dawrweszte dawrweszte
231
BLOG

Uśmiech

dawrweszte dawrweszte Kultura Obserwuj notkę 4

Ale jaja! Piątek wieczór, zasiadam do kompa, a tu Bojadżijew funduje zagadkę, na którą nikt nie zna odpowiedzi, nawet google, Legia wygrywa z Widzewem i to podobno będąc lepszą drużyną, no no. Dzieje się w ten piątek. A ja sobie odświeżyłem płytę pewną. A właściwie nie tyle odświezyłem, co właściwie odkryłem.

Były sobie kiedys lata sześćdziesiąte. Gdzieś tak w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. I był sobie zespół The Beatles, i ten zespół nagrał Sierżanta Pieprza. Wszyscy wiedzą, wszyscy znają. Ale ten pieprzyk pochodził w dużej mierze od inspiracji chłopakami z Beach Boys, a konkretnie ich płyty Pet Sounds. Pet Sounds wielkim albumem był, kto nie wierzy, niech uwierzy, bo był. Po tym wielkim Pet Sounds, którym zasłuchiwał się sam Sir Paul, miał powstać Smile. Wspaniały album, ale się nie ukazał. Zamiast tego jakieś inne pierdoły, Smile z różnych przyczyn został wsadzony do szuflady. Ale uwaga! w 2004r. Brian Wilson, czyli mózg Beach Boys wydaje w końcu ten album pod własnym nazwiskiem. I co? I bum! Płyta jest zajebista! Gdyby ukazała się w 1968r. w takiej właśnie wersji, to mówię wam, że byłby to kanon rocka, a tak utknęła gdzieś w podziemiu, bo przecież teraz nie liczy się to co dobre, tylko to co ma cycki. Najlepiej duże i sztuczne, ale to już inna para kaloszy. Rajcuje was Grizzly Bear, Fleet Foxes i Bon Iver? Rajcuje was neofolk? Rajcują was "harmonie a la Beach Boys" (wytrych w wielu recenzjach)? To maszerujcie po Smile Briana Wilsona, bo to jest płyta, która powinna stanowić opokę takich dźwięków. To jest kanon. I piszę to absolutnie poważnie.

dawrweszte
O mnie dawrweszte

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Kultura