Na co dzień nie mam na tyle siły, żeby wypowiadać się swobodnie. Dlaczego? To proste.
Stoję w cieniu ponurych Trudności wyprzedzanych przez szarą Codzienność, przed którą manifestacyjnie wypina pierś ciągle nienasycona Powinność. Obok tego towarzystwa stoi nieugięta w swoich przekonaniach Opinia, która ciągle plotkuje z nadbiegającą ze wszystkich stron Informacją. Ta kolejka jest tak długa i szeroka, że moje słowa szybko giną w hałasie przekrzykujących się ważności. Otóż, od kiedy biegając po bezdrożach Sztumu i okolic znalazłeś mnie, jestem w Tobie. Kiedy myślisz o mnie, raduję się tak, jak chłopak który spotyka dziewczynę swego życia. Cieszę się, gdy jesteś w świątyni, gdy zapalasz świecę przed figurą św. Antoniego, rozmawiasz o mnie z przyjaciółmi, gdyż widzę, że nie jestem dla Ciebie obca.
Ale są chwile, kiedy płaczę. Dzieje się tak wtedy, gdy nie przyjmujesz mnie w całości. Płaczę, kiedy odwracasz się plecami ode mnie, kiedy odchodzisz i kiedy nie chcesz odnaleźć drogi. Czuję się wówczas pozbawiona swej godności, odarta i wystawiona na próbę.



Komentarze
Pokaż komentarze