Janko Krytykant Janko Krytykant
79
BLOG

Pewien detal z ustawy o systemie oświaty.

Janko Krytykant Janko Krytykant Polityka Obserwuj notkę 0

Kiedy przez media, a myślę tu zarówno o prasie, radiu, telewizji, jak i np. blogosferze, przewala się dyskusja dotycząca pewnych praw uchwalanych przez polski parlament, uwaga komentatorów skupia się najczęściej na jednym, rzadko dwóch lub maksimum trzech wybranych zagadnieniach, cała reszta pozostaje w sferze cienia. Z jednej strony trudno się dziwić, pewne szczegółowe rozwiązania nigdy nie będą interesujące dla osób niezwiązanych z dotykaną przez ustawy i zarządzenia tematyką. Z drugiej jednak strony czasem warto zajrzeć w zakamarki myśli prawnej naszych reprezentantów i zastanowić się nad źródłem i celem niektórych zmian.
 
W tej inauguracyjnej notce chciałbym powrócić do uchwalonej niedawno ustawy o systemie oświaty. Tak, tak, dokładnie tej, o której wszyscy wiedzą, że wprowadza obligatoryjność nauki w szkole podstawowej już dla sześciolatków. Oczywiście, w kwestii tego akurat fragmentu ustawy mam swoje zdanie, nie chciałbym jednak, aby rzutowało ono na odbiór tekstu, mającego w zamiarze dotyczyć problemu zupełnie innego, powiedzmy drobnego problemu technicznego.
 
Przyjrzyjmy się treści zawartej w artykule 36a ustawy, mówiącym o sposobie powoływania komisji mającej za zadanie wybranie dyrektora szkoły:
 
starej
W celu przeprowadzenia konkursu organ prowadzący szkołę lub placówkę powołuje komisję konkursową w składzie:
1) po trzech przedstawicieli:
a) organu prowadzącego szkołę lub placówkę,
b) organu sprawującego nadzór pedagogiczny;
2) po dwóch przedstawicieli:
a) rady pedagogicznej,
b) rodziców;
3) po jednym przedstawicielu zakładowych organizacji związkowych, przy czym przedstawiciel związku zawodowego nie może być zatrudniony w szkole lub placówce, której konkurs dotyczy.
 
 
i nowej
6. W celu przeprowadzenia konkursu organ prowadzący szkołę lub placówkę powołuje komisję konkursową w składzie:
1)   trzech przedstawicieli organu prowadzącego szkołę lub placówkę;
2)   dwóch przedstawicieli organu sprawującego nadzór pedagogiczny;
3)   po jednym przedstawicielu:
a) rady pedagogicznej,
b) rady rodziców,
c) zakładowych organizacji związkowych, przy czym przedstawiciel związku zawodowego nie może być zatrudniony w szkole lub placówce, której konkurs dotyczy
– z zastrzeżeniem ust. 7.
7. Łączna liczba przedstawicieli organów, o których mowa w ust. 6 pkt 1 i 2, nie może być mniejsza niż łączna liczba przedstawicieli, o których mowa w ust. 6 pkt 3.
 
Przedstawiony temat nie jest oczywiście reakcją na najświeższe wydarzenia i nie sądzę, by wzbudził wielki oddźwięk, chciałbym jednak zająć się nim z dwóch przyczyn. Po pierwsze, aby zrozumieć znaczenie problemu trzeba sobie uświadomić, że mówimy o grupie prawie 30 tysięcy osób (liczba za stroną www.vulcan.edu.pl), które w rzeczywistości decydują o kształcie oświaty w Polsce. To właśnie dyrektorzy szkół, poprzez poziom znajomości prawa szkolnego, sposób organizacji pracy szkoły, dobór kadry i metody sprawowania nad nią nadzoru, czy wreszcie sposób doboru swoich zastępców, którzy stanowią później swoistą „rezerwę kadrową” mogą uczynić wiele dobrego lub złego dla rozwoju polskiej oświaty. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że ich pozycja zależy od wielu czynników, zwykle w dużych miastach jest silniejsza, niż na przykład w małych środowiskach wsi gminnych, tym niemniej zawsze stanowią formalny element kadry zarządzającej. Drugim czynnikiem jest próba pokazania, jak pewne rozwiązania przemyca się w tle wielkich dyskusji światopoglądowych.
 
Zacznijmy od prostego pytania: kto jest właścicielem szkoły? W odniesieniu do szkół publicznych używa się pojęcia organu prowadzącego (OP), którym najczęściej jest samorząd terytorialny. Oprócz tego istnieje organ sprawujący nadzór (ON), czyli odpowiedni kurator, którego decyzje są często wiążące dla OP (np. w ramach art.34). W takim razie pytajmy dalej: jaki jest właściwy sposób powoływania dyrektora szkoły? Czy nie jest tak, że przenosząc pewne regulacje z innych dziedzin gospodarki, najwłaściwszą wersją realizacji „uprawnień właścicielskich” byłoby na przykład takie stwierdzenie:
Dyrektora powołuje OP po konsultacji z ON.
 
Po co 10 lat temu wprowadzono do ustaw listek figowy w postaci komisji konkursowej i udziału w niej przedstawicieli nauczycieli, rodziców i związków? I przede wszystkim, dlaczego nagle uprawnienia tych osób zmniejszono?
 
Spróbowałem poszukać odpowiedzi jak najprostszych, ale równocześnie takich, które byłyby w zgodzie z moimi obserwacjami zachowań osób reprezentujących wszystkie grupy wymienione w art.36a. Odpowiedzią na pytanie o cel powoływania komisji jest dla mnie próba zdjęcia odpowiedzialności z poszczególnych urzędników w sytuacji, gdy pojawiają się jakiekolwiek problemy. W odpowiedzi na zarzut, jak Pani/Pan mógł powołać takiego człowieka, można odpowiedzieć: to nie ja, to komisja tak wybrała. Krótko mówiąc, zachowujemy prawie pełną władzę przy praktycznie zerowej odpowiedzialności.
 
Chcąc teraz odpowiedzieć na pytanie dotyczące przeprowadzonej zmiany trzeba zwrócić uwagę na słowo „prawie” w poprzednim zdaniu, słowo, które jak wiadomo czyni wielką różnicę. Nie ukrywajmy, że motywacje urzędników powołujących dyrektorów szkół są różne. czasami jest to wybór sensowny, szczególnie wtedy, kiedy szkoła jest, ogólnie mówiąc obojętna. Czasem jednak trzeba posadzić na fotelu wybraną osobę. Może to być na przykład ktoś protegowany, którego jedyną zasługą są bliskie znajomości z ogólnie rozumianą władzą, czy też ktoś bez charakteru, nie mający własnego zdania i grzecznie realizujący telefoniczne zalecenia każdego urzędnika. Mam wrażenie, że zbyt często zdarzało się blokowanie takich zachowań, na co pozwalała konstrukcja poprzedniej ustawy. Ciekaw byłbym, czy MEN ma statystykę, ile przez minione dziesięć lat było przypadków, gdy nie dopuszczono do ponownego wyboru miernego zarządcy. Zdaję sobie sprawę, że może tu paść zarzut dotyczący możliwości wyboru dyrektora „złego” przez zblokowane głosy nauczycieli, rodziców i związków, ale czy wierzycie Państwo, że przedstawiciele Rad Rodziców, czyli ci spośród rodziców, którym chce się poświęcić trochę czasu dla szkoły głosowaliby przeciw interesowi swoich dzieci.
 
Starałem się pokazać tutaj w niezbędnym skrócie jeden mały fragment układanki, która nosi nazwę systemy oświaty. Mając nadzieję, że nie zanudziłem, czekam na komentarze dotyczące zarówno samego zagadnienia, jak i sensu przedstawiania takich szczegółów na Salonie.

I oto idą, zapięci szczelnie, Patrzą na prawo, patrzą na lewo. A patrząc - widzą wszystko oddzielnie: Że dom... że Stasiek... że koń... że drzewo... (J.Tuwim)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka