Nie jestem miłośnikiem kina. Lubię, ale wolę posłuchać muzyki. Obejrzeć film, to trzeba poświęcić jakieś półtorej godziny, albo i dłużej, a w tym samym czasie można posłuchać nawet dwóch albumów. Czasem jednak są takie filmy, które wchłoną mnie bez reszty i mogę oglądać i oglądać. Te filmy.. no właśnie, mają wyborną muzykę, a jeśli nie wyborną, to taką, która powoduje, że daną scenę ogląda się z lubością. Na początek filmik animowany, który obejrzałem pierwszy raz w kameralnym kinie w Lublinie (tak, tak). Muzyka w filmie jest rewelacyjna, normalnie powala na łopatki. Film broniłby się pewnie i bez muzyki, ale jako całość jest przecudny. Mam nadzieję, że film znany i lubiany, a jeśli nie, to najwyższa pora sięgnąć. Film jest o kolarzu, o Tour de France, o psie, który bynajmniej nie jeździł koleją, bo ewidentnie kolej ów znielubił chyba, albo metodycznie ją traktował, oraz o pewnych staruszkach... Film nazywa się Trio z Belleville. Muzyka fantastyczna i ten koncert!



Komentarze
Pokaż komentarze (7)