Jedną z ulubionych figur retorycznych używanych przez zwolenników IV RP jest bez wątpienia "salon". Salon jest czymś podobnym do "układu" oraz "stolika" lecz nie może być z nimi utożsamiany. Dotyczy bowiem przede wszystkim sfery kulturalno-towarzyskiej i służy jako pojemne określenie na ekskluzywną grupę artystów i ludzi mediów, którzy jakoby zmonopolizowali w Polsce swoją sferę i szerzą kulturalny terroryzm wobec wszystkich myślących inaczej.
O salonie pisali zarówno Waldemar Łysiak (który popełnił na ten temat całą książkę) jak i Bronisław Wildstein. W dyskursie przeciwników salon urasta do rozmiarów gigantycznego polipa oblepiającego polską kulturę i wysysającego z niej soki.
Przeciwnicy salonu atakują samo jego istnienie, przedstawiając go jako zamkniętą sitwę, towarzystwo wzajemnej adoracji, pełne uprzedzeń i wrogości.
Tymczasem, trudno sobie wyobrazić jakąkolwiek epokę historyczną bez własnego "salonu". Formacje, które można takim mianem określić istniały zawsze, zmieniały się formy, organizacja oraz stopień zależności od władzy politycznej. Jeśli w średniowieczu przybierał on postać przede wszystkim "artystów dworskich" to od XVIII w. możemy zaobserwować proces emancypacji salonu i tworzenia oddzielnego od władzy ośrodka myśli i opinii. Nie zmienia to faktu, że salon istniał zawsze. Nie widzę powodu, dlaczego miałoby go nie być również w III RP. Wiadomo, że żaden człowiek kultury nie może egzystować w próżni. Wchodzi w związki, relacje - zarówno artystyczne jak i towarzyskie - z ludźmi przede wszystkim ze swojego środowiska. Oczywiste, że między nimi wytworzy się w końcu poczucie jakiejś wspólnoty, nie tylko doświadczeń ale i poglądów. Równie oczywiste jest to, że owa zbiorowość nie będzie w pełni inkluzywna. Czy wydając przyjęcie wpuszczamy na nie wszystkich jak leci? Śmiem wątpić.
Trudno więc oczekiwać, by w salonie mieścili się wszyscy. Wiadomo, że pewna orientacja światopoglądowa weźmie w salonie górę. W XVIII wieku było to szeroko pojęte Oświecenie. Lata 60/70 w PRL to okres salonu opozycyjnego, związanego z osobami takimi jak Antoni Słonimski. A III RP? Antysalonowcy zdają się utożsamiać go przede wszystkim z przemożnym wpływem ideowym formacji "Gazety Wyborczej"
Z pewnością da się określić, jacy ludzie są cenieni przez jakie środowisko bardziej a którzy mniej. Jest zjawiskiem zupełnie naturalnym że Salon - niezależnie od tego czy istnieje jako realny byt instytucjonalny czy też jako zmienna, płynna i luźna konfiguracja pewnych jednostek - posiada swoją ideologię, którą będzie pragnął promować. I w tym właśnie cały problem. W publicystyce antysalonowców instytucja ta jawi się jako ogromny, homogeniczny Lewiatan przemawiający jednym głosem i miażdżący wrogów jedną łapą. Pomijane są tu fakty takie, jak np.: że kreowany na ofiarę salonu poeta Rymkiewicz został uhonorowany najbardziej "salonową" nagrodą Nike. Doprawdy, mało radykalne to miażdżenie, podobnie jak w przypadku Waldemara Łysiaka, uskarżającego się na prześladowania, podczas gdy jego książki wyłożone były i są w EMPiK-u wręcz na honorowym miejscu.
Albowiem, przeciwnicy Salonu w istocie wcale nie płaczą z powodu jego istnienia. Dla nich powodem hańby, wściekłości i rozpaczy jest fakt, iż nie oni ten Salon tworzą.
Jest to chyba dość zwyczajna zazdrość, że pewna, w wielu aspektach odmienna, konkurencyjna formacja ideowa zdobyła sobie lepsze miejsce w wyścigu o rząd dusz. Że "miała" przez długie lata wysokonakładową gazetę, że tworzyła wzory intelektualnego i światopoglądowego lansu...
Obecna sytuacja wyraźnie pokazuje, że ów Salon wcale nie jest tak wszechwładny. Przytulając się do władzy panowie Wildstein i Ziemkiewicz zaczęli tworzyć własny Salon. Otarli łzy, wyszli z kąta i stanęli dumnie na środku pokoju - własnego pokoju.
Ciekaw jestem, czy za kilka lat, gdy się już umocnią, zdobędą takie wpływy w kształtowaniu opinii publicznej jakie mieli za złe konkurencji, będą skłonni patrzeć na swoją rolę i pozycję przez ten sam pryzmat, jakim posługiwali się stojąc w owym kącie.
I co powiedzą, gdy jakiś publicysta napisze kiedyś wielki paszkwil na "Salon Ziemkiewicza, Wildsteina, Sakiewicza i Łysiaka"?


Komentarze
Pokaż komentarze (3)