Tak przejęto Trybunał. Wyciekły kulisy akcji rządu i policji

Redakcja Redakcja Trybunał Konstytucyjny Obserwuj temat Obserwuj notkę 198
Grupa sędziów z Anną Korwin-Piotrowską na czele weszła w piątek do gmachu Trybunału Konstytucyjnego przez teren Kancelarii Premiera za zgodą szefa KPRM Jana Grabca. Jak ujawnia dzisiejsza "Rzeczpospolita”, rządzący wykorzystali moment nieobecności prezydenta Karola Nawrockiego oraz prezesa Bogdana Święczkowskiego, który wracał z zagranicznej delegacji. Nocna eskalacja sporu doprowadziła do gwałtownych zajść w Warszawie.

Z artykułu dowiesz się:

  • Jak sędziowie dostali się do gmachu Trybunału Konstytucyjnego przez teren KPRM
  • Dlaczego i o której dokładnie godzinie prezydent Karol Nawrocki zawrócił rządowy samolot nad Hiszpanią
  • W jaki sposób otwarto furtkę, by prezes Bogdan Święczkowski mógł wejść na teren instytucji
  • Znamy liczbę doniesień, które w sprawie zajść trafiły już do śledczych

Plan sędzi Anny Korwin-Piotrowskiej i zgoda KPRM

Nagła lawina wydarzeń rozpoczęła się w piątek, 30 października, około godziny 16:30. "Przed gmach zostaje ściągnięta policyjna prewencja i ustawia się pod bramą. Z informacji „Rzeczpospolitej” wynika, że na wejście do siedziby zdecydowano się wtedy, gdy służby potwierdziły, że Bogdan Święczkowski nie pojawi się już tego dnia w pracy" - ustalili dziennikarze. 

Grupa sędziów Trybunału Konstytucyjnego, na czele z Anną Korwin-Piotrowską, pojawiła się wówczas w siedzibie instytucji. Sędziowie nie skorzystali z wejścia głównego, lecz przeszli przez sąsiedni teren biura premiera - pisze "Rzeczpospolita". Decyzję o otwarciu przejścia podjął minister Jan Grabiec. Jak wyjaśniono, policja oraz Służba Ochrony Państwa zwróciły się do szefa KPRM o umożliwienie sędziom przejścia ze względu na obawy o ich bezpieczeństwo. Sam Grabiec przyznał, że wydał zgodę, zaznaczając, iż termin akcji wybrali sami sędziowie. W tym czasie szef Komendy Głównej Policji Marek Boroń pozostawał cały czas na łączach z szefem MSWiA Marcinem Kierwińskim i ministrem sprawiedliwości Waldemarem Żurkiem - relacjonuje gazeta. Ten ostatni w wywiadach twierdził, że sędziowie sami wybrali moment wejścia do gmachu przy al. Szucha, poza wiedzą rządu.  


Około godziny 18 na stronie internetowej TK opublikowano zarządzenia podpisane przez sędzię Korwin-Piotrowską. Dotyczyły one zarządzenia przerwy w czynnościach służbowych prezesa Bogdana Święczkowskiego oraz wiceprezesa Bartłomieja Sochańskiego. Z metadanych wynikało, że pismo utworzył Maciej Berek. Kolejne zarządzenie natomiast napisał prawdopodobnie Krystian Markiewicz, który widnieje jako autor kolejnego pliku na stronach TK.  


Prezydent przerwał lot nad Hiszpanią

Prezydent Karol Nawrocki wyruszył z Warszawy o godz. 15:04 z oficjalną delegacją do Senegalu. Decyzję o zmianie zadania i wyborze lotniska Kancelaria Prezydenta podjęła dokładnie o 17:57. Czas oczekiwania na zgodę kontroli ruchu lotniczego wyniósł około 10 minut, po czym maszyna zawróciła nad Hiszpanią.

O godzinie 18:12 Nawrocki poinformował w serwisie X, że wraca do kraju. Rządowy samolot wylądował na warszawskim Okęciu o godzinie 21:42, a przebieg lotu śledziły w sieci tysiące internautów. Prezydent udał się najpierw na naradę do Pałacu Prezydenckiego. Następnie, około godziny 0:40 w nocy z piątku na sobotę, wraz ze współpracownikami i szefem swojej kancelarii Zbigniewem Boguckim pojawił się pod gmachem TK. Do oficerów SOP rzucił krótkie polecenie: - Ja wchodzę pierwszy, wy idziecie za mną.

Wokół interwencji głowy państwa od razu wybuchł polityczny spór. Rządzący i sędziowie w środku gmachu TK, po kilku godzinach zaczęli zarzucać Nawrockiemu przekroczenie uprawnień, z kolei Pałac Prezydencki wskazywał na naruszenie nietykalności prezydenta przez Annę Korwin-Piotrowską. 

Powrót Święczkowskiego i policja pod bramą

W momencie rozpoczęcia wydarzeń prezes Bogdan Święczkowski wracał z delegacji w Belgradzie i wylądował na Okęciu przed 16, po czym ruszył na Śląsk. Informację o akcji w TK otrzymał około 100 km przed Katowicami, po czym zawrócił i dotarł pod bramę gmachu około godziny 20. Na miejscu wejścia pilnował kordon policji, a prezesa nie wpuszczono do budynku.

Sytuacja rozwiązała się dopiero o godzinie 21:04, gdy uczestnik trwającego przed budynkiem protestu przeciął łańcuch szlifierką. Szef Trybunału przedostał się wówczas na teren instytucji. Na zewnątrz dochodziło do starć manifestantów z policją, a funkcjonariusze zatrzymali trzy osoby.

Podstawą policyjnej interwencji było pismo, jakie komendant główny Marek Boroń otrzymał od sędzi Korwin-Piotrowskiej. Sygnalizowała w nim zagrożenie życia i zdrowia sędziów oraz pracowników, a także ryzyko zakłócenia porządku publicznego. Zabezpieczeniem na miejscu dowodził wiceszef stołecznej policji, a przed gmachem stanął kordon funkcjonariuszy.

Działania służb wzbudziły jednak poważne wątpliwości samych mundurowych. Dziennikarze portalu Interia dotarli do relacji jednego z policjantów obecnych na miejscu zdarzenia. - Nie przygotowano żadnej taktyki. Zasada przy zabezpieczeniu normalnej wizyty jest prosta: dowódca Służby Ochrony Państwa ma bezpośredni kontakt z dowódcą zabezpieczenia ze strony policji. Tutaj nikt tego nie przygotował - czytamy. 

- Może liczono, że prezydent wejdzie na teren Trybunału Konstytucyjnego od strony Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, ale przecież na to musieli się zgodzić ludzie premiera. Nie rozumiem, dlaczego przez te kilkanaście godzin nie przygotowano żadnych wariantów, aby zapewnić prezydentowi bezpieczeństwo - dodał funkcjonariusz. 

Śledczy badają nocne zajścia

Sprawa piątkowego wejścia do gmachu wywołała natychmiastową reakcję polityczną. Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz na antenie Polsat News wprost obarczył odpowiedzialnością premiera Donalda Tuska oraz szefa KPRM.

- Czyli szef kancelarii, pan Jan Grabiec, musiał wydać zgodę policjantom na takie wejście, a więc dokonanie zamachu na niezależny organ. I o wszystkim musiał wiedzieć pan premier Donald Tusk - stwierdził rzecznik prezydenta.

Wydarzenia z alei Szucha przeniosły się do prokuratury. Jak przekazał rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, do śledczych wpłynęło łącznie pięć zawiadomień o możliwości popełnienia przestępstwa. Waldemar Żurek, Prokurator Generalny, zapowiadał, że nikt - w tym prezydent - nie może być bezkarny. Jedno ze śledztw dotyczy wejścia Karola Nawrockiego do TK.  


Fot. Trybunał Konstytucyjny/East News

Red.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj198 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (198)

Inne tematy w dziale Polityka