Blog
Dolina nicości
Bronisław Wildstein
Bronisław Wildstein To jest blog mojej najnowszej powieści "Dolina nicości".
130 obserwujących 53 notki 304541 odsłon
Bronisław Wildstein, 12 czerwca 2008 r.

Rozdział Czternasty c.d.

Spomiędzy drzew wychynęła Maria Tarło.

Felku drogi, nie widziałeś Michała?

Jest tu gdzieś. Ależ, Dominiko, dlaczego jesteś taka nietolerancyjna? – Struś zapalił się. – Przecież Korytko to nasz sprzymierzeniec. Walczy z lustracją, z tymi wszystkimi nienawistnikami. Tworzy Kościół otwarty, taki, który będzie pomagał ludziom: organizował akcje charytatywne, załatwiał pomoc psychologów...

Ale co on tu robi? Jesteśmy przecież u prezydenta. To władza polityczna. Co tu robi ksiądz? To zawłaszczanie przez kler przestrzeni publicznej. Powinni siedzieć w kościołach!

Bądźże realistką, Dominiko! – Pasikonik patrzył na nią z ironią. – Nie zamkniesz ich w zakrystii. Lepiej więc, żeby byli tacy, jak Korytko. Oni nas już nie nawracają. Teraz to my ich nawracamy.

Czy nie przesadzacie, kochani? – Dopiero teraz Return zdobył się na interwencję. – Gdzie wasza tolerancja? Przecież powinniście cieszyć się z istnienia księdza takiego, jak Korytko. On nie tylko nie jest agresywny, jak nie przymierzając Łęczycki. Nie tylko nie chce już was nawracać, ale otwiera się na świat. Rozumie nowoczesność i nie ustępuje w tym kapłanom w Niemczech czy Francji.

Tolerancja... Skończmy z tym fetyszem – Pasikonik uśmiechnął się ironicznie – albo sformułujmy to inaczej. Tolerancja dziś to obrona dominującego dyskursu. A my chcemy tolerancji prawdziwej. Takiej, z której wykluczymy homofobów odbierających gejom prawa do małżeństwa! Gdzie nie będzie miejsca dla zakazujących kobietom aborcji, dla paleoliberałów walczących z redystrybucją, dla faszystów narzucających naszą kulturę imigrantom! – Pasikonik mówił coraz gwałtowniej. Upajał się słowami. Wznosił w górę pięść i z rozkoszą gapił na ogłupiałą minę Returna. Czułno i Kinga w napięciu wpatrywali się w niego, usiłując zrozumieć znaczenie przemowy. Bies uśmiechała się z uznaniem.

Ale... przecież – Return wyjątkowo nie znajdował słów – w ten sposób naruszasz konsensus, pokój społeczny...

Już za długo trwał. Znudził się nam – Pasikonik z satysfakcją przygważdżał Returna kolejnymi słowami.

No właśnie! Niech żyją walka i różnorodność! – Pomiędzy rozmawiających, posuwistym krokiem nie do końca wyczuwając nierówności trawnika zamaszyćcie wtoczył się Jędrzej Kark. – O, piękna feministko – jego głos potykał się na co trudniejszych zbitkach głosek – pozwól, abym złożył ci hołd – wyciągnął ramiona do Bies, która odsunęła się z niechęcią.

Panie Jędrzeju! – Pasionik usiłował przywołać go do porządku. – O, nowe pokolenie – zainteresował się Kark – pełne miłości, wiary i nadziei na karierę! I słusznie. Należy się wam. Czytałem waszych geniuszy. Macie tam taką jedną... Tak doskonale naśladuje ten codzienny bełkot. Musi pan przyznać, zachwycałem się na łamach „Kultury”... Tylko teraz, tak sobie myślę... – Kark musiał przezwyciężyć nie tylko opór myśli, ale i skurcz gardła, po chwili jednak kontynuował dzielnie: – Kiedyś mówiący naśladowali literaturę, a teraz literatura usiłuje naśladować ich gaworzenie... czy to postęp? Powiedz mi, Jasiu. – Kark wsparł się na rozbawionym Returnie. – Wytłumacz, nasz mistrzu. Ty, który wszystko potrafisz uzasadnić i wyjaśnić, na przykład: dlaczego Judasz to przyzwoity gość, albo i lepiej i ja ci wierzę, każdy z nas chętnie ci uwierzy – Kark z bliska zionął w twarz Returna, który usiłował odsunąć się, nie odpychając pisarza – bo każdy z nas ma tak blisko do Judasza, a chcemy robić dobrze... Dlatego fajnie czytać, że Judasz jest O.K.

Nieforemna postać zbliżyła się do stolika Sieradza i Nowaka. Nowak złowrogo spojrzał na przysadzistą sylwetkę i niemal natychmiast rozpromienił się. – Kazik, chodź do nas, chodź.

A... jesteś z tym urzędasem, co tak źle mnie traktuje. Ministrem! – Niecnota zasapał i gestem przywołał lokaja. Wskazał na krzesełko, które stało przy sąsiednim stoliku, aby za chwilę umościć na nim swój wydatny zad. Sieradz zarechotał.

Muszę pilnować, żeby tacy jak ty nie popsuli preziowi reputacji.

Tak, temu, którego nie byłoby beze mnie.

Nie przeceniaj się. Nie byłoby ciebie, byłby inny – Sieradz nadal bawił się wyśmienicie, popijając kolejnego błękitnego Johnny Walkera. – Nie pamiętasz? Jednostka zerem, jednostka bzdurą...

Mam nadzieję, że będziesz to pamiętał, kiedy prezio da ci kopniaka w dupę. On – też jednostka.

Ale szczególna. Niedoczekanie twoje. My jesteśmy tak – Sieradz splótł dwa palce wskazujące.

Zobaczyłem, że zapraszacie katabasów – Niecnota był zgorszony.

Tylko paru...

No i wystarczy. Trochę mnie skręca.

Co ty? Tych to ja lubię – wtrącił się Nowak. – Wiesz, ile interesów z nimi zrobiłem? Wielu jest bardziej naszych niż ich. Wiesz jak dobrze współpracowałem z IKK, no, tym Instytutem Kultury Katolickiej. Jest tam taki księżulek młody, teraz także w syntetycznej krwi... Mówię ci: talent. Nie narzekaj więc, ale pokochaj ich.

Jakoś mi trudno. Czarni sprowadzają na ziemię ciemności.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

"DOLINA NICOŚCI" JUŻ W KSIĘGARNIACH! Wierzę, że kolejne odcinki powieści będą zaczynem gorącej dyskusji. Liczę na Was, na Wasze uwagi i oceny. Proponuję Wam również zabawę. Zainteresowani mogą kontynuować powieść na własną rękę. Będą odgadywać intencje autora, a może tworzyć dla nich interesujące uzupełnienie, albo ważny kontrapunkt. Dla najciekawszych wypowiedzi przewidziane są symboliczne nagrody.

Ostatnie notki

Tematy w dziale