Dzisiaj tylko fajny klip. Bez żadnej promocji, indoktrynacji, namawiania. Klip należy do piosenki (??!!) pewnego Orena co nazwisko ma Lavie, cholera wie kto zacz, nawet mi się nie chce sprawdzać, wiem, że inne jego piosenki to jak dla mnie nudy na pudy. Ale ta jedna, ta jedna! Głównie za sprawą fajnego klipu. W ogóle lubię sobie to zapuścić rano (może nie codziennie, ale you know what i mean), wtedy robię się taki delikatny, zwiewny jak piórko i w ogóle pozytywny. Fajna, lekka piosenka, i przede wszystkim bardzo, bardzo fajny teledysk, z którego, niestety zauważyłem, że ściągnął ostatnio jakiś dyskont, chyba Lidl w swojej reklamie, co mnie niemożebnie wkurwiło, bo to jednak nie ten pułap twórczości, artyzmu i lekkości wykonania. Reklama, to reklama i sztukę spłyca, choćby jeden z drugim pijarowcy mówili, że jest naczej. Krótka forma bez składu i ładu, a ma być wryta w pamięć marka, tyle. A ten klip jest po prostu pogodny i dodaje takiej ślepej, niczym nie skrępowanej otuchy. Miłego odbioru.



Komentarze
Pokaż komentarze (18)