Śledź to męska ryba jest. Choć damom też przystoi.
Prosty, dobry na każdą porę roku, porę dnia i pachnący. Nawet patrolowi policji państwowej.
Śledzia albo się lubi albo nie, ale odmówić śledzika, to dyshonor dla gospodarza jest, i basta.
Śledź może być na śniadanie, obiad i kolacje. Do herbaty, piwa i wódki. Dla chłopaka i panny, kochanka i kochanki bo inne zapachy maskuje, do bułki, chleba i kartofli. Dla pana i chama.
Może też być i na Wilię, ale to w odpowiedniej porze z panią Algą napiszemy, jak czas przyjdzie.
A teraz śledż codzienny.
2 opakowania tzw. Matyjasów, wyjąć i potoknąć. Na cząstki, takie coby na raz do gęby wrazic można, pokroić.
Cytryną obficie skropić, wymieszać i odstawić.
Cebulę 2, średniej wielkosci pokroić, grubo, drobno jak kto lubi. Cytryną obficie skropić, szczyptą cukru i obficie pieprzem potraktować. 1/2 ogórki konserwowe skroć na plasterki i z cebulą wymieszać, niech się gryzą.
Śledzie z cebulą i ogórkiem połączyć w salaterce, wymieszać, odczekać chwilę.
Oliwą dobra zalać, zamieszać, ubić w salaterce, tak aby oliwa na wierzchu stała, jak mało, to dolać.
Jak się przegryzą po paru godzinach, jeść. Z chlebem albo i kartoflami.



Komentarze
Pokaż komentarze (17)