Wałęsę ktoś kiedyś przekonał, że opinia publiczna nie zrozumie i nie przyjmie szczegółów ciemnych kart z lat 70-tych i bardziej niż prawdopodobnych romansów z UBekistanem trwających przez lata 80-te, a pewnie i 90-te do dnia dzisiejszego (co miałoby spowodować ich przerwanie?). "Prowadziłem z nimi swoją walkę i wygrywałem", takimi stwierdzeniami nasz bohater zamyka sprawę. Uważa, że jego misja publiczna, do której czuje się powołany, zakończyłaby się przed czasem, gdyby ujawnił więcej.
W ten sposób dysponenci ukrywanej prawdy uzyskali nad Wałęsą niezwykłą władzę. Nie nadużywali jej, i trudno się dziwić. Asa uruchamiali wyłącznie w przypadkach krytycznych, pozwalając uwiarygadniająco brykać ofierze poza nimi. Smycz zadziałała prawdopodobnie w następujących sprawach:
- utworzenia na terenach poradzieckich spółek rosyjskich
- obalenia Rządu zagrażającego śmiertelnie UBekistanowi
- stosunek do pułkownika Kuklińskiego
- ostatniego włączenia się do nagonki na wszystko co UBekistanowi poważniej zagraża (Jarosław i Lech Kaczyńscy, Antoni Macierewicz, Joanna i Andrzej Gwiazdowie, Anna Walenynowicz, Krzysztof Wyszkowski, Solidarność Walcząca, PiS, IPN, Gazeta Polska) Tutaj na korzyść dysponentów działa urażona ambicja i porywczość Wałęsy, a także koniecznść brnięcia w zaprzaństwie.
Aby mieć pełny obraz należałoby przemyśleć zdarzenie po zdarzeniu z najnowszej historii. Wcześniej czy później ktoś to zrobi. Lepiej wcześniej.
To jednak nie koniec. Wałęsa potrafi pójść pod prąd. Salonowi trzymającemu media (STM) parokrotnie podskoczył, za co skazano go na 3 procent poparcia. Wyrok wykonano. Obecnie, po piętnastoletniej odsiadce odwieszono za dobre sprawowanie (zaważyło włączenie się w nagonkę na PiS).
Nie jest wykluczone, że wkrótce będziemy świadkami próby całkowitego zerwania smyczy. Coraz więcej przesłanek takiego scenariusza pojawia się. Nie umknęły Krzysztofowi Wyszkowskiemu, który w Gazecie Polskiej z 11 lutego notuje:
„trzeba przyznać, że w Magdalence najtwardszy wobec komunistów był Wałęsa. Dzisiaj znów sprawia kłopot postkomunistycznym propagandystom, gdy mówi: - „Wykonaliśmy brudną robotę z komunistami. Po Okrągłym Stole wszystko było przegrane. Gdybyśmy zatrzymali generała jeszcze dwa lata, to on miałby następną kadencję prezydencką”. Wałęsa wreszcie przyznaje, że Jaruzelski i Kiszczak należeli do „pokolenia zdrady”, że chciał przeciwników oszukać, by ich w korzystniejszych warunkach zniszczyć, że Mazowiecki i Michnik „wsiąkli” w postkomunizm i „trzeba było przyśpieszyć, strącić generała””
Pohukiwania Wałęsy, o których pisze m. in. Rolex:
"Czy można dopuszczać do tego typu dokumentacji ludzi z rodowodem i wychowaniem UB-eckim jak w przypadku historyka i literata Cenckiewicza?"
mogą być przejawem tylko emocjonalnych fluktuacji towarzyszących każdej przemianie.
Jak do tej pory nikt dobrowolnie swojej smyczy z UBekistanu nie zerwał. Można przypuszczać, że ci którzy uczynią to pierwsi mają szansę zostać nawet bohaterami.


Komentarze
Pokaż komentarze