Godzina prawdy chyba już wybiła. To, co pokazali "eksportowi orlątkowie" na mistrzostwach w gałę, to nic innego, jak początek brakowania zawodników oraz całej kadry zarządzającej polskim sportem. Uważam, że należy gruntownie uporządkować polski sport zawodowy.
Nawet najlepszy zawodnik ma swój czas. Jednym idzie to sprawniej, dość szybko uzyskuje wyniki, inny musi dłużej zdobywać formę i - każdy ma tylko krótki okres najwyższej sprawności. To - co robią media w Polsce, to zakrawa już na ironię. Zastanwiam się,jak można sprzedać zawodnika biorąc niemałą kasę za jego poświęcenie się poza granicami Polski i domagać się, by taki zawodnik był dyspozycyjny w narodowej drużynie Polski w mistrzostwach najwyższej rangi. To jest coś takiego, jak odsprzedać własny samochód i oczekiwać, że będzie do dyspozycji w ważniejszych chwilach - już byłego - właściciela.
Niestety, z takiego zawodnika nie będzie już nigdy drużyny narodowej. Zawodnik sprzedany przez klub nie może być wystawiany w rozgrywkach tego klubu. Warto jednak przypomnieć sobie kasę wydaną na "orliki" - czyli stadiony sportowe kształcące kolejne kadry sportowców. Niestety, polityka państwa w zakresie sportu wyklucza awans zawodników młodszych w reprezentacji własnego państwa. W najwyższych rangą zawodach liczy się wiek i doświadczenie zawodnika, a nie bierze się pod uwagę jego aspiracji do rywalizacji w sporcie. Widzieliśmy wyraźnie zagubienie zawodników polskiej drużyny na boisku. Przydarzyło się to najlepszym tylko dlatego, że stworzono zespół nie zgranych ze sobą indywidualności.
Uważam, że wiele słów krytyki należy się zawodnikom. Ale nad nimi stoją trenerzy, selekcjonerzy i cała kadra specjalistów czuwających nad kondycją zawodnika. Ten system zawiódł już nie pierwszy raz. Dodajmy do tego niepewność składu reprezentacji do ostatniej chwili przed mistrzostwami. Uważam, że trener powinien czuwać nad zespołem co najmniej na pół roku przed zawodami i mieć do dyspozycji wybór zgranych ze sobą zawodników. Oni wszyscy powinni być dyspozycyjni, w składzie 2-3 krotnie większym, aniżeli regulaminowy skład wymagany na mistrzostwach. Trener powinien omawiać z tym zespołem poszczególne warianty a zawodnicy powinni je przetrenować. Tu trzeba stworzyć ogromną grupę czynnych kandydatów do składu drużyny reprezentacyjnej.
Nikt mnie nie przekona, że jest dobrze. Jak widać, nasza drużyna nie jest odporna na grę z przeciwnikiem, tu drużyna usiłuje grać według ustalonego wcześniej schematu, ale przeciwnik doskonale paraliżuje ten schemat. Nasza drużyna nie ma żadnego dopracowanego wariantu na okoliczność takiej czy innej strategii narzucanej przez przeciwnika. Aby jednak drużyna wypracowała kilka układów w zależności od kondycji przeciwnika, trzeba czasu i gry zespołowej. Tego brakuje, bo zawodnicy są porozrzucani po świecie i naprawdę trudno jest im zebrać się w celu przećwiczenia konkretnych założeń strategicznych. Wystarczy więc, aby przeciwniki doskonale krył kilku naszych najlepszych zawodników i sam próbował ataku na polską bramkę. Ta strategia sprawdza się - polska drużyna robi podstawowy błąd - tu tylko jeden strzelec ma prawo do ataku na bramkę przeciwnika a inni poniosą kary za próbę oddania strzału nawet w sytuacji wyjątkowo sprzyjającej... Wiadomo, kasa misiu, czyni cuda...
Jeżeli nie zmienimy natychmiast kadr zarządzających polskim sportem, to będziemy w ogonie zamykającym listę wyników, będziemy tłem dla innych drużyn, które naszych sportowców przygarną dlatego, że garną się do rywalizacji. Ale czas maksymalnej aktywności zawodnika jest krótki. Dlatego trzeba politycznej przemocy, aby taki wybrany - nie do końca wiadomo przez kogo i na jakich zasadach - zawodnik dorobił się na czynnym uprawianiu sportu. A co on umie ?
Cóż, w czasie szkoły biegał na boisku i był lepszym w sporcie od innych kolegów, którzy pilnie odrabiali zadania domowe. Po zajęciach w szkole pochłaniała go kopanina na boisku a nie odrabianie lekcji. Zamiast praktyki zawodowej, uczestniczył w młodzieżowych zgromadzeniach sportowych a kiedy inni stawali do matury, liczył punkty za sportową rywalizację. Gdzie więc jest jego zawód wyuczony, skoro więcej dbał o rywalizację sportową a nie w zdobycie wykształcenia ?
CI sportowcy są skazani na uprawianie sportu do końca życia, aby mieć z czego żyć. I często to im udaje się. Ale nie zapominajmy, że także w sporcie zdarzają się przypadki kontuzji wykluczających dalsze bieganie po stadionach. Dlatego każdy z zawodników nie dopuści do odejścia z aktywności sportowej, bo nie ma żadnej innej alternatywy. Dlatego jest taka presja na system ze strony starzejących się zawodników, żeby nie mieć konkurencji. I doskonale blokują start młodszym kolegom w trosce o kapitał pozyskiwany za udział w zmaganiach sportowych, lecz nie jest to nagroda za wyniki godne mistrzów. Jest to raczej rekompensata za czas odejścia od zdobycia wykształcenia.
Dla niektórych jest to imponująca rekompensata dzięki polityce państwa w zakresie eliminacji konkurencji zagrażającej statusowi zawodnika powołanego do reprezentacji narodowej...
https://youtu.be/uMELz61Klqo


Komentarze
Pokaż komentarze (4)