Przeczytałem smutne wyznanie Roberta Brylewskiego. Artysta nie ma z czego żyĆ. Nie ma na papierosy i na chleb. Wyznanie tym bardziej przygnębiające, że przecież niedawno wyszedł ciekawy wywiad rzeka z twórcą brzmienia Armii czy Tiltu, z którego wynika niezbicie, że jest on jedną z najważniejszych postaci polskiego rocka.
Czy można spojrzeć na karierę Bryla z innej, krytycznej strony? Że jest on geniuszem, ale jednak drugiego planu? Że sukces i brzmienie na którym ufundowana jest Armia to zasługa Roberta jednak pierwszy plan zarezerwowany jest dla wokalistów? Budzyński ciągnie swoje projekty, cieszy się yciem i muzyką udowadniając to na kolejnych albumach. Co zawiodło? Beztroski styl życia czy przesadnie nadmuchana charyzma? Czy Polski rynek muzyczny nie potrafi zagospodarować ambitnych artystów, czy król jest nagi i publiczność go po prostu nie kupuje bo wbrew entuzjazmowi krytyków Brylu nie jest ikoną na jaką go wykreowano?



Komentarze
Pokaż komentarze (2)