I jakoś tak nagle, bez ostrzeżenia, popadłem niemal w rozdwojenie jaźni. Sprzeczne bodźce mnie bowiem dopadły.
Z jednej strony wizyta prezydenta zaprzyjaźnionego mocarstwa i płynące zewsząd potoki wazeliny. Reporterzy porozsyłani na wszystkie strony relacjonują nam każdy krok Dymitra, Swietłany, Anny i Bronisława. Zewsząd słychać słowo „przełom”, zachwyty nad chemią między prezydentami i cmokanie nad interesami, które teraz będziemy robić (tak tylko z grubsza, o najważniejszych sprawach: handelek gazem, elektrownia w Kaliningradzie, prywatyzacja Lotosu, infrastruktura transportowa i wymiana młodzieży).
Z drugiej czytam opisy wyciekających depesz i słyszę, że politycy rządzącej partii jeszcze w 2009 r. traktowali Rosję jako najpoważniejsze zagrożenie. Taki Nowak, czy Sikorski jakby czytali mi w myślach. A przecież ja jestem nierokującym nadziei oszołomem .
Co spowodowało tak raptowną zmianę?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)