130 obserwujących
53 notki
307k odsłon
  181   0

Rozdział Czternasty c.d.

    Bies z trudem powstrzymywała wybuch złości. To miał być jej dzień. Zaproszenie na bal do prezydenckiego pałacu. Wyrazy uznania. Triumf. I to ją wreszcie proszą o programy, o pojawienie się na wizji. Nie musi już z uporem, ale coraz mniejszą nadzieją, składać odrzucanych konsekwentnie projektów. Teraz to o nią zabiegają. Zazdrosny Pasikonik usiłuje zepsuć jej ten czas. Ale ona nie pozwoli na to...
Żeby tylko nie zgubił cię nadmiar ambicji, Mieciu. Krok po kroku. Nie pamiętasz, gdzie byliśmy parę miesięcy temu? Nieomal wywłaszczeni, bez perspektyw... Dostałeś forsę na pismo. Utrzymaliśmy klub. Jesteśmy celebritis i możemy to wykorzystać. Kip kul, Mieciu. To nasz triumf. Więcej niż przyczółek, to zawojowany ląd. Od „Medei”, od twojej „Praktyki” zaczniemy ofensywę.
Tylko że to ledwie początek. Nie możemy o tym zapomnieć. Tobie nawet łatwiej. Feminizm cię broni. Jeśli nawet na moment oszołomiłby cię blichtr tego świata, tu – Pasikonik nie potrafił opanować skurczu twarzy. Bies odsunęła się. Analizowała zachowanie wspólnika. – Przepraszam za tę hipotetyczną figurę. – Pasikonik opanował się i uśmiechnął promiennie. – To tylko retoryka, ale pomaga nam ułożyć słowa, myśleć. A więc, jeśli zatraciłabyś na moment perspektywy w tym świecie, szybko przypomnisz sobie, że jesteś przeciw niemu. Jesteś przeciw temu, co jest. Ale ja... Ja dopiero niedawno uzmysłowiłem sobie, że to umierający świat. Gabinet figur woskowych. Popatrz, jak się oni poruszają. Myślą, że w nich spełniła się historia... Że już koniec konfliktów i będą już tylko zarabiać coraz więcej i ciągnąć za sobą tych biedaków, do których żywią niewypowiedzianą pogardę – Pasikonik krztusił się ironią – bo sami siebie przekonują, że przypływ podnosi wszystkie łodzie, a oni, spadkobiercy chrześcijan, zapomnieli, że nie samym chlebem człowiek żyje. Wiesz, to był mój Damaszek. – Pasikonik nachylił się do niej. Mówił żarliwie. Zaskoczona Bies pomyślała, że to rodzaj wyznania. Była zdezorientowana. – Wcześniej myślałem... myślałem, że neoliberalizm, ekonomia i trzeba poszukać sobie miejsca w oczach tej sieci... A potem olśniło mnie. To było na uczelni. Zdałem ostatni egzamin. Pod salą egzaminacyjną mrowiła się grupka. I nagle jeden, ani najmądrzejszy, ani najciekawszy, w ogóle taki uczelniany tłuk, rzucił: „To już tak zawsze będzie? Będziemy wkuwali to, co te staruchy chcą nam powiedzieć? Nic nowego?” Zrozumiałem! Ludzie czekają nie tylko na stabilizację. Czekają na idee. To nie koniec historii. Ludzie niecierpliwą się, męczą. Trzeba im dostarczyć nowych podniet, wielkich wizji, tak, aby mogli zakwestionować to, co jest. Nuda poprawności, nuda tolerancji. Dusimy się. Popatrz na tych dookoła. Interesiki, choćby wielkie, ale interesiki. Na krwi, na zdrowiu, na akcjach charytatywnych, jak ta idiotka prezydentowa. W salonie, gdzie kobiet przechadza się wiele, rozmowa o Michale Aniele. A ludzie czekają na ogień, na nową rewolucję... – Pasikonik urwał i zaczerpnął głęboko powietrza. Patrzył na Bies z dziwnym wyrazem twarzy, który w półmroku trudno było zidentyfikować. Rozejrzał się.
O Boże! Idzie tu ten nudziarz, i to w towarzystwie.
Chodźmy do nich – zawołała Kinga, ale nawet ona, widząc podchodzącą do grupki żonę prezydenta, zatrzymała się. Za moment zresztą dołączył do nich w towarzystwie młodej kobiety Struś, który zaczął opowiadać o kampanii „Terapeuta dla każdego dziecka”. Miała ona stać się kolejnym atutem i znakiem rozpoznawczym „Słowa”. – To musi zacząć się w szkole podstawowej – perorował – Betina powie wam, jest specjalistką. To wtedy trzeba zacząć walczyć z urazami wyniesionymi z domu rodzinnego. Potem jest już bardzo trudno. – Betina przytaknęła. – Zobaczcie, Miecio i Dominika, chodźmy do nich.
Witam filar i nową gwiazdę „Słowa”. – Pasikonik rozpromienił się na widok nowoprzybyłych. – Przedstawcie swoje towarzyszki.
Kiedy przyszliście, Mietek tak ładnie opowiadał o rewolucji. Mów dalej, wszyscy chętnie posłuchamy – Bies uśmiechała się zapraszająco. Pasikonik spojrzał na nią chłodno.
Najważniejsza jest rewolucja w wychowaniu – wtrącił się Struś. – Betina może wam powiedzieć, jest psychologiem, psychoterapeutą. – Betina przytaknęła. – Bo problem dotyczy małych dzieci. Wtedy można jeszcze stosunkowo łatwo prostować skrzywienia, które niesie za sobą tradycyjne wychowanie. Potem jest już trudniej.
Najlepiej byłoby w całości wyprostować skrzywienie, jakim jest tradycyjne wychowanie – prychnęła Bies. Z półmroku wynurzyli się dyskutując zawzięcie biskup Korytko i Return.
Więc nawet biskup nas zaszczycił, i to w towarzystwie autora największej sensacji intelektualnej ostatniego czasu – ukłony i szerokie gesty Pasikonika sytuowały się na granicy ugrzecznienia i błazenady. Jak wodzirej staroświeckiego cyrku zapraszał ich do kręgu.
A swoją drogą, księże biskupie, ciekawi mnie, jak Kościół przyjął wstęp pana Returna do ewangelii Judasza. Przecież to zamach na ortodoksję?
Niech pan nie przesadza. Po pierwsze, to nie ewangelia, tylko apokryf. Po drugie, Kościół nie zamyka dyskusji nad historycznym przekazem czasu Chrystusa. Czymś innym jest prawda objawiona.
No, ale jeśli przyjąć, że ta ewangelia czy apokryf pokazuje prawdę o tamtych czasach, a to przecież pan Return podkreśla we wstępie, który dzięki uprzejmości „Słowa” z wprowadzenia do elitarnej, specjalistycznej książeczki, jaką będzie ten apokryf, stał się znany powszechnie, no więc relacja tego apokryfu jest sprzeczna z przekazem ewangelii.
No... niezupełnie. Ja zresztą odpowiem na esej pana Returna, również w „Słowie”, już w najbliższy weekend. Bo przecież nie mogę się z nim fundamentalnie zgodzić – długi wypielęgnowany palec pogroził Returnowi, który pokornie schylił głowę. – I jeśli Mateusz pisze, że Judasz się powiesił, to nie mogę przejść nad tym do porządku dziennego i przyjąć odmiennej relacji tego apokryfu. Ale może wymaga to głębszej analizy, która pogodzi obie wersje? Ewangelie właściwie nie interpretują zdrady Judasza. Zresztą, jej historia nie jest przedstawiona w nich dokładnie tak samo. Mateusz, Marek i Łukasz piszą, że Judasz zgłosił się do arcykapłanów proponując im wydanie Jezusa przed Ostatnią Wieczerzą. Według Jana w trakcie Ostatniej Wieczerzy szatan wstępuje w Judasza, gdy spożywa on chleb, który daje mu Chrystus. Dopiero wtedy Judasz niepostrzeżenie oddala się, pewnie po to, aby porozumieć się z arcykapłanami i wydać Jezusa. Ta wersja jest bardziej dwuznaczna. Mocniej wyakcentowana jest w niej wola Chrystusa, który wybiera na zdrajcę Judasza. Tylko czy Judasz prowadzony przez szatana, a tak naprawdę przez Boga, który go naznaczył, jest zdrajcą w tym sensie słowa, do którego przywykliśmy? Nie chcę państwu dokładnie referować mojego artykułu, który, jak mówiłem, ukaże się w „Słowie”, ale, jak państwo widzą, nie jest to potępienie pana Returna, a tylko częściowa z nim polemika. Oczywiście na gruncie Kościoła. – Korytko roześmiał się. Obecni zawtórowali. Tylko Bies, która ostentacyjnie odsunęła się w momencie pojawienia się biskupa, patrzyła w inną stronę, zaznaczając, że nie uczestniczy w rozmowie. – Bo chyba rzeczywiście – kontynuował Korytko – tradycyjne interpretacje Judasza są, że sparafrazuję modną formułę, postewangeliczne i dosyć świeckie. Przecież istnieje w tradycji Kościoła myśl, że Bóg zbawi wszystkich, a więc Judasza również. Czy w ogóle powinniśmy, czy jest w naszej mocy potępienie Judasza, narzędzia opatrzności bożej? I dlatego sprawa Judasza jest taka ważna. – Korytko zaczął się podniecać, mówił nie zwracając uwagi na obecnych i wykonując coraz szybsze gesty. – Bo dotyczy potępienia. Dotyczy naszego prawa do wydawania wyroków, do ścigania, a więc naznaczania tak zwanych zdrajców. Problemem jest nagonka na tych, którzy upadli, a może nie upadli, może tylko inaczej rozumieli dobro? Zawsze pytam wtedy o belkę w oku tropiciela, bo jeśli ktoś jest najbardziej grzeszny, to oni właśnie... – Korytko zaczerpnął oddechu i zaczął rozglądać dookoła, wracając między obecnych, na prezydencki bal. Po chwili milczenia uśmiechnął się czule: – I dlatego, jak państwo widzą, nie jestem od potępiania pana Returna. Prowadzę z nim polemikę, ale doceniam znaczenie jego tekstu.
A ja mam wrażenie, że to jest trochę źle postawiony problem. Stąd te nieporozumienia – oświadczył solennie Struś. – Bo tak naprawdę to nie ma zagadnienia winy, tylko fenomen urazu, skrzywienia psychicznego na skutek złego wychowania, prawda Betina? – Betina potwierdziła.
Trzeba by więc położyć Judasza na kozetkę psychoanalityka? – zainteresował się Return.
Możesz sobie dworować. Nie wiem, jak było z Judaszem, ale dziś żyjemy w cywilizowanych czasach. Dziś moglibyśmy taki przypadek zdiagnozować. A może to w ogóle dobry pomysł? – zapalił się Struś. – Słuchaj, Betina, może należałoby przeanalizować syndrom Judasza? Być może to jakiś uniwersalny kompleks? – Betina zgodziła się.
Nie wiecie, ale my pracujemy z księdzem biskupem. – Korytko nie wyglądał na zadowolonego z analizy Judasza w kategoriach psychoanalitycznych i Struś wydawał się czynić wobec niego pojednawcze gesty. – Mówiłem wam o kampanii „Terapeuta dla każdego dziecka”. Ksiądz biskup włączył się w nią.
Zdrowie psychiczne jest ważne – uznał Korytko – dlatego myślę, że i Kościół włączy się w tę waszą słuszną kampanię. No może nie cały – sarkazm zabrzmiał w głosie biskupa – ale ten...
Nowoczesny? – nie wytrzymał Struś.
Nie lubię tego słowa – Korytko zgromił go spojrzeniem. – Wolałbym: współczujący. Kościół współczujący. Tak to powinno brzmieć. No, pożegnam się już – z uśmiechem i gestem błogosławieństwa Korytko chciał ruszyć dalej, ale drogę zastąpił mu Pasikonik.
Księże biskupie, mam wielką prośbę. Chciałbym od księdza uzyskać wywiad do „Praktyki” głównie na temat książki Badiou, której fragment opublikowaliśmy właśnie, ale oczywiście i na tematy inne. Bardzo zainteresowała mnie koncepcja Kościoła współczującego, czy nie można by nazwać go otwartym?
Otwartym, może...
Otwartym w kategoriach chrześcijańskich, otwartym dla wszystkich!
No... właściwie, czemu nie. Jeśli chodzi o katolicką powszechność, choć ja lubię określenie: współczujący.
A wracając do wywiadu...
A, tak. Chciał pan, żebym mówił o Badiou. To ten, który analizuje św. Pawła poza religią...
Ale docenia jego wielkość.
Nie wiem, czy można doceniać wielkość św. Pawła bez religii?
Badiou to robi. To chyba lepiej, że z tradycji Kościoła korzystają niewierzący, niż gdyby mieli się od niej odwracać?
No tak – zgodził się Korytko.
O tym wszystkim chciałbym z księdzem biskupem porozmawiać w trakcie wywiadu.
No dobrze – zgodził się zmęczonym tonem Korytko. – Tyle tych wywiadów i jeszcze samemu trzeba artykuły pisać, jak choćby odpowiedź na twoje herezje – oddalając się Korytko raz jeszcze pogroził Returnowi palcem.
Poszedł wreszcie – westchnęła Bies. – A ty nie mogłeś się z nim rozstać. Jeszcze musiałeś go za sutannę potrzymać! – prychnęła w kierunku Pasikonika.
Załatwiłem wywiad. Ale co ty? Dominika, przecież to nasz ksiądz, sensowny biskup. Gdyby tylko tacy byli, problemów byłoby mniej.
Najmniej byłoby, gdyby w ogóle nie było czarnych – pomimo głosów solidaryzujących się z Pasikonikiem, Bies nie ustępowała.
Może i byłoby, ale tak nie jest, musimy więc liczyć się z rzeczywistością. Nie można ich ignorować tak jak całej tradycji chrześcijańskiej. Przecież to fundament naszej kultury. Dlatego trzeba się z nią wziąć za bary. Zawojować ją, przejąć, jak uczy Żiżek. Jeśli trzeba, nawet razem z księżmi. Historia uczy, że wielu z nich to całkiem udani rewolucjoniści.

 

Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale