Spacerując ostatnio po Salonie trafiłem na ten oto ciekawy okaz: arlukowicz.salon24.pl
Bardzo ciekawa jest ta lakoniczna notka o "lewicowym przewiewie", gdzie Agent Bartek przekonuje, że wspomniany już "lewicowy przewiew" należy się Salonowi i on go dokona. Mieliśmy uchylić okna, brzmi groźnie!
Chyba jednak ten "specjalista ds. recept" jest także mistrzem słomianego zapału, bo szumnie zapowiadał regularne prowadzenie bloga, a stety lub nie, zakończyło się na jednym marnym wpisie.
Teraz pewnie Arłukowiczowi jest bardzo smutno, że ten lewicowy huragan nie nastąpił. Tak mu było z tym źle, że niczym prostytutka, kierowany chęcią władzy, czmychnął do obozu ówczesnego wroga. Inaczej tego niż prostytucją niestety nazwać się nie da: człowiek, który deklaruje miłość do lewicy po grobową deskę, ulega pokusie i niczym koń na owies, rzuca się na władzę.
Smutne jest to zjawisko dezercji, czy jak kto woli politycznej prostytucji. Umacnia to przekonanie, że polityka jest już pozbawiona podstaw ideowych, a osobom, które ją uprawiają, zależy tylko i wyłącznie na dobrej strawie z państwowego koryta.
Jednak oni sami są największą ofiarą tego procederu. Platformersi wykorzystują ich wizerunki dla podkręcenia własnych statystyk. Zrobi się trochę szumu, będą mieli swoje pięć minut. Jednak sława ucichnie, a niesmak u wyborców pozostanie.
Szkoda mi jedynie ludzi, którzy oddawali swój głos np. na Arłukowicza w SLD, czy Kluzik - Rostkowską w PiS-ie.
Tonący brzytwy się chwyta. Nawet kosztem otrzymania miana "prostytutki".


Komentarze
Pokaż komentarze