Janko Krytykant Janko Krytykant
47
BLOG

Samorząd na codzień i od święta - przykład

Janko Krytykant Janko Krytykant Polityka Obserwuj notkę 1

 
Dzisiejszy łódzki dodatek GW przynosi dwa artykuły: Gala samorządu i Asfaltowni nie będzie. W sumie wydawałoby się, nic szczególnego i wobec wydarzeń zarówno tych sprzed półtora miesiąca, jak i tych przykuwających naszą uwagę w ciągu ostatnich dziesięciu dni można spokojnie obie historie pominąć. Ja jednak chciałbym poświęcić im kilka słów, gdyż wydaje się, że bardzo dobrze pokazują rozbieżność pomiędzy kreowanym, a rzeczywistym obrazem polskiego samorządu. Może jedyną ciekawostką jest to, że dotyczą tego samego miejsca, podłódzkiego Aleksandrowa. Dla porządku tylko pozwolę sobie opisać podstawowe fakty. Pierwszy artykuł dotyczy klasycznej akademii, z typu tych wyśmiewanych już wiele lat temu „klapa, rąsia, buźka, goździk”. Pan Marszałek Sejmu RP, bo jak rozumiem, w takim charakterze był tam pan Komorowski, , przerywając na chwilę swoją walkę na frontach przeciwpowodziowych, przybył, aby „wręczać medale, dyplomy i statuetki” oraz „ściskać dłonie”, podobno było ich około 260. O tym, co przy okazji powiedział, za chwilę. Tekst drugi omawia w skrócie konflikt wokół budowy asfaltowni, która miałaby być zbudowana w tym mieście.
Nie czas i miejsce po temu, aby rozważać, jaki realny wpływ miałaby budowa zakładu na otoczenie, nie mam zresztą do tego odpowiedniej wiedzy. Wiem, że w pobliżu znajdują się zabudowania mieszkalne, szkoła specjalna, niedaleko jest też masarnia i te czynniki powinny mieć wpływ na ostateczne postanowienie. Warto raczej zwrócić uwagę na tryb procedowania decyzji. Sprawa toczy się już ponad cztery lata, przez które trwa swoisty ping-pong pomiędzy burmistrzem miasta, a Samorządowym Kolegium Odwoławczym. Burmistrz trzy razy odmawiał zgody na inwestycję, SKO trzy razy nakazywało wydać decyzję pozytywną. Teraz sprawa trafiła do WSA, który podtrzymał decyzję władz samorządowych.
Skonfrontujmy teraz przedstawioną ścieżkę procesu decyzyjnego z wypowiedziami Pana Marszałka.
Straszono nas katastrofą decentralizacji, ale mieliśmy rację, wprowadzając ryzykowną reformę samorządową”. – Abstrahując już od narzucających się pytań, kto straszył, a kto miał rację, czy gdzie tkwiło ryzyko, można postawić zasadnicze pytanie. Czy decentralizacja jest naprawdę tak znaczna i czy nadzór nad samorządami nie idzie w obecnym, prawie zbyt daleko? Sprawowany jest on przez wojewodów, instancją odwoławczą są SKO. A w końcu i tak większość spraw problematycznych trafia na wokandy sądów administracyjnych. Ja wiem oczywiście, że zakres nadzoru regulowany jest przez ustawy, ale mieliśmy już próby, żeby było jasne, z różnych stron sceny politycznej, reinterpretowania jego zakresu. Jakie było w opisanym przypadku uzasadnienie przez SKO nakazów podważających decyzje burmistrza. Czy miało charakter prawny, jakie przepisy miałyby być w takim razie naruszone, że nie zauważył tego sąd? Jeżeli merytoryczny, to pojawiają się dwa pytania. Kto dał prawnikom wchodzącym w skład SKO wiedzę pozwalającą na wyciągnięcie z raportu dotyczącego szkodliwości inwestycji wniosków innych, niż zrobiły to władze miasta? Lub też, dlaczego SKO wie lepiej, co jest lepsze, cokolwiek by to słowo nie znaczyło, dla mieszkańców Aleksandrowa?
W początkach lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku wydawany był w PRL miesięcznik Ameryka zawierający m.in. reportaże pokazujące codzienne życie Stanów Zjednoczonych AP. W jednym z numerów opisany był bardzo podobny problem, siedmioosobowa rada miejska w pewnej miejscowości, nie pamiętam teraz ani jej nazwy, ani nawet nazwy stanu, miała podjąć decyzję o budowie jakiegoś zakładu przemysłowego. W radzie zaobserwować można było pełne spektrum postaw, byli gorący zwolennicy budowy, jej przeciwnicy oraz osoby wahające się praktycznie aż do momentu ostatecznego głosowania. Zakończyło się ono wynikiem 4:3 dla przeciwników i to był koniec dyskusji.
Czy u nas koniecznie musi być inaczej? Przecież to władze miasta są odpowiedzialne przed wyborcami za swoje decyzje i one ponoszą tak zwane konsekwencje polityczne. Jeśli naruszą prawo, wkracza sąd, ale jeśli nie ma naruszenia, to one muszą decydować o wizji rozwoju swojego miasta, a nie nieodwoływalna grupka ludzi nie mających z nim nic wspólnego, nie znająca lokalnej specyfiki i oczekiwań mieszkańców.
Powódź, która dotyka wielu regionów kraju każe po raz kolejny stawiać poważne pytania o relacje pomiędzy władzą centralną i jej terenowymi ekspozyturami, a władzą samorządową. Jednak często poważne problemy objawiają się najlepiej w sytuacjach, które nie trafią na pierwsze strony gazet i portali i taką wydaje się być ta mała dotycząca kilkuset ludzi sprawa.
 
A na zakończenie disclaimeroraz jedna uwaga.
Nie jestem mieszkańcem Aleksandrowa, ani nie mam żadnego interesu w popieraniu którejkolwiek ze stron opisywanego konfliktu. Po prostu, przeczytawszy dwa sąsiadujące ze sobą artykuły zacząłem zastanawiać się nad rolą i ograniczeniami samorządu lokalnego.
Pan Marszałek raczył był zapowiedzieć, że „jeżeli zostanie prezydentem, złoży w Sejmie projekt ustawy wprowadzający jednomandatowe okręgi w wyborach na radnych wszystkich szczebli”. Sugeruję zapamiętanie tej obietnicy, a jak ktoś miałby ochotę, to zapytanie Pana Marszałka, dlaczego nie zrobiono tego wcześniej, na przykład przy okazji reformy samorządowej 1999? Dlaczego pojawiła się ta niespójność w sposobie wybierania różnych organów samorządowych i czy pomysł okręgów jednomandatowych będzie pojawiał się tylko przy okazji kolejnych wyborów.

I oto idą, zapięci szczelnie, Patrzą na prawo, patrzą na lewo. A patrząc - widzą wszystko oddzielnie: Że dom... że Stasiek... że koń... że drzewo... (J.Tuwim)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka