dawrweszte dawrweszte
96
BLOG

Cisza - towar deficytowy

dawrweszte dawrweszte Kultura Obserwuj notkę 4

 

Kiedyś byłem maniakiem klipów. Było kilka muzycznych telewizji, ja nie od początku miałem to szczęście posiadać kablówkę, ale było video, ktoś zawsze nagrał coś fajnego na VHS. Ja w szczególności pamiętam Vivę Zwei, tam było mnóstwo ciekawych teledysków, tylko trzeba było odpowiedni program utrafić, ale raczej była to stacja zorientowana rockowo, tudzież elektronicznie alternatywnie. Rock jeszcze tak bardzo nie dzielił się na tego mainstreamowego i tego ambitniejszego jak dziś. Przed Vivą Zwei były inne stacje, o MTV nie wspominając i ichniejszych Headbanger’s Ball i 120 Minutes. Była też Polonia 1, a tam gdzieś w środku dnia leciały klipy. Tam pierwszy raz widziałem Deus. Ja świadkiem kablówki byłem dopiero od Vivy, ale kto miał wcześniej ten wie o czym piszę, a w szczególności jak kto miał magnetowid, to zapewne nagrywał kumplom i kumpelom, idę o zakład. Viva Zwei potem zamieniła się w jakąś Vivę Plus, a tam już ekran składał się z smsów.
 
Jak ostatnim razem montowałem kablówkę, już w swoim (teoretycznie) własnym mieszkaniu, nie omieszkałem zamówić MTV 2. Pierdoły tam leciały straszne, ale raz na jakiś czas trafiał się Kasabian czy jakiś Hendrix, co od biedy jest ukojeniem dla uszu, choć znane na wskroś. Potem MTV 2 przemianowano na MTV Rocks, a to już w ogóle jest kuriozum, bo chyba robione z myślą o trzynastolatkach. A ja już 13 lat nie mam, tylko 18, hehehe. Raz na jakis czas, a dzieje się to bardzo rzadko, robię przebieżkę po tych muzycznych kanałach i jest jedno wielkie umpa umpa, a na tym MTV Rocks jest lalala śpiewane przez ładnych chłopców, którzy na klipach zdobywają dziewczyny w szkołach.
 
Jeszcze jakąś dekadę temu Internet istniał, ale na zasadzie, że jakiś tam kumpel gdzieś tam miał modem. Wiedzę o muzyce zdobywało się właśnie z programów, o których wspomniałem na początku, a pokolenie przede mną siedziało z radiem i przygotowaną kasetą i ręka w pogotowiu. Radio, potem telewizja były wtedy kreatorami gustów muzycznych, nawet tych niszowych. Internet nagle zrewolucjonizował media całkowicie, wiem że to banał, ale chodzi mi o sposób docierania do informacji muzycznych, tych z poletka bardziej alternatywnej muzyki, nazwijmy to, w alternatywie do głównego nurtu, czy to rocka czy popu. Wydaje mi się, że telewizje położyły już całkowicie lagę na jakiekolwiek ambitne plany muzyczne i nie chodzi mi tu o kanały typu Mezzo, bo tam dla pasjonatów zawsze można coś ciekawego znaleźć, ale o kanały stricte muzyczne, bo w końcu muzykę mają w nazwie, a to zobowiązuje.
 
Wydawało by się, że każdy teraz taki osłuchany, co? Znajdźcie mi na mieście młodą osobę spacerującą samotnie bez słuchawek w uszach. Wchodzimy sobie do autobusu, tudzież metra, tudzież tramwaju i dzwonią ludziom telefony. Oczywiście każdy ma melodię, bo przecież nikt nie ma zwykłego „dryń dryń”, bo jeszcze by się komuś dzwonki pomyliły (o ironio!). Niektóre dzwonki są ustawione tak głośno, że dziwię się, że właściciel jeszcze nie ogłuchł. A może właśnie dlatego tak głośno. No więc wychodzimy z tego pełnego melodii autobusu/metra/tramwaju i wchodzimy sobie do sklepu. Gra muzyka, jakżeby inaczej. Idziemy do prywatnej przychodni medycznej, gra muzyka. Idziemy do galerii handlowej, muzyka gra w holu, a w każdym sklepie inna. Oczywiście inna też niż w holu. Otwórzmy szybe w aucie w korku, a z co trzeciego auta gra muzyka, nie muszę chyba dodawać jaka. Zwariować można.
 
Pół biedy jeśli to są melodie znośne, ale to wszystko są te same wariacje na temat zawartości tego co w telewizji. Nieśmiertelny Mamoń. Jego nic się nie ima. Popkultura muzyczna całkowicie zepchnęła ludzi szukających zupełnie innych muzycznych doznań do niszy. Ci ludzie, ci którzy pragną posłuchac czegoś zupełnie innego, czy to bluesa, czy metalu, czy choćby ambitne elektroniki muszą się zadowolić tylko i wyłącznie netem. Tam znajdą informacje o swoich ulubionych wykonawcach, płytach, tam znajdą swoja muzykę.
 
Żeby było jasne, ja sam chodzę ze słuchawkami w uszach, słucham muzyki w każdej wolnej chwili, słucham kiedy tylko mogę, bo ja bez muzyki żyć nie mogę. I jeszcze jedno, jestem alergikiem. Nie znoszę i nie trawię intensywnych zapachów, sklepy z perfumami, albo chińskie bibeloty z kadzidełkami w środku muszę omijać szerokim łukiem, bo się wtedy fatalnie czuję. To samo jest z całą tą muzyką wszechdostępną. W jednym z miejsc, w których pracuje, znajomy włącza radio, w którym włączają dzień w dzień te same utwory. Wiem, że to nie nowość, taka informacja, ale jak zaczynam sobie głośno robić z tego kpiarskie uwagi, zauważyłem, że większość tego nie spostrzega. Najważniejsze, żeby w radiu za dużo nie było gadania, no chyba, że wiadomości. Ja się już dawno pogodziłem z faktem, że muzyki ambitnej w takich mediach nie uraczę, wystarczy zerknąć na stronę olis, czyli tego co sprzedaje się najbardziej i już widać preferencje. U nas ambitne granie to Sting, zapewne dlatego, że przeciętny Polak chce się dowiedzieć, na ile sposobów można wykonać utwór Roxanne.
 
Ja do swojej muzyki zawsze dotrę, w Internecie jest tyle różnych niusów na temat rzeczy, które mi chodzą po głowie, że dam sobie radę bez radia i telewizji, nie muszę się z tym liczyć, ale irytuje mnie jedno: skoro ludzie lubiący muzykę serwowaną dzień w dzień i non stop, muzykę tą samą, bez zbędnych nowości, bez zbędnych ambicji, nie są do tej muzyki przywiązani, że nie zauważają, że jeden utwór jest puszczany kilka razy w ciągu jednego popołudnia, to po jaką cholerę wszędzie, w każdym miejscu musi napierdalać jakieś radio? Dlaczego cisza musi być towarem deficytowym?
dawrweszte
O mnie dawrweszte

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Kultura