Johnny Pollack Johnny Pollack
562
BLOG

Sabat Blady Sabat

Johnny Pollack Johnny Pollack Polityka Obserwuj notkę 4

    Zaczęło się. I to w biały dzień. Do Gdańska zlecieli się magowie, demiurgowie, czarnoksiężnicy i czarownice. Dawniej zlatywali się nocą w ustronne miejsca. Dziś robią to ostentacyjnie, przy kamerach, w „wielkim mieście”. Dlaczego Gdańsk? No to w końcu tam się zaczęło. I to kilka razy. Więc i tam może się zakończyć. Przylecieli jak mogli, na drzwiach od stodoły, latających dywanach, miotłach, F – 16. Niektórzy nie potrzebowali środka transportu, albowiem już od dawna latają w obłokach i stronią od zejścia na ziemię. „Jump!” – powitano ich na miejscu. Ale bardziej a propos byłaby piosenka: „Never let me down”. Ale nikomu z nich upadek nie grozi. Nie ma bata! Za nimi wszak stoi całe Biuro Polityczne bratniego kraju, z którym łączy ich pępowina. Przez tę pępowinę tłoczą im tlen, sole mineralne, wartości odżywcze, Prozac, komu potrzeba i mądrość danego etapu. Nawet, jeśli przegrają wybory, to wcale ich nie przegrają tylko wycofają się na z góry upatrzone pozycje. Przeczekają w fundacjach, firmach, służbach, komitetach, redakcjach, ruchach odnowy itp., itd. Ale dlaczego mają przegrać? Przecież to magowie, specjaliści od spraw trudnych i beznadziejnych. Skoro potrafią tak sprytnie, w zatrważającym, dla zwykłego śmiertelnika, tempie powiększać dziurę budżetową, dlaczego nie mieliby w taki sam sposób zdobyć olbrzymiego poparcia?

    Lecąc na swój sabat, niektórzy z nich zatrzymali się i wsłuchali w głos ludu. Poznali jego marzenia, pragnienia i troski. Ot, ktoś tam jest chory i chciałby pokonać chorobę, żeby z córeczką „pójść na rower”. „Czary – mary, fiku – miku – i z chorobą jest po krzyku!. Załatwione Panie Pawle – wsiadaj Pan na rower i fruwaj razem z nami. Never let me down!”.

    Służba zdrowia załatwiona. Teraz armia. Po co nam armia, jak dookoła sami przyjaciele? Trochę trzeba zostawić, żeby było komu strzelać do kiboli jak się rozzuchwalą, ale reszta do domu. Och gdyby Jasiu Rokita doczekał z nami tej chwili. Wszak jako działacz ruchu Wolność i Pokój musiał być pacyfistą. Realizujemy właśnie jego marzenia o demobilizacji.      Przemysł ciężki. No właśnie, jak sama nazwa wskazuje – jest za ciężki. Już z medycyny wiemy, że jak coś jest ciężkie to niezdrowe. Dlatego likwidujemy. Po co nam to? Ile to roboty dla naszego KBW, znaczy się pardon! – ABW, żeby tych roboli utrzymać w jako takich ryzach! Do domu, do biur pośrednictwa, na zasiłki ich!

    Szkolnictwo. Za dużo szkół. Polikwidować te na zadupiach! Po co to utrzymywać? Niech wszystkie dzieci uczą się w dużych miastach. Tam bliżej im do prawdziwych autorytetów: Kupy Wojewódzkiego i jemu podobnych. Likwidować niepotrzebne przedmioty. Taka historia – po kiego ch…znaczy się – grzyba ona nam? Jeszcze ktoś dojdzie prawdziwych korzeni rodzinnych naszego Największego Maga. Usuwać. Stopniowo, metodycznie, bez nerwów.

    Podatki. Wolny rynek. W czym problem? Rynki gdzieś pozamykaliśmy? Wszędzie są wolne, zwłaszcza w dużych miastach. Podatki muszą być wysokie. Jak się utrzymamy, my – wybitni fachowcy, jak będą za małe? Poza tym, po co ludziom pieniądze? Jak będą mieli za dużo w portfelach to im się od razu w dupach poprzewraca. Jeszcze nam tu jakaś, nie daj Belzebubie, klasa średnia wyrośnie, o której tyle już napisano w reakcyjnych pisemkach, że niby taka potrzebna w demokratycznym państwie prawa. Komu potrzebna? Na pewno nie władzy! Władzy tylko by przeszkadzała. Nie – zagonić to całe towarzystwo do spłaty coraz droższych kredytów. Niech ledwo wiążą koniec z końcem! „Never let them down!”.

    Wolność słowa? A co to znów za problem? Wolno się przecież słownie bronić przed sądem! No chyba, że się dostaje wyrok nakazowy, bez obecności oskarżonego na rozprawie. Ale za to jaka oszczędność czasu i pieniędzy! Przecież oszczędność przede wszystkim!

    Polityka zagraniczna. Po co nam to? Wszystko za nas załatwią starsi i mądrzejsi. Nasi partnerzy wschodnio – zachodni. Nie po to karki uginamy nad tajemnymi księgami, żeby się teraz prostować przed carem i fürherem (aktualnie w spódnicy)!

    I tak radzą i radzą. Gadają i śpiewają. Ściskają się. Zaklinają rzeczywistość. Wszak to rasowi czarownicy. A po redakcjach komentują i komentują. Zaklęcia działają. Może tak dołączmy i pofruńmy razem z nimi? „Jump, jump!” i nigdy w dół!? Bo „na dole, na dole, na dole” tylko „szklanka wódki i razowy chleb na stole”.

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka