Defetyk Defetyk
38
BLOG

Poziom presji

Defetyk Defetyk Polityka Obserwuj notkę 32

Jak zwykle zamierzam napisać o czymś, na czym się kompletnie nie znam, więc pewnie ponownie się ośmieszę. Ale co tam. Przyzwyczaiłem się.

Chodzi oczywiście o rewelacje p. Klicha o milczącej presji śp. gen. Banasika na pilotów prezydenckiego samolotu.  P. Klich wprawdzie jeszcze w czwartek był przekonany, że żadnej presji nie było, ale zaraz potem, gdy wyskoczył z taką tezą na konferencji prasowej MAK, dostał nową wersję stenogramów z odsłuchów czarnych skrzynek i teraz nie pozostaje mu nic innego, niż przyznać, że presja jednak była.
 
Dopóki więc Rosjanie nie przedstawią wersji następnej (a zauważmy, że zostawili tu sobie swobodę manewru, wszak nie wszystko udało się odczytać) obowiązuje teoria, że wszystkiemu winien gen. Błasik. Miał on udać się do kokpitu, usiąść (to nie jest pewne, bo p. Klich po półtora miesiąca śledztwa nie wie jeszcze, czy było na czym usiąść, dopiero zamierza to ustalić na lotnisku Szeremietiewo) i zająć się wywieraniem milczącej presji. Oczywiście chór komentatorów od razu dopowiedział, że Generał na pewno sam na ten pomysł nie wpadł.
 
Mam taki zwyczaj, że gdy na przykład „Rzeczpospolita” napisze o pośle PiS biorącym łapówkę, albo w TVN powiedzą coś takiego o pośle PO, to przyjmuję taka informację bez zbytnich zastrzeżeń. Zakładam, że została tak dokładnie przez to medium i na wszystkie strony sprawdzona, że po prostu okazała się prawdziwa i nie dało się już zrobić nic innego, niż ją publicznie ogłosić. Na tej właśnie zasadzie bezkrytycznie uwierzyłem w informacje, którą usłyszałem dziś rano w TOK FM. Radio to podało, powołując się na pilota z 36. Pułku, że zapraszanie VIP-ów do kokpitu jest w tej jednostce normalnym, kurtuazyjnym zachowaniem. Nie chcę teraz oceniać, czy jest to zwyczaj rozsądny. Wskażę jedynie, że jego istnienie poddaje w wątpliwość teorię presji. Skoro bowiem piloci lądowali w towarzystwie ważnych osób już wiele razy, to można przyjąć, że się już do tego przyzwyczaili i nie odczuwali szczególnych emocji z tego powodu.
 
We wczorajszym wywiadzie p. Klicha bardziej uderzyło mnie coś innego. Otóż ze stenogramów lub nagrań ma wynikać, że po przekroczeniu wysokości decyzji (100 metrów), piloci mieli nadal świadomość, że tracą wysokość. Mieli nawet podawać odczyty: 90, 80 itd. Oznaczałoby to, że wysokość samolotu była cały czas kontrolowana i to właśnie wprawia mnie w zdumienie. Wiemy bowiem, że zniżyli się 15 metrów poniżej wysokości lotniska. Trudno mi wyobrazić sobie pilota tak desperacko pragnącego wylądować, że mimo braku widoczności kontynuowałby zniżanie nawet po tym, gdy wysokościomierze pokazałyby już „zero”.

 

Niewykluczone jednak, że i MAK dostrzegł tę niezręczność i na biurku p. Klicha w Moskwie lądują właśnie nowiuteńkie wersje stenogramów, z których wynika, że to wcale nie o wysokość chodziło. Był to oczywiście poziom presji odczuwanej przez pilotów i oznaczanej przez nich na bieżąco w procentach.

Defetyk
O mnie Defetyk

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (32)

Inne tematy w dziale Polityka