Najwyższa pora napisać na Hard Music Division o czymś ostrzejszym. Ostatnie moje wpisy taplają się w awangardzie, ale nie na ostro. Oczywiście następne też taplać się będą, ale można sobie czasem dać upust metalowym riffom.
Nailbomb, jak w tytule, to zespół Maxa Cavalery i Alexa Newporta. Maxa wszyscy znają, wtedy jeszcze jako muzyk Sepultury, teraz Soulfly i Cavalera Conspiracy. Alex Newport to postać mniej znana. W latach 90 – tych lider zespołu Fudge Tunnel, który może na kolana nie powalał, ale także wzięty producent. Chłopaki razem stworzyli Nailbomb. Niesamowicie energetyczny projekt, z zabójczymi riffami i do tego sporo w tym sampli, automatu perkusyjnego. Wtedy czasem używało się terminu „industrialny” opisując Nailbomb. Industrialność polegała właśnie na elektronicznych wstawkach. Muzyka mocna, szybka, czasem powolna, ale miażdżąca z wokalem głównie Maxa. Rzecz obowiązkowa dla fanów ostrej muzyki.Max i Alex podobno pomieszkiwali ze sobą jakiś czas i nagrali tę płytę w domu. Może nie tyle nagrali, co stworzyli cały materiał.
Nailbomb wydali tylko jeden album studyjny Point Blank. Zwraca uwagę już okładka tego albumu. Zdjęcie wykonane w 1967r. w południowym Wietnamie. Amerykański żołnierz przykłada swój M16 riffle do głowy kobiety z Wietkongu, podejrzanej będącej w trakcie przesłuchania. Zdjęcie obiegło świat dzięki Assosiated Press, a było zatytułowane Point Blank Persuasion. Trudno powiedzieć czy tytuł płyty zaczerpnięto z fotografii, bardzo możliwe.
Kolejnym wydawnictwem Nailbomb jest koncertowy album Proud To Commit Commercial Suicidezawierający materiał z Dynamo Open Air Festival w Eindhoven z 1995r. I tu jest jazda, bo mamy tam paru gości. Jest brat Maxa Igor, jest D. H. Peligro z Dead Kennedys, jest Evan Seinfeld z Biohazard i paru innych. Okładka też ciekawa. Przedstawia z kolei pokłosie słynnego zbiorowego samobójstwa w Jonestown. W masowym samobójstwie zginęło około 900 osób, stało się to w 1978r. Była to sekta, a jej przywódcą był niejaki James Jones.
Jak zwykle odleciałem w tematy okołomuzyczne i uleciała mi istota notki. A istota jest taka, że Nailbomb to fantastyczna kapela, szkoda że o tak krótkiej egzystencji. Od ich albumu mija już 17 rok, a ja pamiętam jak te paręnaście lat temu zasłuchiwałem się tym non stop. Nailbomb utrafili w sedno moich ówczesnych poszukiwań muzycznych, moich gustów, a płyta wcale się nie zestarzała. Sample i automat perkusyjny brzmią wciąż świeżo, może dlatego że płyta nie jest nachalnie naszpikowana nową technologią jak to było wtedy w zwyczaju, ale po prostu dobrą muzyką. Genialny album. Zawieszam z jutuba nagranie koncertowe, bo studyjne mają jakieś dziwne piski w środku i opatrzone są terminem[censored].



Komentarze
Pokaż komentarze (4)