Dejz Dejz
386
BLOG

Koko koko, Euro spoko?

Dejz Dejz Rozmaitości Obserwuj notkę 0

Czuję ogromną sympatię do naszego narodu za tę nutkę finezji, którą wykazaliśmy się wybierając oficjalną piosenkę naszej kadry, specjalistów od trzech meczy: otwarcia, o wszystko i o honor. Mam nadzieję, że kopacze wybrani przez Franka Smudę wykażą się takim samym entuzjazmem do Mistrzostw jak zespół "Jarzębina", który przeżywa teraz swoje pięć minut sławy. Różne opinie odnośnie tego utworu słyszałem, a moim zdaniem tragedii nie ma: łatwo wpada w ucho, przyjemny akcent przypudrowanego Euro.

W "przypudrowaniu" nie chodzi mi już nawet o przepłacone kolosy, które podczas meczów ligowych będą świecić pustkami (np. PGE Arena w Gdańsku), czy niespełnione obietnice dotyczące ogromnej sieci drogowej, ale o kibiców.

Śmieszne jest to nagłe zainteresowanie chuligaństwem przez rząd. Problem istniał zawsze - tak jak i próby ograniczenia jego skali, jednak dopiero właśnie teraz, gdy patrzy na nas piłarski świat, zatrzymania "groźnych" kiboli dokonują funkcjonariusze uzbrojeni po zęby, oczywiście w światłach telewizyjnych kamer. Śmieszne są te próby robienia z polskich stadionów teatrów, karania za wulgaryzmy, czy więzienie za odpaloną racę. Każdy klub ma swoją trybunę ultras - kto nie chce brać udziału w szeroko rozumianym "kibicowaniu", wybiera się na inny sektor stadionu.

Oczywiście, jak z każdą patologią, z chuligaństwem walczyć trzeba. Ale to nie tędy droga. Tusk robi z kibiców wroga publicznego, zyskując tym samym antypatiętego środowiska, bądź co bądź - dość licznego i bardzo solidarnego w walce z "okupantem".

Kiedy dowiedziałem się, że zostaliśmy organizatorami Euro 2012, miałem nadzieję nie tylko na ogromne piłkarskie emocje, ale także poniekąd na integrację tych "niesfornych" środowisk kibicowskich z pozostałą częścią sympatyków piłki nożnej. Byłoby także ciekawiej na trybunach: ogromny doping, liczne flagi, czy okazałe "sektorówki". Mogło to doprowadzić do poprawy ogólnej sytuacji, bo gdyby kibic wrogiem nie był - chciałby się pokazać z jak najlepszej strony.

Jednak realia są takie, jakie wykreował ten nadumachny przez media konflikt. Kibice wyklęci, bo takie określenie chyba do nich najbardziej pasuje, imprezę bojkotują, kontynuując wojnę rozpętaną przez rząd (choć z zatrzymań też sobie niczego nie robią - ich wartości są ważniejsze, np. im bliżej Euro, tym więcej, na przekór rządowi - pirotechniki na stadionach). Szkoda, bo być może straciliśmy okazję na wspaniały i różnorodny doping, ale także na "ucywilizowanie" najbardziej zawadiackich fanatyków.

Liczę, że ta impreza nie rozpocznie kryzysu spowodowanego wydatkami, a zapewni nam wiele sporotwych emocji. Oby podczas jej trwania "kibice wyklęci" nie chcieli udowodnić rządzącym swojej mocy. Choć już nic mnie nie zdziwi. Donek ruszył na wojnę z ludźmi, którzy pozytywną atmosferę Euro mogli kreować w pierwszych szeregach.

Dejz
O mnie Dejz

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości