dawrweszte dawrweszte
414
BLOG

Kameralnie czy unplugged?

dawrweszte dawrweszte Kultura Obserwuj notkę 7

 

 
Ostatnio namiętnie słucham nowej płyty The Young Gods – Everybody Knows. Płyta jest wyborna, dokładnie trafia w mój gust, ale o niej może kiedy indziej. Przypomniał mi się ich album Knock On Wood z 2008r., na którym zagrali różne swoje utwory akustycznie. Powyżej próbka, a to akustycznie właśnie mnie ostatnio zafrapowało.
 
Czytam w ostatnim Teraz Rocku obszerny materiał o przedsięwzięciu zespołu Kult i telewizji MTV. Koncert Kultu pod szyldem MTV Unplugged. Trąbią o tym wszędzie, Kult to z tego co się orientuję trzeci polski wykonawca, który wziął się za bary z tą niesłychanie trudną koncepcją akustycznego koncertu. Kiedyś w Polsce były już podobne formuły koncertów, między innymi Lech Janerka tak koncertował, były potem z tego płyty. Nazywało się to „Bez Prądu”. MTV ma w nazwie mniej więcej to samo, a ja zachodzę tylko w głowę, od czego są te nazwy i co mają nam mówić?
 
Bo to że bez prądu jest całkowicie, to jest kompletnie niemożliwe. My to wiemy, oni to wiedzą, się wie. Tylko mnie zastanawia po jaką cholerę to się tak nazywa? Bo z tego co wiem, to na koncercie Kultu akustycznych gitar było dwie. A skoro dwie akustyczne, a reszta podpiętę pod różne fuzy i inne prądowe agregatory, to można jeszcze od biedy nazwać koncert akustycznym. Ale unplugged? No wiem, wiem, tak się nazywa ta seria, Nirvana też tak grała i Kurt nawet na akustyku grał tak pięknie.
 
I tak się to ciągnie. Potem zagra jakiś T.Love i też będzie na elektrycznych pianinach grał, bo klawiszowiec nie umie uderzać w fortepian, to mu się piano podłącza. Wokalista nie umie zaśpiewać bez mikrofonu podłączonego do prądu, przecież to jasne jest. Dodam jeszcze z kronikarskiego obowiązku, że ten Kult to wcale źle nie wypadł (wybacz Kazik, ale i tak bym nie kupił), jak kto lubi, ja fanem Kultu nie jestem, więc dla mnie to nic wielkiego ani strasznego, ale niewiele się to różni od dokonań Kultu nie-bez-prądu czy nie-unplugged.A przecież gdyby ktoś naprawdę bez prądu wystąpił, idę o zakład, że koncert byłby rewelacyjny. 
 
Wszystko cacy, tylko po co to się tak nazywa? Kiedy słowa tracą kompletnie swoje znaczenie, przypominam sobie pewien letni późny poranek. Wakacje od studiowania, włączam sobie TV na stację publiczną, a tam jakiś pan w tiszercie i krótkich spodenkach, stoi w jakimś lesie, o którym mówi, że to las podzwrotnikowy, za nim palma, on opowiada o strasznych skorpionach, które gryzą po gołych łydkach, węże, żmije, Sodoma i Gomora i w końcu mówi takie oto słowa:
 
A czym różnią się lasy równikowe od lasów podzwrotnikowych? Ano tym, że w lasach równikowych występują palmy, a w lasach podzwrotnikowych jest ich brak. Ale ich brak wcale nie oznacza, że ich nie ma. Są, tylko jest ich mniej.
 
A skoro brak wcale nie oznacza, że czegoś nie ma, to ja w takim razie raz na zawsze się z Wami, drodzy czytelnicy, pożegnam i już nigdy więcej nic tu nie napiszę. Ale raz na zawsze i nigdy wcale nie oznacza, że już tu nie napiszę. Napiszę, ale nie dzisiaj.
dawrweszte
O mnie dawrweszte

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Kultura