130 obserwujących
53 notki
306k odsłon
  464   0

Rozdział siedemnasty

I co, jesteś już milionerem? – Bryła śmieje się głośno, całym ciałem. Zawsze był z niego potężny chłop, ale teraz wydaje się jeszcze większy.

Pamiętasz, to dobrze. Dobrze, że pamiętasz.

Zamawiają kawę. Za oknem słońce kończącego się września przesiewa przemyski rynek. Ślizga się po ratuszu i kamieniczkach, których odnowione frontony sąsiadują z nadgryzionymi przez czas, łuszczącymi się w plamach liszaju ścianami, przesuwa się po fontannie i kocich łbach.

Nie, nie jestem jeszcze milionerem. Choć... kto wie? W każdym razie, tyle razy zbankrutowałem... Straciłem znacznie więcej niż milion. Pewnie kilka milionów. Ale teraz jestem również wydawcą i poszukuję kogoś takiego jak ty. Musisz do mnie wpaść. Zjemy, wypijemy, powspominamy, ale i poprojektujemy. Znowu razem będziemy zbawiać świat.

Noc spadła na miasto niespodziewanym chłodem. Zimny opar znad rzeki przypływa z południa, od nieodległych gór, które wyrastają pagórkami na horyzoncie. Jeszcze wczesnym, ciepłym popołudniem Bryła pilotował Wilczyckiego pod swoje mieszkanie. Po kilku godzinach spaceru, przerywanego odwiedzinami w kilku kościołach i jednej kawiarni, powrót w to samo miejsce zmienionego ciemnościami miasta okazał się wyjątkowo skomplikowany. A jednak Wilczycki spóźnił się jedynie kwadrans.

Wysokie mieszkanie, amfilada pokojów. Pierwszy z wielkim piecem ozdobionym rzeźbionymi kaflami, służył jako salon. Po zakąsce ze śledzi w śmietanie, które popili oleistą Wyborową z zamrożonej butelki (daj spokój, przenocujesz u nas), Kasia wniosła wielką wazę dymiącego gulaszu wołowego z grzybami – nie jakieś tam pieczarki, prawdziwki i tylko trochę podgrzybków – i drugą z ziemniakami. Potem był jeszcze sernik. Kasia wypiła tylko dwa kieliszki. Pierwszy to bruderszaft, drugi – na dobrą znajomość. Po kolacji zapędziła do mycia nieco opierających się dwóch synów – siedmio- i dziesięciolatka – po czym zamknęła za nimi drzwi sąsiedniego pokoju. Ostatni był małżeńską sypialnią Kasi i Roberta.

Jeszcze w trakcie jedzenia Robert zdążył naszkicować Wilczyckiemu dole przemyskiego biznesmena. Na początku była fabryczka kutego metalu, która udusiła się w pętli kredytów nie do spłacenia; potem wytwórnia mebli, która szła coraz lepiej aż do konfliktu ze wspólnikiem, który nabrał go; sprawa skończyła się w sądzie, a przedsięwzięcie padło. Ostatnia była restauracja, która zaczęła tak dobrze prosperować, że Bryła kupował właśnie następną, gdy pojawili się u niego chłopcy za wysoką opłatą proponujący ochronę. Kilka dni po jego odmowie grupka młodych osiłków w ciągu paru minut obróciła w perzynę pół lokalu. Bryła, który wdał się z nimi w bójkę, wylądował w szpitalu. Policja nie przejęła się specjalnie jego skargami, tak jak nie zainteresowała się jego pierwszą informacją o próbie wymuszenia. Koledzy restauratorzy bali się i odmówili wspólnego wystąpienia przeciw gangowi. Pożar w restauracji Bryły wybuchł po miesiącu, przyczyną była eksplozja. Z restauracji nie zostało prawie nic. Na szczęście, wszystko działo się już po zamknięciu lokalu, a więc nikomu nic się nie stało. Formalności z ubezpieczycielem okazały się bardziej skomplikowane niż Bryła przypuszczał. A sprawa przeciw podpalaczom trudniejsza.

Słyszał pan o gangu Pojeba? – czterdziestoletnia prokurator o włosach ufarbowanych na marchewkowy kolor świdrowała Bryłę spojrzeniem zza okularów. – Trzeba być ostrożnym. Specjalizują się w porwaniach dzieci. Jeżeli ktoś im podpadnie... – Bryła z trudem wydusił z siebie, że to, co usłyszał, uznać można za karalne groźby. W odpowiedzi prokurator wezwała policję. Bryła przesiedział 48 godzin i oskarżony został o groźby pod adresem prokuratora. Wykorzystując stare znajomości po kilku próbach trafił wreszcie do szefa miejskiej prokuratury.

Nie wyobrażasz sobie! – Robert ryczał ze śmiechu, stukając się kolejnym kieliszkiem z Wilczyckim. – Wchodzę, a to ten sam prokurator, który oskarżał mnie w 83 roku. Wyobrażasz sobie?! Ten sam!!!

Za obrazę i groźby karalne, prokurator nie odpuszczała, zapłacił sporą grzywnę i dostał półtora roku w zawieszeniu. Odwołał się. Sprawa jest w toku. Ze swojej strony Bryła wytoczył sprawę prokuraturze i miejscowej policji. Sprawa trwa również. Dotarł do gazety w Rzeszowie. Na początku zainteresowali się jego opowieścią. Szybko jednak stracili do niej entuzjazm. Odmówili pisania o tym, że prokurator oskarżał Bryłę w latach 80., a sędzia był członkiem składu, który skazał go za działalność podziemną. W ogóle o jego sprawie pisali w sposób wyjątkowo oględny.

Młody chłopak, do którego dotarłem na początku, niesamowicie się napalił. Potem przestał się odzywać. Kiedy złapałem go kolejny raz, był już całkiem inny. Tłumaczył, że sprawa jest złożona, a oni nie mogą być jednostronni. Wyobrażasz sobie?! Nie mogą być jednostronni! – Bryła krztusił się śmiechem, jakby opowiadał nieprzerwany ciąg dowcipów.

Lubię to! Skomentuj12 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale