dawrweszte dawrweszte
419
BLOG

Swans i Jarboe

dawrweszte dawrweszte Kultura Obserwuj notkę 4

W latach 80 tych i 90 tych istniał sobie w Nowym Jorku zespół co się nazywał The Swans. Swans byli zaliczani do tzw. nowojorskiej sceny No Wave. Kapela ciekawa, kto nie zna to zapraszam do zapoznania się, ale nie tutaj, bo tutaj na łatwiznę nie idziemy. Tutaj mam zamiar jeszcze tylko wspomnieć, że mniej więcej od 1985r. ze Swans występowała niejaka Jarboe La Salle Devereaux. Taka pani. W skrócie wołamy na nią Jarboe, a ona się nie obraża. No więc dodała swój anielsko/szatański głosik do melodii lidera Michaela Giry i powstała niebywała jakość. Swans swoją ostatnią studyjną płytę (już nie) nagrali w 1996r. i było to fantastyczne Soundtracks for the Blind. Zmienia się to w tym roku, bo oto Michael Gira znów jednoczy siły z Normanem Westbergiem i jako Swans wychodzi album My Father Will Guide Me Up a Rope to the Sky. Dla mnie bomba. Pierwszy od 14 lat. Pierwsze przesłuchanie trochę mi umknęło i już myślałem, że nic dla siebie z tego albumu nie uszczknę, a tu proszę. Przesłuchałem już mnóstwo razy i wciąż nie mam dość. Płyta raczej spokojna, z czasem typowymi, łabędzimi odjazdami. Śpiewa oczywiście Michael Gira.

 Nie śpiewa za to Jarboe. Nie ma jej na tym albumie. Nie wiem właściwie czemu, nie doczytałem, nie sprawdziłem, nie wiem, nie bijcie mnie. Wiem tylko, że chyba ego Michaela Giry i ego Jarboe już by nie wytrzymały w jednym pomieszczeniu. Taka moja opinia. Ale moge się mylić. Nic to jednak, bo jak lubię głos Jarboe, tak wystarcza mi jej płyta z 2008r., płyta, którą odkryłem niedawno, a która na przemian ze Swans zagnieżdża się u podnóży moich bębenków, kowadełek, młoteczków i strzemiączek. Płyta nazywa się J2 i została nagrana przy współudziale Justina Broadricka. Pisał już o nim Kaminskainen, zachęcam do lektury, bo postać nietuzinkowa. Lider Godflesh odpowiada za muzykę a ta powala. Pierwszy utwór jest jak dla mnie nie do wytrzymania, bo Jarboe wręcz wyje w nim na tle obłędnego podkładu Justina i trwa to aż 7 minut, ale od razu widać, że trzeba przez to przebrnąć, to taki jakby test. Potem jest już kojąco, choć nie do końca, bo dudnienie tej płyty jest dość głębokie. Daję słowo, że mam znajomego, który w tym pierwszym kawałku się lubuje niesłychanie, a nietuzinkowy to utwór, niech to będzie jako zachęta. Potem jest ni to delikatnie, ni to z kopem w jaja, tak w sam raz. Sześć kawałków, każdy długi, dla każdego coś miłego.
 
I tak sobie myślę, że ja wcale nie potrzebuję Jarboe na płytach Swans, bo oni sobie świetnie dają radę osobno. I tak niech zostanie, bo takie płyty to nietuzinkowa jakość, to poprzeczka zawieszona wysoko, ale odwdzięcza się głodem tej muzyki, bo to uzależnia. Do tego chce się wracać.

dawrweszte
O mnie dawrweszte

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Kultura