Janko Krytykant Janko Krytykant
64
BLOG

"Ksiądz piętnuje"

Janko Krytykant Janko Krytykant Polityka Obserwuj notkę 0

 

Gdzieś w początkach mijającego tygodnia, przerzucając wzrokiem tytuły informacji na jednym z powszechnie znanych portali internetowych trafiłem na tekst zatytułowany  „Prostytutki, gwałciciele - ksiądz piętnuje młodzież z ambony”. Informację wtedy pominąłem i dalej nie zwracałbym na nią uwagi, gdyby dosłownie dwa dni później nie okazało się, że dotyczy ona mojej parafii i instytucji, która znajduje się niespełna kilometr od mojego domu. Równocześnie, ta dostępna w ogólnopolskim serwisie informacja pokazuje, jak nieodpowiedzialne jest zastosowanie w dziennikarskiej informacji skrótu, najpierw przez lokalny, łódzki  dziennik, a potem przez redaktorów tego serwisu.
Ponieważ sprawa faktycznie jest bulwersująca, proponuję, aby przyjrzeć jej się nieco bliżej i zwrócić uwagę, gdzie tak naprawdę ukryty jest problem zamaskowany tendencyjnym, moim zdaniem tytułem.
 
Na łódzkim osiedlu domków jednorodzinnych Stoki, w północnej części Widzewa, przy ulicy Krokusowej 15/17 znajduje się Pogotowie Opiekuńcze nr 1. To zdanie brzmi prawie jak bajka, ale tu niestety bajka się kończy. Od czasu do czasu, najczęściej po jakimś spektakularnym wydarzeniu, pojawia się w różnych gazetach kilka artykułów, w których opisuje się sytuację na Krokusowej, czasami pryncypialnie wskazując niedociągnięcia oraz winnych tych niedociągnięć. Potem sprawa przycicha i prawdopodobnie wraca do punktu wyjścia. Pewien wybór informacji z różnych mediów zamieszczam poniżej
 
money 2009(za PAP)
 
Kto chce więcej, może łatwo poszukać w sieci, dla tych, którzy nie mieli siły, czy ochoty tam zaglądać w skrócie: fala, zarzuty bicia mają zarówno niektórzy podopieczni, jak i wychowawcy, niejasna polityka kadrowa, prowadząca do dużej rotacji i zatrudniania osób niekompetentnych. W szczególności zwracam uwagę na wspomniany w drugim z przytoczonych tekstów fakt zlikwidowania tzw. ścianki. Czy przypadek Krokusowej jest specyficzny? Podejrzewam, że nie, oto informacja z dzisiaj. Pewnie nie trzeba by szukać wiele, żeby podobne przypadki znaleźć w innych miastach. Może gdzieniegdzie zamiatanie trudnych spraw pod dywan jest tylko lepiej zorganizowane.
 
Wróćmy jednak do Łodzi. Gimnazjum rejonowym dla Stoków jest mieszczące się przy ulicy Janosika 136 Gimnazjum nr 33. Trudno mi powiedzieć coś o jego działalności, bo moje dzieci, jak zresztą wiele innych z osiedla, jeździły do innej szkoły, położonej bliżej centrum miasta. Ten odpływ dzieci powoduje, że trzydziestka trójka jest gimnazjum małym, w tej chwili bodajże po dwie klasy na poziomie. Dwadzieścioro dzieci (właściwie prawie dorosłej młodzieży, bo duża część z nich powtarzała wcześniej jakąś klasę) stanowiłoby znaczący odsetek uczniów w szkole. Próba przeniesienia zachowań z pogotowia do szkoły powodowałaby oczywiste problemy wychowawcze. Jak radzono sobie do tej pory nie potrafię powiedzieć. Czy wychowankowie PO podporządkowywali się rygorom szkoły, czy było ich mniej. W każdym razie szkoła jakoś funkcjonowała i sąsiedzi posyłający tam swoje dzieci nie opowiadali nam o żadnych problemach. Skąd zatem ten nagły rwetes?
 
Moje podejrzenie jest takie. Dyrektor szkoły jest w sytuacji mocno ambiwalentnej. Z jednej strony, dodatkowa klasa to dodatkowe godziny dla nauczycieli, z drugiej wspomniany wcześniej problem wychowawczy. Rodzice z kolei obserwują codziennie zachowanie podopiecznych pogotowia, słuchają ich idących przez ulice i trudno im się dziwić, że się boją. Jedyną metodą, w jaki mogą ten swój strach okazać, to napisanie takiego listu i upublicznienie go.
 
Przyjrzyjmy się zatem dramatis personae tej sprawy, ale nie ograniczajmy się do skutków, ale spróbujmy popatrzeć na przyczyny.
 
Pierwszą przyczyną jest oczywiście osławiona „Krokusowa”. I nie chodzi mi tutaj o wychowanków tej placówki, ale o cały system, który prowadzi do utrzymywania się stanu prawnego, w którym funkcjonują pogotowia opiekuńcze.
 
Świadomie nie zadałem dotychczas podstawowego pytania. Kim są dzieci z Krokusowej? To pytanie jest kluczowe dla całego problemu. Otóż w jednym „kołchozie” gromadzone są zarówno małe dzieci zabrane z rodzin często naprawdę patologicznych oraz osoby czekające na miejsca w schroniskach. Pamiętam nawet sytuację, kiedy w pogotowiu, ta sytuacja nie dotyczyła chyba akurat Łodzi, umieszczono osobnika czekającego na miejsce w ośrodku wychowawczym, czy nawet zakładzie poprawczym. Tutaj winne jest prawo, które umożliwia umieszczanie osób zdemoralizowanych w takich jednostkach.
 
Kolejnym winnym jest administracja. Myślę tu zarówno o administracji samorządowej, jak i o dyrekcji PO. Pierwszej zarzucić trzeba nieudolność w organizacji opieki nad nieletnimi na terenie miasta. Natomiast sposób funkcjonowania dyrekcji najlepiej obrazuje to zdanie „Przecież dokumenty znajdują się w Pogotowiu Opiekuńczym, a ich zawartość objęta jest tajemnicą”. To jest podstawowy problem dla wielu szkół. Tajemnica strzeżona jest do tego stopnia, że nawet nauczyciele nie wiedzą, dlaczego nowo przyjęty uczeń pierwszej klasy zachowuje się, nazwijmy to eufemistycznie, w sposób naganny, próbując dezorganizować lekcje swoim krzykiem, bekaniem, czy bieganiem. Jeżeli kogoś dziwi to, że rodzice się boją, to ja zaczynam czuć się zdziwiony.
 
Wróćmy teraz do naszego proboszcza. Po pierwsze, wbrew temu, co napisano na portalu, to nie on piętnował, a tylko odczytał list (na jednej z mszy, ja go nie słyszałem), którego autorami byli jego parafianie. No, ale to jest manipulacja tytułem, o której nieraz pisano na Salonie. List nie był „listem rodziców”, był oficjalnym listem Rady Rodziców Gimnazjum nr 33 do wiceprezydenta miasta, który pewnie bez upublicznienia utknąłby w czeluściach urzędu. Szczególnie w tej chwili, kiedy losy władz miasta ważą się przed referendum. Można dyskutować najwyżej, co powinien zrobić ksiądz po prośbie mieszkańców. Ja bym tego listu nie przeczytał, omówiłbym go dodając parę słów takich, jakie przytoczone są w tekście Dziennika Łódzkiego. Może zresztą padły one w czasie mszy, ale nikt tego nie zauważył.
 
 
Nie piszę na Salonie często. Wolę czytać, nie zawsze znajdę czas. Czasami, jak już go znajdę, to okazuje się, że ktoś opisał temat lepiej, niż ja bym to zrobił. A nie interesuje mnie powtarzanie cudzych myśli. Postanowiłem teraz obudzić się z kilkumiesięcznego snu, żeby pokazać, jak, poruszając bardzo poważny temat, można skupić uwagę na jego ostatnim, najmniej znaczącym ogniwie. Tekst na stronach portalu zawierał około 170 słów. Ja, pisząc z konieczności skrótowo, już poświęciłem na to pięć razy więcej, a tak naprawdę to jest dopiero przysłowiowy czubek góry lodowej.
 
 
------------------------
 
I jeszcze uwaga, gdyby zdarzyło się, że tekst czyta ktoś w władz miasta. Bez konieczności zmian prawa, rozwiązanie jest dość proste. Podstawowym czynnikiem, który budzi niepokój środowiska jest zgromadzenie wielu osób, potencjalnie niebezpiecznych lub zdemoralizowanych w jednym miejscu. Może zatem porozdzielać ich pomiędzy różne gimnazja. Takie podejście jest na przykład praktykowane w stosunku do niektórych domów dziecka.Są na przykład w Łodzi takie gimnazja, które nie mają rejonów lub ich rejony są bardzo małe. I w dodatku są dobrze skomunikowane z Krokusową.
 
No dobrze podpowiem: Gimnazjum nr 29 i Gimnazjum nr 1.
 
 
 

I oto idą, zapięci szczelnie, Patrzą na prawo, patrzą na lewo. A patrząc - widzą wszystko oddzielnie: Że dom... że Stasiek... że koń... że drzewo... (J.Tuwim)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka