Dryf rozwojowy jest wynikiem lania ciepłej wody. Bo ciepła woda nie była niefortunnym bon motem Tuska lecz jest sposobem myślenia i działania całej klasy społecznej. W obliczu wyczerpania się prostych rezerw rozwoju elity i ich wielkomiejski elektorat kurczowo trzymają się małej stabilizacji. Boją się cokolwiek zmieniać w naszej kruchej gospodarce, gdyż drżą o swoje miejsce na drabinie społecznej i szansę naśladowania wzorów konsumpcyjnych swych zachodnich odpowiedników. Ale bez zmiany jeszcze szybciej wyczerpią szanse rozwoju. Modernizacja poprzez import zachodnich technologii i metod organizacji pracy oraz eliminowanie marnotrawstwa PRL dobiegła kresu.
Na razie spowolnienie modernizacji obdarło z marzeń o awansie pokolenie młodych z prowincji. Dla nich zabrakło dobrych miejsc pracy na prowincji. Zresztą nigdy nie było na to szans, bo współcześnie rozwój gospodarczy dzieje się w metropoliach. Ale spowolnienie zaostrzyło konkurencję o malejącą liczbę dobrych miejsc pracy w dużych miastach. Pierwsi odpadają w tej konkurencji ci bez koneksji i wielkomiejskiego obycia. Nie dlatego, że nic się nie nauczyli na naszych kiepskich uczelniach jak zarzucają im przedstawiciele elity – tej samej elity, która 20 lat temu jeszcze mniej umiała i była jeszcze bardziej przaśna niż dzisiejsza młodzież z prowincji. Po prostu wtedy gospodarka szybko rosła i każdy kto choćby dukał kilka słówek po angielsku i umiał zawiązać krawat mógł liczyć na błyskotliwą karierę. Dziś magister i dwa języki obce często oznacza posadę w barze sałatkowym.
To, że spowolnienia ma źródła strukturalne dla elity usiłujących rozładować gniew prowincji narracją o potrzebie drobnej korekty i wystrzec nas przed „błędem” radykalnej systemowej zmiany to fatalna wiadomość. Zmiana narracji nie jest lekarstwem na strukturalne problemy. Gdy nasz peryferyjny model rozwoju wyczerpie się na tyle, że spadek możliwości i aspiracji dotknie również tych, którzy załapali się na posadę w miejskim szklanym wieżowcu dającą status aspiranta klasy średniej wtedy elity doświadczą prawdziwego buntu młodych.
Jednak obecny kryzys polityczny nie jest jeszcze buntem młodych. Wśród osób między 18 a 24 rokiem życia przeważa opinia, że młodzi ludzie są obecnie w lepszej sytuacji niż ich rówieśnicy dwadzieścia lat temu. Młodzi na razie nie są w pełni świadomi, że będą pierwszym pokoleniem o gorszych perspektywach niż ich rodzice. Pojęcia długu ukrytego, czyli istniejących ale niezewidencjonowanych zobowiązań emerytalnych znane są ekonomistom. Młodzi dopiero odczują konieczność podnoszenia podatków by wypłacić emerytury ich dziadkom i rodzicom lub ewentualny brak środków na drogi, przedszkola i szkoły, gdy pieniądze z podatków rozejdą się na emerytury. Rozbiory OFE i spór o wiek emerytalny to dopiero zapowiedź nadchodzącego gospodarczego konfliktu pokoleń.
Sprowadzanie upadku rządzącego układu do ośmiorniczek i wina jest umniejszaniem problemu. Afera taśmowa w dużym mieście budzi politowanie, a na prowincji jest doniesieniem z dalekiej galaktyki. W Warszawie informacja z taśm o tym, że dwóch pazernych dorobkiewiczów na publicznych stanowiskach zjadło drogą kolację na koszt podatnika, może wzbudzić uśmiech politowania podlewany letnim zaledwie gniewem. Do tych wszystkich lokali, każdy ma wstęp, za niewygórowaną sumę. Wielu jadło tam za więcej niż nasi rozpasani ministrowie. A to, że minister policji z prezesem NBP dogadywali szemrane interesy? Biznes jak zwykle.
Ale poza Warszawą i kilkoma dużymi ośrodkami miejskimi dostęp do urzędowej posady lub etatu u biznesmena żyjącego z sektora publicznego jest już kwestią egzystencjalną. To właśnie na wsi i w miasteczku najlepiej widać i najbardziej boli posada po znajomości dla syna wójta i córki burmistrza. Te wyznaczniki statusu są ściśle reglamentowane wewnątrz sieci znajomości i wzajemnej wymiany przysług. Wkurw związany z wykluczeniem z sieci powiązań dających dostatek i bezpieczeństwo, kumulujący się miejscowość po miejscowości delegitymizuje hierarchie społeczne i tytuł elit do przewodzenia nad nami.
PO ma rację: poprawia się sytuacja gospodarcza. Większość z nas przekroczyła poziom przeżycia i zaspakaja podstawowe potrzeby. Na takim poziomie konsumpcji coraz ważniejsza staje się konsumpcja relatywna – to ile mamy w relacji do innych – oraz jak oceniamy reguły gry o relatywną konsumpcję. Gdy uważamy reguły gry o majątek i status za sprawiedliwe to akceptujemy system. Ale ci od ciepłej wody nie tylko doprowadzili do stagnacji prowincji, ale również spowodowali zanikanie szans dla młodych z prowincji na sukces w dużym mieście. Zabierają młodym ze wsi i miasteczek nadzieję na lepsze jutro. A gdy nadzieja ta również zacznie gasnąć w dużych miastach wtedy owszem będziecie mieli bunt młodych.



Komentarze
Pokaż komentarze (54)