Nie powiem chyba nic odkrywczego, jeżeli stwierdzę, że od dłuższego czasu polityka państw Zachodu wobec Polski jest funkcją jest funkcją ich polityki wobec Rosji. Jeżeli się w jakimś momencie z Rosją nie bardzo liczą, to owszem przyjmą nas do jakiegoś paktu, zawrą sojusz lub nawet obiecają pomoc. Jeżeli natomiast się Rosji boją lub mają z nią interes do załatwienia, to natychmiast proponują, żeby rosyjskie wojska wałęsały się po naszym kraju lub milcząco taki stan rzeczy akceptują. Rosjanie zawsze z takiej okazji skwapliwie korzystają, bo po pierwsze, jak coś jest do wzięcia, to czemu mieliby nie brać. Po drugie zaś, zwykle albo spodziewają się ataku z Zachodu albo sami taki atak planują i wolą, żeby w takiej sytuacji większość zdarzeń rozegrała się na naszym terenie.
W XX wieku zdarzyło się dwukrotnie, że Zachód powalił Rosję na kolana. Były to dla nas rzadkie momenty koniunktury, które potrafiliśmy lepiej lub gorzej wykorzystać na krótko wydostając się spod rosyjskiej kurateli. Z tym może, że w 1918 zrobiliśmy to bardziej konsekwentnie, niż po 1989.
Obecnie Zachód ma z niestety Rosją ważne interesy do załatwienia. Po pierwsze, Rosja może być istotnym sojusznikiem w walce z radykalnym islamem, a jest to obecnie dla Zachodu najważniejszy problem. Po drugie, Rosja może nieco zmniejszyć energetyczne uzależnienie Zachodu od świata islamu. To nie są dla nas radosne wieści, zwłaszcza że władzę w USA objęła ekipa, która Rosji albo rzeczywiście nie rozumie albo co najmniej to udaje i z dziecinną łatwością pozwala się Rosji ogrywać.
Znowu znaleźliśmy się więc w sytuacji, gdy nasze interesy przegrywają z interesami rosyjskimi i gdy Rosji zostawia się wolną rękę do działań (byle cywilizowanych) w tej części Europy.
I nawet nie za bardzo mamy środki, żeby ten stan rzeczy zmienić. Próbowaliśmy budować koalicję państw w podobnej sytuacji, jednak nasz obecny rząd porzucił ten projekt konsekwentnie nie robiąc nic, co byłoby sprzeczne z interesem Rosji. Zresztą projekt ten miał małe szanse powodzenia, bo przecież u potencjalnych koalicjantów Rosja często ma jeszcze większe wpływy niż u nas.
Może moglibyśmy próbować oprzeć się na Wielkiej Brytanii, która z niejasnych dla mnie powodów jest obecnie Rosji dość niechętna? Pewnie powodem jest wyspiarska przekora, bo przecież zabicie niesfornego agenta, zamykanie szkół językowych, czy aresztowanie biznesmena, to w rosyjskich standardach nic nadzwyczajnego. Reszcie krajów Zachodu to jakoś nie przeszkadza.
Może moglibyśmy próbować zbliżyć się z Chinami? Co my jednak mamy Chińczykom do zaoferowania? Poza tym na pewno na całym świecie i w Polsce odezwałby się chór głosów potępienia, że Tybet, Plac Niebiańskiego Spokoju i prawa człowieka. Tym dużym to wprawdzie w niczym nie przeszkadza, ale dla tych mniejszych standardy są zawsze podwyższone.
Może moglibyśmy wybierać do władzy polityków, którzy widzą problem, i liczyć na to, że coś wymyślą? Pomysł może i niezły, ale nie wiedzieć czemu tacy politycy są niewybieralni. Jakoś tak się dzieje, że zawsze ich media zohydzają.
Chyba więc nie pozostaje nam nic innego niż cierpliwe czekanie na powrót koniunktury.
Komentarze
Pokaż komentarze (11)