dawrweszte dawrweszte
1001
BLOG

O pokulturowych mitach na kanwie The Beach Boys

dawrweszte dawrweszte Kultura Obserwuj notkę 15

W ostatniej notce pisałem o Smile Briana Wilsona. No i słucham sobie tego albumu i słucham i tak mnie nachodzą myśli różne. Głównie taka, że muzyka Beach Boys o ile istnieje w świadomości ludzi, to jako infantylna muzyczka, w której ładnie ubrani chłopcy śpiewają sobie o urokach serfowania. Owszem, tak było. Ale na pierwszych albumach. Ładnie ubrani, w sweterki czy tam koszule marki Pendletone, ślicznie śpiewali w chórkach. Ale żeby przyznać, że muzyka The Beach Boys położyła fundament pod rock lat 60 - tych i nie tylko, to trzeba mieć jaja. A tak było.

 Bo właśnie tutaj zaczynają się mity i te mity ciągną się w nieskończoność. Beach Boys istnieje w Polsce tylko praktycznie z hitów z początku kariery, piosenek takich jak Surfin' USA, albo ewentualnie Good Vibrations z okresu między Pet Sounds,a powstającym wtedy Smile (a nie ukończonym). Mówi się, że Sgt Pepper's Lonely Hearts Club Band zrewolucjonizował muzykę rockową. To prawda, ale rzadko mówi się dlaczego. Istnieje wersja, że był to pierwszy album, w którym muzyka jest tworzona właśnie po to, żeby zostać wydaną w formie albumu, zwartej wypowiedzi artystycznej, niepodzielnej. To wtedy Bitelsi zaczęli eksperymentować z brzmieniami orkiestrowymi, aranżacje utworów były dużo bardziej skomplikowane, ale czy oni byli pierwsi? Śmiem twierdzić, że nie. Otóż, właśnie Brian Wilson ze swoimi Beach Boys, a właściwie w ich towarzystwie zrobił to pierwszy. Choćby właśnie na Pet Sounds, ale nie tylko. On już w połowie lat 60 - tych wiedział, że w tworzeniu ogranicza go tylko jego własna wyobraźnia, bynajmniej nie instrumentarium. Aranżował swoje utwory "na bogato". I właśnie taki pomysł rozwinęli The Beatles, głównie za sprawą pomysłu Paula McCartneya i pomocy George'a Martina. Wystarczy posłuchać na przykład She's Leaving Home oraz któregokolwiek z utworów Pet Sounds Beach Boysów, albo ze Smile Briana Wilsona. Mamy trop. Nie wspominając już Beacause z Abbey Road. Na uboższe znaczenie Beach Boys w popkulturze rocka wpływ miał między innymi Jimmy Hendrix, który na festiwalu w Monterey w 1967r., festiwalu w którym wystąpić mieli Beach Boys, ale w efekcie perypetii z procesem sądowym z wytwórnią, napięciami w zespole i depresją Briana Wilsona, nie wystąpili, powiedział do tłumu: Nigdy więcej nie usłyszycie muzyki surf!
 
A skoro już przy Sierżancie Pieprzu. Wielkim albumem był? Był, był. A Bitelsi? No wielki zespół, każdy to powie, ale zaraz doda, że owszem zna, ale nie lubi, bo to takie rockowe pioseneczki. Włączymy sobie jakieś radio i mamy ewentualnie utwory The Beatles, ale głównie z pierwszego okresu kariery, tego sprzed spotkaniem z Bobem Dylanem. Wszyscy wiedzą, że był jakiś Sierżant Pieprz, ale mam propozycję: zróbcie eksperyment. Zapytajcie znajomych ze swojego otoczenia czy kojarzą Beatlesów, zapewne odpowiedź będzie twierdząca, potem zapytajcie jakie utwory i czy wiedzą o co chodzi z tym Pieprzem. To może być ciekawe doświadczenie, bo o ile utwory z początku kariery Fab Four w radio lecą, tak z Pieprza już rzadziej. No może With a Little Help from My Friends w wykonaniu Joe Cockera. I to się ciągnie. Kto ma poznać, pozna, kto nie, zawsze będzie kojarzył z la la la i trzymaniem się za rączke, a w najgorszym wypadku z fryzurami. Był czas przywyknąć. Ciekawym może być też fakt, że gdy Brian Wilson, bliski wtedy przyjaciel Paula McCartneya, gdy usłyszał Pieprza zdołował się jeszcze bardziej. Ech, gdyby wtedy wyszło Smile układ sił byłby trochę inny, co nie zmienia faktu, że Beatlesów uwielbiam. Dużo bardziej niż Plażowych Chłopców. Wiem natomiast, że Brian Wilson był fantastycznym kompozytorem piosenek i talentem dorównywał spółce Lennon/McCartney, ale opór wytwórni i zespołu (członek Beach Boys Mike Love miał mu powiedzieć na temat przygotowywanej płyty Smile: Don't fuck with the formula,co można przetłumaczyć mniej więcej tak: to fajne piosenki, ale może jeszcze nie teraz) spowodował zarzucenie projektu i mało tego, zaszycie się Wilsona w swojej sypialni z dragami, wódą i żarciem na kilka lat.
:
A na koniec jeszcze słówko o Lynyrd Skynyrd. Mało kto kojarzy ten zespół, a jeśli już to z utworu Sweet Home Alabama i to często bez znajomości kto to w ogóle śpiewa. A historia tego numeru jest rewelacyjna. Oto Neil Young na swojej solowej płycie After The Gold Rush z 1970r. zamieszcza utwór Southern Man,w którym zdrowo obrywa się południowcom. Za rasizm, za niewolnictwo i tak dalej. Co robi Ronnie Van Zant Lynyrd Skynyrd? Pisze piosenkę Sweet Home Alabama w odpowiedzi na zarzuty Younga. Powstaje jedna z bardziej znanych rockowych piosenek w historii. I szczerze mówiąc, ktoś kto okazjonalnie słucha muzyki, albo tylko radia, nie wie nawet kto to śpiewa. Taka jest prawda, niestety. I co w związku z tym? Nic. Tak tylko sobie napisałem, że każda płyta i każda piosenka ma swoją historię. I to jest fascynujące.
dawrweszte
O mnie dawrweszte

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Kultura