W Libii i Syrii nadal trwają walki. W Egipcie podejmuje się próbę utworzenia nowego państwa.
Czynnikiem, który nie działa na korzyść rebeliantów jest czas. Im dłużej trwają walki, tym silniejszy jest reżim. Dostają pomoc zachodnią, ale nie ma to większego wpływu na wydarzenia. Jeśli rebelianci nie wzmocnią swoich sił, dyktatorzy w Libii i Syrii niedługo ugaszą ogień pod stopami.
W Tunezji i Egipcie naród próbuje odnaleźć się w całkowicie nowym systemie demokracji- opartym na tureckim. Obywatele tych państw dopiero uczą się demokracji.
Tymczasem zachód czeka cierpliwie.
Prędzej czy później kraje arabskie poproszą o pomoc. Poproszą o wsparcie w walkach, bo zaszli już za daleko- nie mogą się wycofać. Poproszą o pomoc w budowaniu podwalin nowego ustroju, już to robią.
Co z tego wyniknie? Zrealizowany będzie scenariusz spisany przez zachód. Dojdzie do umowy społecznej. Kraje arabskie otrzymają pomoc, warunki życia się poprawią, wprowadzi się względnie zdrową demokrację. Zachód w zamian za pomoc zwiększy tylko swoje wpływy. Wyrówna straty, które poniósł podczas walk (np. wzrost cen ropy, koszty interwencji wojskowych).
Do tej pory na wszystkie takie 'interwencje' patrzyłem z wielką niechęcią. Nie tolerowałem wojen w Afganistanie, Iraku. W tym przypadku, układ wydaje mi się sprawiedliwy. Oczywiście w przypadku otrzymania prawdziwej pomocy przez państwa arabskie.



Komentarze
Pokaż komentarze