie jakieś elektroniczne mrzonki, tylko wprost, treścią i formą. Einsturzende należy do tuzów pierwszej fali i takimi ich wciąż kojarzę, choć teraz to artyści w garniturach, ale uwierzcie mi, nie stracili nic ze swojej bezkompromisowości. Kiedy porównać Nine Inch Nails i Einsturzende Neubauten aż dziw bierze, że jedno i drugie nazywa się industrial. Pojemny gatunek, nie ma co. Na koniec próbka Einsturzende Neubauten z płyty Silence Is Sexy.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)