W postępowych kręgach popularny jest pogląd, iż na przestępcę działa odstraszająco nie wysokość kary lecz jej nieuchronność i szybkość wymierzenia. Wedle zwolenników tego poglądu idealne byłoby zatem społeczeństwo, w którym za każdym podążałby sędzia i natychmiast po dostrzeżonym przewinieniu, dajmy na to gwałcie, wymierzałby niewysoką grzywnę i karę pozbawienia wolności np. na godzinę. Cóż, nie wydaje mi się, żeby dziewczęta czuły się w takim świecie bezpiecznie.
Niestety doktryna ta wyznawana jest przez większość naszych czołowych prawników. Efektem było – widoczne zwłaszcza w ostatniej dekadzie XX wieku – obniżanie kar za przestępstwa. Zresztą dziwnym trafem dotyczyło to głównie przestępstw gospodarczych.
Zauważmy, że omawiana doktryna dopuszcza jednak liczne wyjątki. Otóż przestępstwa anty-postępowe karane są z najwyższą surowością. Twórcy prawa uważają, że zaostrzenie kar jest doskonałym środkiem odstraszającym nas od popełniania takich zbrodni, jak negowanie holokaustu, propagowanie ustroju totalitarnego, nawoływanie do waśni narodowych, zakłócanie ciszy wyborczej, czy niehumanitarne traktowanie zwierząt (sic!). Jednym z ostatnich przejawów tego nurtu myślenia jest propozycja wymierzania kary dwunastu lat więzienia za zaśmiecanie lasu.
Jak widać konsekwencja w słowach i czynach nie jest cenioną cechą w środowiskach postępowych. Ale czemu tu się dziwić? Przecież ci sami ludzie z jednej strony zwalczają karę śmierci, a z drugiej czynią prawo człowieka z aborcji na życzenie.
I żeby było jasne: nigdy nie pochwalałem zaśmiecania lasu.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)