dawrweszte dawrweszte
374
BLOG

Pod prąd. Ścianka - Dni Wiatru

dawrweszte dawrweszte Kultura Obserwuj notkę 3

 

Kiedy w 1998r. Ścianka wydała swoją debiutancką płytę Statek Kosmiczny było jasne, że w polskiej muzyce rockowej wreszcie objawił się zespół, który wniesie do muzyki coś świeżego. Skończy się wreszcie koturnowość polskiego rocka, miejskie folki, czy zawodzenia wciąż tych samych gwiazd. Statek Kosmiczny to płyta wyborna, energetyczna, na niej nie da się nudzić. Słuchałem jej wtedy bez przerwy i wreszcie uwierzyłem, że jednak się da, że można nagrać naprawdę świetny album bez oglądania się na kogokolwiek. Z perspektywy czasu widać, że Ścianka wdarła się przebojem na szczyt polskiej muzyki, ale bardzo szybko została zepchnięta do niszy. Gwiazdorzy Muńki i inne Kukizy wciąż opiewają miejskie podwórka, z nutą nostalgii wyśpiewując hymny na cześć swojego pokolenia, a muzyka ambitna jest zepchnięta głęboko do podziemia. Cieślak ze swoją Ścianką, już po odejściu Lachowicza nie ukrywa, że koncentruje się na rynku zachodnim. Wcale mu się nie dziwię. Takie płyty jak Pan Planeta, swoją droga doskonały album, przechodzą w naszym kraju kompletnie bez echa. Ktoś wspomni na jakimś portalu muzycznym, reszta oleje, pozostaje grać w klubach, odbywać trasy, bo raczej kto Ściankę choć raz na żywo widział, ten wie, że zespół koncertuje rewelacyjnie.
 
W 2001r. Ścianka wydaje swój drugi album Dni Wiatru. I to chyba ustawia zespół zdecydowanie po stronie awangardy. Można było pojechać dalej, pograć te swoje energiczne gitary i klawisze, pogłębić temat i myślę, że Ścianka wkroczyłaby do mainstreamu. Chwała Bogu Ścianka postanowiła inaczej. Nagrali najdziwniejszą, a z drugiej strony najlepszą (w skromnej opinii szanownego autora tego wpisu) płytę w swojej dyskografii. Tam nic nie jest oczywiste. Już pierwszy utwór każe zastanowić się z czym właściwie będziemy mieli do czynienia. Bardzo ambientowy, można powiedzieć, że to wręcz dark ambient, no no, zapowiada się nieźle. Potem lekki, dość melodyjny, ale jednak smutny i oszczędny Latający Pies, a potem Piotrek. Niesamowity utwór z melorecytacją Cieślaka, który opowiada jakąś przedziwną historię, specjalnie udając wadę wymowy, trudno jest go w tym utworze poznać, do czego zresztą szybko dorobili sobie ideologię dla nieświadomych niczego dziennikarzy. Im dalej w las, tym dziwniej i przez to jeszcze bardziej intrygująco. Ta płyta pochłania bez reszty, każdy dźwięk jest tam na miejscu, a zarazem te kawałki roztaczają wokół siebie jakąś dziwną tajemnicę. Wypada jeszcze wspomnieć o najbardziej melodyjnym, beatlesowskim wręcz The Iris Sleeps Under The Snow. Podobny klimat ma na przykład Long Long Long Harrisona, jeden z moich ulubionych utworów na Białym Albumie, tak na marginesie.
 
Dni Wiatru to niesamowita odwaga. Dla mnie zespół Ścianka właśnie tą płytą potwierdził i obwieścił światu, że mamy do czynienia z nie byle jakimi osobowościami. To nie jest zwykłe granie z energią, powielanie schematów, to jest pójście na całość w swojej twórczej wizji, bez żadnych kompromisów, bez liczenia się z tym kto czego oczekuje. To jest środkowy palec całemu muzycznemu światkowi naszego wspaniałego rynku, gdzie symbolem muzyki popowej jest Fryderyk, notabene muzyk klasyczny, który pewnie żachnąłby się tylko, gdyby się dowiedział w co go wrobiono. To jest prawdziwa sztuka, to jest jazda na maxa, nie bierzemy jeńców, a ci, którzy oczekują muzyki przystępnej, powielającej schematy debiutu, będą srodze zawiedzenia, ale tych to mamy gdzieś. Artysta ciekawy jest dopiero wtedy, kiedy potrafi pójść na całość właśnie z pragnienia stworzenia czegoś, co zostanie długo. Chłopaki ze Ścianki zrealizowali coś, czego nie odważyłoby się zrobić wielu i nagrali płytę całkowicie pod prąd. I szacunek mój mają na długo, bo swoje pomysły wciąż realizują jak chcą, a szalone Dni Wiatru zrealizowali jako swoją drugą płytę, po niesamowicie dobrze przyjętym debiucie, dając wszystkim dookoła ciężki orzech do zgryzienia. Ci, którzy na debiut załapali się przypadkiem, tutaj musieli wymięknąć. Przy tej płycie nie potupiemy nóżką, ta płyta to jest miód dla uszu, ale wymaga uwagi, ale przecież płyty doskonałe zawsze wymagają uwagi, nieprawdaż?
 
Daję youtuba z Iris Sleeps Under The Snow, bo jest klip, kawałek jest fajny i stanowi ciekawą zachętę. Nęci, jednym słowem. Ale, ostrzegam, ta płyta jest jednak trochę inna.
 
dawrweszte
O mnie dawrweszte

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Kultura