Janko Krytykant Janko Krytykant
85
BLOG

O referendum słów i liczb kilka

Janko Krytykant Janko Krytykant Polityka Obserwuj notkę 17

 

Jednym z ważniejszych wydarzeń w polskim życiu politycznym ostatnich dni było łódzkie referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta Jerzego Kropiwnickiego. Wynik od kilku godzin jest już znany, ale nie o nim chciałbym tu napisać. Nie chciałbym też pisać o różnych komentarzach, które pojawiły się na Salonie, a które dotyczyły oceny tego wyniku. Były one w stu procentach przewidywalne, skorelowane z prezentowaną przez komentatorów oceną siedmioletniego okresu rządów ustępującego prezydenta Łodzi.
Moje parę słów chciałbym poświęcić pewnym kliszom, które powodują, że nawet tak spokojna osoba, jak Ufka używa bardzo drastycznych słów na określenie niektórych zachowań obywateli RP.
Zacznijmy od pytania, które jest w zamierzony sposób demagogiczne.
 
Która z decyzji powinna zostać najszybciej zaakceptowana w systemie demokratycznym? Taka, którą popiera (a) 30.1%, (b) 22.6%, (c) 21.2% uprawnionych.
 
Jak można się domyślić, demagogia pytania wiąże się z tym, że w sytuacjach, w których w rzeczywistości wystąpiły te wyniki, decyzje zostały zaakceptowane w podpunktach (b) i (c). Pierwsza liczba, to procentowa (liczona w stosunku do wszystkich uprawnionych) ilość odpowiedzi „Tak” na pierwsze pytanie referendum reprywatyzacyjnego w 1996 roku (frekwencja 32.4%, „za” 92.9%). Punkt (b) to referendum konstytucyjne z 1997 roku (odpowiednio 42.9% i 52.7%). Ostatni, to wyniki referendum łódzkiego (22.2%, 95.6%)
 
Co różni te sytuacje. Oczywiście wymóg frekwencyjny. Dla referendum uwłaszczeniowego i reprywatyzacyjnego żądano przekroczenia 50%, w przypadku przyjmowania Konstytucji zniesiono jakikolwiek próg, odwołanie władz samorządowych wymaga frekwencji liczonej w oparciu o ilość uczestników wyborów decydujących o obsadzie stanowiska.
 
To nie jest tak, jak chcą niektórzy komentatorzy, że ludzi „nie rusza” to, co dzieje się z jego miastem i krajem.
 
Prawdą jest owszem, że istnieje grupa tych, dla których wszystko jest obojętne. Jest to grupa bardzo liczna, socjologowie pewnie określiliby ją dokładniej, ja szacuję jej liczebność na jakieś 40-60 procent. Dlaczego akurat tak? Biorę pod uwagę wszystkich tych, którzy zlekceważyli najważniejsze głosowanie po 1989 roku, za które uważam referendum konstytucyjne. Zwróćmy też uwagę, że likwidacja progu frekwencyjnego jest potwierdzeniem faktu, że osoby decydujące o przebiegu tego konkretnego głosowania w pełni zdawały sobie sprawę z liczebności wspomnianej grupy.
 
Decyzje pozostałych podejmowane mogą być w oparciu o różne założenia. Jednym z nich jest próba doprowadzenia do sytuacji, w której referendum nie będzie wiążące. Czy pamiętacie Państwo na przykład propagandę antyreferendalną w 1996 roku. Ja pamiętam. Nie wiem, co robił wtedy pan Wojciech Olejniczak, którego tekst widoczny jest ciągle na SG, ale wtedy to jego koledzy liczyli na „milczącą większość”. To, co udało się wtedy przy progu 50%, nie udało się wczoraj, kiedy wynosił on 19%. I to jest jedyny moim zdaniem wniosek, jaki można wyciągnąć z głosowania. Nie jest istotne to, co napisał rano Kalder2 pod tekstem Krzysztofa Leskiego, że 95% to ogromna przewaga. To proste stwierdzenie faktu nie pociągałoby za sobą żadnych konsekwencji, gdyby poszło głosować „tylko” 114 tys. osób, lub próg określony był w sposób bezwzględny na wyższym poziomie, na przykład 30%, tak jak wydawało się niektórym innym komentatorom.
 
Podsumowując, pozwolę sobie na trzy stwierdzenia, z których dwa są raczej pesymistyczne w swojej wymowie.
 
Jeśli organizowane jest referendum, nie powinien obowiązywać w jego trakcie żaden wymóg dotyczący frekwencji. Uważam, że dopiero wtedy można mówić o aktywizacji społeczeństwa, kiedy każda ze stron musi zachęcać do poparcia swojej opcji.
 
Boję się, że następne wybory będą odbywały się pod hasłem jak najmniejszej frekwencji, po to, aby zminimalizować potem liczbę osób niezbędną do ewentualnego odwołania prezydenta w referendum.
 
Zakończone referendum miało charakter decyzji o wymowie negatywnej: "Nie chcemy pana Kropiwnickiego". Ale teraz nastąpi konieczność podjęcia decyzji pozytywnej. Czy macie Państwo takiego kandydata, może kandydatów, na których gotowi bylibyście dziś oddać swój głos?

I oto idą, zapięci szczelnie, Patrzą na prawo, patrzą na lewo. A patrząc - widzą wszystko oddzielnie: Że dom... że Stasiek... że koń... że drzewo... (J.Tuwim)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (17)

Inne tematy w dziale Polityka