Z artykułu dowiesz się:
- O kulisach wizyty prokuratury i policji w TK na Szucha
- O reakcji Bogdana Święczkowskiego na działania śledczych
- O powiadomieniu prezydenta o incydencie w siedzibie sądu
- Czego dotyczył wniosek Macieja Berka
Zabezpieczenie monitoringu i dokumentów w TK
Funkcjonariusze policji oraz prokurator Andrzej Piaseczny pojawili się nagle dziś w gmachu Trybunału Konstytucyjnego. Jak przekazała Katarzyna Calów-Jaszewska z działu prasowego Prokuratury Krajowej, celem wizyty było zabezpieczenie nagrań monitoringu oraz dokumentacji. Były one niezbędne do prowadzonego postępowania. Czynności podjęto w ramach śledztwa mającego na celu karną ocenę działań związanych z próbą sparaliżowania pracy Trybunału Konstytucyjnego.
Inaczej cele wizyty przedstawiły władze Trybunału Konstytucyjnego. W wydanym komunikacie podkreślono, że prokurator wraz z policjantami usiłował dokonać przeszukania siedziby niezależnego organu władzy. Ostatecznie Święczkowski podjął decyzję o dobrowolnym wydaniu żądanych materiałów.
Władze TK oceniły całe zdarzenie w jednoznaczny sposób. Zdaniem szefa organu piątkowa akcja miała charakter bezprawnego nacisku na sąd konstytucyjny.
– Najście na Trybunał (…) ma charakter prowokacyjny i wyczerpuje znamiona przestępstwa – ocenił Bogdan Święczkowski w oficjalnym komunikacie. Prezes powołał się na przepis art. 128 Kodeksu karnego, który penalizuje zamach na konstytucyjny organ Rzeczypospolitej Polskiej. O całej sytuacji natychmiast powiadomiono prezydenta Karola Nawrockiego.
- Prokurator i policja w Trybunale Konstytucyjnym. Przeszukanie - napisał krótko Andrzej Stróżny, doradca prezesa trybunału.
Spór o sędziego Berka w tle
Piątkowe działania śledczych są bezpośrednim następstwem wydarzeń, do których doszło zaledwie dwa dni wcześniej. W środę 14 października Maciej Berek złożył w Sejmie ślubowanie sędziowskie z formułą "wobec prezydenta”. Bogdan Święczkowski poinformował jednak, że Berek nie nawiązał stosunku służbowego i prezes nie dopuścił go do orzekania do czasu uzyskania opinii prezydenta.
Wówczas w gmachu doszło do ostrego incydentu, po którym sędzia Maciej Berek złożył wniosek do prokuratury. Domagał się w nim zabezpieczenia nagrań z kamer obejmujących przestrzeń, w której przebywali sędziowie. Informowaliśmy już o szczegółach tej konfrontacji, opisując szarpaninę w gmachu i oskarżenia Berka wobec Święczkowskiego.
Reakcja rządu była natychmiastowa. Minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek polecił prokuratorowi krajowemu Dariuszowi Kornelukowi bezzwłoczne podjęcie czynności procesowych z urzędu, mających posłużyć do karnej oceny blokowania prac sądu. Berek w TVN24 kilka godzin po zajściu przyznał, że nie było szarpaniny ze Święczkowskim, jak nieoficjalnie podawały media. Prezes TK miał się "wsunąć" przed niego na korytarzu i zablokować wejście do sali dla orzekających w TK. Następnie Berek wraz z innymi wybranymi przez Sejm tej kadencji wyszedł z gmachu przy al. Szucha.
Demonstracje przed budynkiem TK
Napięta atmosfera panuje nie tylko wewnątrz gmachu, lecz także na zewnątrz. Przed budynkiem dyżuruje grupa od kilkunastu do kilkudziesięciu osób nazywających się obrońcami instytucji. Manifestanci są wspierani przez polityków Prawa i Sprawiedliwości, ROG i Kluby Gazety Polskiej. W czwartek "miasteczko" odwiedził były premier Mateusz Morawiecki.
Piątkowa interwencja to już kolejna tego typu wizyta organów ścigania w tym miejscu – w lipcu śledczy również interweniowali w siedzibie sądu konstytucyjnego. Prokuratura Okręgowa w Olsztynie odmówiła jednak wszczęcia śledztwa w sprawie tamtej akcji i odrzuciła zażalenie pełnomocnika Święczkowskiego. Uznano wówczas czynności za w pełni legalne, a sprawa czeka obecnie na rozstrzygnięcie w Sądzie Okręgowym w Warszawie.
Fot. Sytuacja przed bramą TK/East News
Red.





Komentarze
Pokaż komentarze (115)