Kiedy byłem mały, gdzieś tak poniżej dziesięciu (lat), ale powyżej sześciu, to miałem kolegę. No i on miał video. No i nasi rodzice też się kumplowali, to sobie tam raz na jakiś czas chodziliśmy do nich. Rodzice rżnęli w karciochy czy inne butle obalali, a my filmy oglądaliśmy. No i kiedyś pamiętam taki film, co to chłopak z dziewczyną jadą sobie na motorze. Nagle ktoś im wkłada w przednie koło jakiś kij czy inne takie coś, że im ten motor w miejscu staje. Skutki tego oczywiście są łatwe do przewidzenie. Chłopak wespół z dziewczyną polecieli przez kierownicę, hen do przodu. Lecą, lecą i w końcu spadli, ale pech chciał, że na jakieś twarde krzaczory, trzciny jakieś czy coś takiego. No i te badyle poprzebijały ich na wylot w bardzo wielu miejscach. Jak sobie tak leżeli, prawdopodobnie już nie żyjąc, jedno z nich niespodziewanie (przy dźwiękach zaskakującej muzyki skrzypiec, takiego gwałtownego akordu, wiecie) podnosi głowę, pluje sporą porcją krwi i umiera. Wtedy rodzice zorientowali się, że mamy do czynienia z horrorem i niezwłocznie film nam wyłączyli. Ja jednak tą scenę pamiętam do dziś. I od tamtej pory bardzo lubię horrory.
Przestraszyć się na horrorze to dla mnie trudne zadanie. Bałem się tylko raz, właśnie wtedy i to bałem się długi czas. Teraz horror stanowi dla mnie rozrywkę mniej więcej taką, jak dla mojej małżonki komedia romantyczna. Nie ma jak horror w kinie, ale problem polega na tym, że jeśli jest to film dość popularny - a takie z reguły horrory są puszczane w wielkich kinach – to ludzi w kinie sporo i nie mam pojęcia dlaczego w trakcie całego seansu trwa festiwal śmiechu. Podejrzewam, że to swego rodzaju konkurs na to, kto się mniej boi i kto głośniej to podkreśli. Dlatego horrorki lubię w zaciszu swojego kącika. Jak na razie prym wiedzie House of 1000 Corpses Roba Zombie, a to dlatego, że obejrzawszy ten film późną nocą (rewelacyjny jak dla mnie), w nocy śniło mi się, że jestem w trumnie. Jak tylko się obudziłem, pobiegłem do komputera i obejrzałem ten film jeszcze raz. Od tamtej pory widziałem go już parokrotnie. Horror, który się przyśnił! Jednak coś w tym jest, kiedy mamusia mówi: „synku nie oglądaj strasznych filmów przed snem, bo ci się przyśni”.
- Właśnie dlatego oglądam – chciałoby się odpowiedzieć.
Jakiś czas temu obejrzałem film Trailer Park of Terror. Średni to film, szczerze mówiąc, ale rzecz dzieje się chyba gdzieś na południu Stanów, o ile się nie mylę (bo nie pamiętam), ale muzyka jest tam rewelacyjna, Blues, southern rock, no miodzio po prostu. Film mi się nie przyśnił, właściwie to fabuła jest dość standardowa, bo chodzi o jakieś zombiaki, a ja jednak wolę takie, w których zabija człowiek. Jakoś jakby straszniej. A piszę o tym dlatego, że na literach końcowych w tym filmie i nawet chyba gdzieś w środku, ale tylko przez chwilkę, leci sobie taka piosenka. Niby nic takiego, ale świetnie oddaje nastrój. Pasuje po prostu i żal dupę ściska, że w pełni rozbrzmiewa tylko w trakcie napisów końcowych. Cóż począć. Bywa i tak.
PS. Gdyby ktokolwiek wiedział o jakim filmie piszę na wstępie, gdyby komuś coś zaświtało, bardzo proszę o cynk. Od małego marzę, żeby ten film obejrzeć w całości, a tą scenę w szczególności, ale szybka interwencja rodziców skutecznie wymazała tytuł z mojej pamięci. O ile w ogóle znałem tytuł.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)