Zapraszam wszystkich, co jeszcze ze mną gadać potrafią.
Ja nie wiem jak ta potrawa, tak naprawdę się nazywa, ale u mnie taka nazwa chodzi, na cześć zacnej rodziny Ziarnków, znad Kanału Augustowskiego, gdziem się z nią zapoznał organoleptycznie ( to dla Lubelskiego & Bulzackiego wtrent jest, że ja zagraniczne słowa też znam, a czasem nawet je rozumiem i użyć potrafię).
Ryba może być każda ale większa, taka nieco koło kila żeby miała co najmniej i wedle moich doswiadczeń z tych tłustych. Co zdrowie polepsza i tuszę wzmacnia a ze złych złogów i wolnych rodników oczyszcza ( tłuszcz rybi ), prawie tak skutecznie, jak jareckie nieprzymierzając.
U Ziarnków jadłem leszcza, ale ja robię najczęściej karpia, bo to o słodkowodne ryby chodzi. Choć pewnie cały łosoś też by wyszedł.
Rybę sprawioną, trza naciąć tak jak byśmy ja chcieli na dzwonki podzielić, równo z obu stron, ale tak aby tylko co najwyżej pół miąska nacięte było.
Posolić ( trochę ), popieprzyć, cytryna skropić i w lodówce potrzymać nieco.
Potem na brytfannę wyszmelcowaną masłem ją wyłożyć, a w brzuch i te nacięcia grube talarki i półtalarki cebuly powtykać, a do brzucha można pare natek pietruszki. Kawałki masła w brzuch i na wierzch, posypać jarzynką.
Piec, w piecyku, a jak już ta cebula rumienić się zacznie to sprawdzic czy mieso kruche i białe się zrobiło. W czasie pieczenia polać pare razy pitosem.
I wtrajać.



Komentarze
Pokaż komentarze (13)