130 obserwujących
53 notki
306k odsłon
295 odsłon

Odcinek dwudziesty czwarty

Wykop Skomentuj18

Chciałbym wrócić znowu do Listu św. Pawła do Tesaloniczan. Przemyśleć to nasze ziemskie zaangażowanie. Tylko że ono właśnie nie pozwala mi na to, na prawdziwe myślenie. I muszę ci wyznać... – Augustyn patrzy na niego z niemal bolesnym napięciem – boję się. Nie tylko tego, że tracę coś, źle wybieram, trwonię czas. Tego boję się również, ale to nie ten strach paraliżuje mnie niekiedy. Nie ten czuję tak intensywnie... Boję się po prostu. Boję się tych ubeków, tego co mogą mi zrobić... Ten strach niekiedy opanowuje mnie, nie potrafię mu stawić czoła. Chociaż to nieracjonalne. Bo przecież poza jakimiś choćby nieprzyjemnymi szykanami, nic naprawdę nie mogą mi zrobić. Boję się więc bez powodu, prawda Mikołaju?

Starzec z pełnym przekonaniem potwierdził. Pomyślał wtedy, że Augustyn się starzeje. Teraz uświadamia sobie, że ksiądz Natan był nieco młodszy niż on teraz. Starzec przypomina sobie nawet rodzaj zażenowania, który odczuwał dostrzegając napięcie na na poły widocznej twarzy swojego mentora. Jego dłonie zaciskają się na rzeźbionych oparciach fotela.

Kilka tygodni później ksiądz Augustyn został napadnięty. Nieznani mężczyźni wciągnęli go do piwnicy, ciężko pobili i poparzyli jakąś substancją chemiczną. Starcowi pozwolono odwiedzić go w szpitalu dopiero po dwóch dniach. Wyciągnięty na łóżku z obandażowanymi rękami ksiądz Augustyn wyglądał wyjątkowo krucho. Sporo żartował, ale Mikołaj dostrzegł zmiany w jego zachowaniu. Trudno było nie zauważyć niepewności i nerwowości, których pacjent, pomimo wysiłków, nie potrafił ukryć. Opowiadał, że właściwie dobrze się stało, gdyż ma czas wrócić nie tylko do św. Pawła, ale przeczytać Löwitha i Voegelina, których książki dostarczyli mu jakiś czas temu jego przyjaciele z zagranicy, a których dotąd nawet nie przejrzał.

Kiedy Augustyn opuścił szpital, okazało się, że hutnicy zdecydowali się zapewnić mu ochronę. Pilnowało go trzech młodych mężczyzn, którzy wymieniali się na kilkugodzinnych dyżurach.

Myślę, że Pan nas doświadcza, i dobrze, że tak jest. Wykuwa w nas charakter. Tylko że we mnie nie ma materiału na męczennika. Boję się. Bardzo się boję. Prześladują mnie złe sny. Ale może właśnie dlatego Pan robi ze mnie bohatera, którym sam nigdy nie potrafiłbym być? – To była rozmowa w trakcie spaceru po dziedzińcu kościelnym. Zapadał wiosenny zmierzch i chwilami milkli, jakby nie chcieli zagłuszać krzyczących dookoła ptaków. Zapach kwitnących drzew przenikał się z kwaśnymi wyziewami huty, gęstniał w ciężki opar i utrudniał oddychanie. Starzec nie widział twarzy Augustna. Widział zwieszoną głowę i chwilami musiał nachylać się w kierunku towarzysza, aby usłyszeć ciche słowa. Tylko niekiedy ksiądz Natan chwytał go za rękę i z bliska wpatrywał się w niego. Jego oczy świeciły w półmroku. Pogrążony w ciemności dziedziniec wokół kościoła wydawał się pusty, jedynie ognik papierosa na moment rozświetlał twarz postaci siedzącej na ławce, przy bramie. Był to jeden z hutników pilnujących księdza Natana.

Od dawna pytałem: dlaczego mam być działaczem? Ja, który chyba umiem wygłosić kazanie, ale zawsze wolę rozmowę sam na sam. Tylu innych kapłanów potrafi porozumiewać się z masami. Naśladują Ojca Świętego i jakoś im to idzie. Ale ja? Zawsze czułem, że w samotności, nad kartką papieru, nad książką prędzej odnajdę Boga. Może to pycha? Często muszę sobie powtarzać: ale niech się Twoja, nie moja wola stanie. Może to moje wyrzeczenie? Za łatwo chciałem przejść swoją próbę. Samotna praca nad książką nie jest dla mnie pokutą. Kapłanem Solidarności stałem się przez przypadek. Przyszli do mnie hutnicy, ich rodziny. Nie mogłem odmówić. A potem był stan wojenny. Miałem ich zostawić? I wszystko działo się jakby poza mną. Kościół stał się ośrodkiem pomocy duchowej, materialnej. Bo tu zaczęły zjeżdżać ciężarówki z darami z zagranicy. Miałem odesłać? Ogłosić, że nie przyjmuję? I tak to się działo. I może jest to zamysł Pana, choć nie nam o tym sądzić.

Jakiś czas później na parafii pojawił się Pastuszek. Był jeszcze w seminarium. Wodził rozmodlonymi oczami za Augustynem.

To zdolny chłopiec. Trochę zagubiony. Trzeba mu pomóc – mówił z przejęciem Augustyn. Starzec pomyślał wówczas, że nawet jego mistrz nie potrafi oprzeć się tak ostentacyjnej adoracji. Zresztą Pastuszek szukał również kontaktu ze Starcem. Namiętnie. Wypytywał o wszystko i wszystko łapał w lot. Starzec przyznać musiał, że jest inteligentny. Pytał o lektury i politykę. O to, co powinno się robić w takich marnych czasach. Starzec był ujęty, choć nieco irytowało go natręctwo kleryka. – To żarliwość – łagodził Natan. – Nie możesz mieć pretensji o młodzieńcze zaangażowanie, jeśli nawet podszyte jest ono większą niż potrzeba dozą naiwności. – Starzec zgadzał się. Po zakończeniu seminarium Pastuszek został wikarym przy Augustynie.

Wykop Skomentuj18
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale