Pamiętam jak o. Kłoczowski, charyzmatyczny dominikanin z Krakowa w jednej ze swoich znanych homilii skomentował przypowieść o synu marnotrawnym. Powiedział on, że my na ogół w życiu nie jesteśmy tym synem, który przepuścił wszystko lecz tym pozornie dobrym, który został przy ojcu. Jego postawę określił jako „smutek dewota“. Doktrynera, który nie chce przyjąć do wiadomości, że jego brat się nawrócił i że jego ojciec się z tego powodu cieszy.
Nie chodzi mi o postać Jaruzelskiego. Chowam moje zdanie na jego temat do kieszeni. Jednak w tym oburzeniu, że odprawiono katolickie nabożeństwo żałobne na jego cześć dostrzegam mniej więcej tą samą frustrację, która towarzyszyła zwolennikom Mariana Krzaklewskiego, którzy nie mogli ścierpieć, że Jan Paweł II zaprosił Aleksandra Kwaśniewskiego do papamobile.
Aż się boję pomyśleć co by się stało, gdyby w ostatniej chwili nawrócił się Urban, Nergal czy Palikot. Ale z drugiej strony Salon 24 miałby tematów na rok do przodu...
Inne tematy w dziale Społeczeństwo