Zaczyna się przejaśniać na temat katastrofy a właściwie zestrzelenia samolotu, który naruszył przestrzeń powietrzną Rosji.
Proszę nie przyjmować, że jest to tak, jak było, bo tego nie wiem. Pierwszą moją myślą było ogłoszenie alarmu z uwagi na niezidentyfikowany obiekt latający. Ponieważ była to sobota, żołnierze nad ranem zmęczeni, a tu alarm - obcy samolot nad lotniskiem wojskowym.
Ponieważ noc była zimna, żołnierze musieli nieźle "pogrzać", więc alarm stopnia wyższego przywrócił czuwanie służb dyżurnych. Prawdopodonie wtedy pojawił sie kolejny, wojskowy samolot nad lotniskiem, także wojskowym. Poligon ma swoje prawa, a ćwiczenia są ćwiczeniami. Rozkaz należy wykonać, czyli przechwycić niezidentyfikowany obiekt wroga nad poligonem. Kto czytał "Akwarium" Suworowa ten wie, że żołnierze mają ćwiczenia zawsze na ostro, zawsze muszą być gotowi. ponieważ zebrali "za pierwszą muchę", drugiej nie mogli już popuścić. Regulamin jest po to, żeby go przestrzegać, pewnie należy zrehabilitować się za przepuszczenie pierwszego samolotu.
Alarm, kilka minut i patrol bojowy przechwytuje cel. Komenta uwalnia pocisk, już tylko zameldować o wykonaniu zadania. Konsternacja, znów opi... - coście zrobili, natychmiast do Moskwy. Samolot, niemal siadający na pasie, natychmiasst wznosi się w powietrze i odlatuje.
Być może taka była geneza tej "katastrofy". Nie było zgłoszenia, że na nieużywane lotnisko wojskowe przyleci "prywatnie" jakiś prezydent. Niezręcznie, bo nawaliły wszystkie szczeble a załoga lotniska wykonała to, do czego była przygotowywana, czyli do przejęcia wrogiego samolotu. Błędy z obu stron, błedy pomiędzy MSZ obu państw. Bardzo niezręczna sytuacja.
Dzisiaj zaczyna się potwierdzać niemal wszystko, godzina katastrofy nadal nieznana, nie działają zadne urządzenia, które powinny zarejestrować przebieg wydarzenia. Ileż kłamstw, ileż poszlak, ileż mylnych komunikatów wysłano w przestrzeń internetu. A zawinili pracownicy najwyższych rangą urzędów.
Podobno Stalin miał kiedyś wypowiedzieć się w sprawie polskich oficerów internowanych na terenie ZSRR po kampanii wrześniowej 1939 roku - "my zdiełali bolszoju oszibku"...
Historia lubi powtarzać się. Być może tak własnie stało się... Ktoś "zdiełał oszibku"...
Pamiętamy, jakie scysje miały miejsce w tamtym czasie we współpracy między kancelarią Prezydenta a administracją państwową. Być może to z tego powodu komuś coś "pomyliło się..."
http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/3139,tu-154m-mial-nie-ladowac-na-siewiernym.html



Komentarze
Pokaż komentarze