Wybory parlamentarne w Niemczech zakończyły się kilka już miesięcy temu. Warto zwrócić uwagę, że kilku bardzo ważnych członków "parlamentu europejskiego" zdecydowało uczestniczyć w wyborach do parlamentu samych Niemiec... Kanclerz tego państwa, Angela Merkel po raz kolejny miała stanąć na czele państwa niemieckiego - ale rządu - póki co - nie utworzyła.
Tymczasem sam Parlament Europejski i jego Komisja Europejska starają się forsować własną wizję Europy i praktycznie realizują wizję jednego wielkiego państwa obejmującego swym władztwem cały kontynent. Decyzje tej instytucji są podejmowane jednostronnie a współdecydowanie innych państw jest tutaj wielką fikcją - co mogliśmy zobaczyć przy podejmowaniu uchwały na temat kolejnej kadencji przewodniczącego parlamentu europejskiego - nawet zrezygnowano ze stereotypowej struktury głosowania - kto o jest za kandydaturą, kto jest przeciw a kto wstrzymał się od głosu.
Już zapomnieliśmy o zgłoszonej kontrkandydaturze. Władze tego gremium pominęły milczeniem fakt, że zgłoszono inną kandydaturę a sprawę "wyciszono" naciskami pozaparlamentarnymi...
Wynik wyborów w Niemczech jest prosty - Angela Merkel uzyskała po raz kolejny status kanclerza a funkcję rządu pełni grupa polityków, których nawet trudno jest wskazać. Tu decyduje głos nawet nie koalicji - bo takiej nie ma. Jedne partie coś próbują forsować, inne odcinają się od przyjmowania takiego rozwiązania, tworzą się misternie zszywane koterie a Unia Europejska jest zarządzana przez zdymisjonowanych premierów - którzy uzgadniają między sobą - co narzucą oficjalnym rządom swych państw.
Dlatego na cel wybrano Polskę - bo były premier z tego kraju nie zapisał się dobrze w pamięci swych wyborców. Notowania jego partii cieszą się w sondażach zaledwie 15-18% poparciem, ale jak będzie w rzeczywistości - to już nikt tego nie wie. Były prezydent zaszył się gdzieś głęboko i nie przypomina się już nikomu. Jedynie były prezydent z nagrodą Nobla wyskakuje co raz ze swymi propozycjami a nie potrafi wyjaśnić oskarżenia o współpracę z agendą bezpieki prosowieckiej.
W zgiełku komentarzy w mediach nieoficjalnych coraz bardziej ujawnia się przekonanie, że cąły protest z sierpnia 1980 roku został wygenerowany na bazie niezadowolenia społecznego, ale cały cyrk z powszechnym strajkiem był rezultatem operacyjnym służby bezpieczeństwa, która w ten sposób zamierzała przejąć kontrolę nad niezadowolonym społeczeństwem. Dzisiaj widzimy liderów tamtych strajków, którzy mają się nadzwyczaj dobrze w trudnych czasach,kiedy to społeczeństwo polskie zostało pozbawione swego majątku. Liderzy protestów sierpnia 1980 roku mają się nadzwyczaj dobrze a ich majątek wielokrotnie przekracza najśmielsze najśmielsze wyobrażenia o "czerwonej burżuazji.
Być może dlatego tak bardzo krytykuje się rząd utworzony przez koalicję na bazie Prawa i Sprawiedliwości - bo jest to rzeczywiście większość parlamentarna wyłoniona przez społeczeństwo. I wbrew oczekiwaniom tych, którym należy się znacznie więcej...
Teraz trzeba zwrócić uwagę na procesy społeczne zachodzące w Niemczech. Tam wciąż dochodzi do awanturniczych bijatyk - o sprawstwo których posądza się przybyszów zupełnie innej kultury. Zastanawiające, że mają oni świadomość polityczną prorządową, że mają oczekiwania na uprawnienia socjalne nabyte poprzez lata pracy z zastrzeżeniem, że oni oczekują takich praw z racji przesiedlenia się ze swoich krajów ojczystych... W moim przekonaniu jest to rekrutacja agentó sił porządkowych, których zadaniem jest pacyfikacja narodowych protestów w krajach Unii Europejskiej.
Wystarczy bardzo dokładnie poznać życie normalnych ludzi w krajach UE by dostrzec, że mają podobne problemy, że dotyka ich problem bezrobocia - bo oni za tak niskie stawki nie będą pracować. Tak niskie stawki są jednak atrakcyjne dla obywateli spoza Unii, którzy w swoich rodzinnych krajach już nie mają gdzie zarobić na utrzymanie rodziny.
Ten status quo stara się zachować neoliberalny zarząd bardzo majętnych ludzi utrzymywanych przez fikcyjny zarząd "unią europejską", zarząd tworzący fikcyjne państwo, państwo skazane na zagładę.
Być może utworzenie rządu w Niemczech nie jest w interesie tego pasożyta - jakim jest UE, bo wtedy parlament UE przestanie być potrzebny...


Komentarze
Pokaż komentarze (1)