Dejz Dejz
105
BLOG

Ballada o porzuconym pecie

Dejz Dejz Polityka Obserwuj notkę 2

 

Na ulicy leżał sobie pet. Zasmucił mnie cholernie jego los, że jest już taki niepotrzebny. Wcześniej taki ściskany, przytulany, wręcz obcałowany. Teraz leży na chodniku, wśród syfu produkowanego przez miasto. Pozostawiony sam sobie. Bez perspektyw. A był tak cholernie potrzebny...

Czuję się jak ten pet kiedy patrzę na poczynania dzikiej i bezmózgiej hordy Tuska.

Kiedy zbliża się nieuchronnie sąd ostateczny odbywający się przy urnach wyborczych, wtedy znają naszą wartość. Wtedy tak bardzo potrzebny jest im dialog z nami. Chcą do nas dotrzeć, porozmawiać. Jeździ "Tóskobós", Donek ściska nam łapki, przybija piątki. Jak cel osiągnie, nagle odwraca się zwinnie plecami. Wprowadzając reformę emerytalną robi to cholernie wyraźnie, pozostawiając nas - jak tego nieszczęsnego peta - samych sobie. Bo naród, woły robocze, pracować do śmierci będzie. Taki wspaniałomyślny niby ten człowiek! Może przesadziłem - wspaniałomyślny tabun horrendalnie drogich specjalistów od kreowania wizerunku i tak zwanych fachowców, którzy mu radzą. Żelazna Dama umiała. Donald nie. Bo ten fanatyk Lechii - którego kibice tego klubu nie chcą w swoich szeregach - bliższy jest stylem rządzenia Łukaszence, niż wspomnianej premier Wielkiej Brytanii. Po co pytać ludzi, skoro można siłą?

A głupi obywatele dają się omotać. Może nie, może po prostu boją się Jarka?  Patrząc na stan rzeczy, głupio nie bać się Donka. Niech on lepiej idzie w piłkę pogra. Ja już mu się nie dam nabrać.

Dejz
O mnie Dejz

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka