Ponieważ napisałem komentarz zbyt ważny, jak na formę komentarza, to teraz naprawiam swój błąd. Czym jest większość sejmowa?
Istnieją dwa rodzaje „większości sejmowej”. Jeżeli koalicja rządząca ma większość w Sejmie, to nazywamy ją „większością rządową”. Jeżeli podstanie „koalicja ad hoc” zjednoczona wokół konkretnego projektu ustawy, to mamy „większość doraźna”. Kiedy rządzi mniejszość, tzw. „rząd mniejszościowy”, to rządzi on za pomocą większości doraźnych. Większość sejmowa może być więc większością rządową lub doraźną.
Po tym wstępie mogę przejść do wspomnianego komentarza, który odnosi się do większości sejmowej w tym pierwszym rozumieniu. W cytacie, który komentuję, chodzi o większość rządową:
"większość sejmowa nie dysponuje wystarczającym poparciem do takiej zmiany"
Ten powyższy pesymizm komentuję: Zmiany w Konstytucji nie potrzebują tak rozumianej "większości" - konkretna poprawka Konstytucji ma otrzymać prawdziwą większość, niezależną od "większości sejmowej", która się ciemniakom myli z prawdziwą większością. Prawdziwa większość pokazuje się dopiero po fakcie głosowania - po policzeniu głosów.
A teraz uwaga - kluczowe skojarzenie - proszę o skupienie - kolejność w czasie: "większość sejmowa" to abstrakcyjne pojęcie z przeszłości - zanim odbędzie się głosowanie. Kojarzycie? Większość sejmowa to przeszłość przed głosowaniem, prawdziwa większość wyłania się w trakcie głosowania i staje się faktem po policzeniu głosów. Większość rządowa może przegrać głosowanie, bo prawdziwa większość poprze projekt opozycji.
Należy parlamentarzystom dać szansę zagłosowania. Podczas głosowania zmian do Konstytucji nie obowiązuje żadna dyscyplina, bowiem Konstytucja nie jest dobrem partii zgłaszającej projekt takiej zmiany, ale jest dobrem całego narodu. Dlatego każdy parlamentarzysta w sprawie Konstytucji głosuje zgodnie z własnym sumieniem, a potem odpowiada przed narodem osobistą hańbą lub zasługą, w zależności od tego, jak zagłosował. Odpowiada przed własnym sumieniem, przed bliskimi, przed sobą i przed swoim odbiciem w lustrze
Przed głosowaniem zmian Konstytucji nie jest więc potrzebna nawet większość doraźna - nie trzeba szukać sojuszników ad hoc... a nawet nie wypada tego robić, gdyż projekt zmiany Konstytucji musi mieć proste i klarowne przesłanie. Namawianie kogoś do poparcia tak dobrego rozwiązania byłoby wręcz obraźliwe. Każdy powinien sam, w głębi serca i własnego rozumu, znaleźć pewność, że projekt jest dobry. Jeśli tego sam nie znajdzie, jeżeli będzie się wahać, mieć wątpliwości... to znaczy, że projekt jest zły - szkodliwy lub niechlujnie zredagowany... trzeba zagłosować przeciwko. Żaden Kaczor Donald nie jest w stanie wymusić dyscypliny głosowania zmiany w Konstytucji, a nawet nie ośmieli się spróbować, gdyż zhańbiłby się ostatecznie takim żądaniem. Jedyne, co Kaczor Donald może zrobić (i robi to skutecznie od lat), to zablokować procedowanie projektu ustawy, aby nie pozwolić głosować posłom zmian na lepsze - aby nie pozwolić naprawić Polski.
Od kilkunastu lat mamy do czynienia z kryzysem państwa polskiego, którego źródłem są błędy w Konstytucji. Popisowe władze udają, że próbują naprawić państwo, ale nie pozwalają posłom głosować poprawek do Konstytucji. Zamiast tego zmuszają ich do glosowania w kółko takich samych bubli w interesie partii. Ostatnie dwa głosowania ustaw o zmianie Konstytucji, to rok 2007 i 2009. Potem przez 17 lat nikt niczego nie próbował naprawić - kolejne rządy tylko psuły z premedytacją Polskę coraz bardziej. A jak Kaczor Donald tłumaczy się z blokowania ustaw naprawiających Konstytucję? Zawsze tak samo: "większość sejmowa nie dysponuje wystarczającym poparciem do takiej zmiany"... a ciemny lud łyka tę erystyczną sztuczkę popisowej propagandy... ale Wy teraz już rozumiecie...
Panie Prezydencie! Panie i Panowie politycy dobrej woli! Dajcie szansę parlamentarzystom głosować! Przecież mamy demokrację!
PS. Przy okazji ułożyło mi się nowe przysłowie: Polacy nie gęsi, swój język mają, ale jak gęsi, wszystko łykają"



Komentarze
Pokaż komentarze (4)