Dzisiejsza "Wyborcza" donosi o spotkaniu zorganizowanym przez LiD na Zamku Królewskim z okazji 10 rocznicy uchwalenia Konstytucji. Jako główni mówcy występują Aleksander Kwaśniewski oraz Tadeusz Mazowiecki. 20 lat temu byłby to scenariusz tandetnej powieści futurystycznej. A dziś?
W naukach politycznych używa się wprowadzonego przez Lipseta i Rokkana pojęcia clevage. Przez termin ten należy rozumieć bardzo radykalne, głębokie i trudno przekraczalne podziały polityczne wynikające z uwarunkowań i zaszłości historycznych. Na polskiej scenie takim cleavage jest oczywiście podział antykomunistyczny, podział stronnictw politycznych na dwa obozy, pomiędzy którymi formalne koalicje i porozumienia były praktycznie niemożliwe.
W mojej opinii, spotkania takie jak na Zamku, gdzie wspólnym głosem mówią osoby o tak różnych doświadczeniach politycznych, jest budującym przykładem zasypywania tej szczeliny. W szerszym kontekście takie spostrzeżenie może dotyczyć całego LiD, które jest nie jest może naprawdę pierwszą tego typu koalicją (to miejsce należy do porozumienia SLD z UP), ale jednak stanowi bezprecedensowo wyraźny przykład współpracy osób o biografiach niezaprzeczalnie solidarnościowych z działaczami obozu postkomunistycznego.
Można sarkać, że to bratanie się z komuchami, że 45 lat komunizmu, że zdrada, że Jałta...
Tylko po co? Po 18 latach?
Czy nie ważniejsze jest to, że te jakże różne osoby, od Kalisza i Kwaśniewskiego po Mazowieckiego i Onyszkiewicza kilkanaście lat po przełomie roku 1989 odnoszą się jako do nadrzędnego symbolu do wspólnej Konstytucji? Demokratycznie uchwalonej, pewnie niepozbawionej błędów i wad, ale - naszej, przez nikogo z zewnątrz nie oktrojowanej? Że nie powtarza się wciąż tych samych wytartych argumentów o racji historycznej, które coraz mniej interesują opinię publiczną?
Słusznie pisze Ewa Milewicz: Od dziesięciu lat polskiej polityce nie trafił się taki kompromis jak ten, dzięki któremu uchwalono konstytucję. Wówczas żadna partia wszystkiego nie wyrwała, każda coś musiała oddać.
Potem następują przykłady. Niektórzy w spotkaniu ludzi, którzy do nich się odwołują chcą widzieć mityng łże-elit. Inni - naturalną potrzebę uczczenia wydarzenia, którego pamięć może niedługo zostać zszargana.
Dla jednych postkomunistyczny clevage wciąż jest i będzie konstytutywny dla sposobu widzenia polskiej polityki i jej uprawiania. Mimo, że argumentów na poparcie tego stanowiska jakby brak...bo czy Wojciech Olejniczak jest postkomunistą? A Maciej Giertych - postsolidarnościowecem?
Inni spostrzegli już, że w obu obozach znaleźli się zarówno ludzie, których wspólnie stać było na dokonanie najbardziej doniosłego aktu prawotwórczego jak i tacy, których misją było sianie niezgody, roszczeń, pretensji i rozpamiętywanie minionych krzywd.
Ja, widząc Mazowieckiego i Kwaśniewskiego razem, nie dostrzegam porozumienia zdrajców nad trupem Świętej Polski. Widzę wyjście poza schematy, których nieme widma wciąż straszą w naszym domu.
Myślę, że do tematu LiD jeszcze wrócę w przyszłej twórczości na tym blogu. Temat wielowątkowy, wieloznaczny i niebanalny. Szansa, ale i też pytania o tożsamość. Wątpliwości, ale i nadzieje.
Oby te ostatnie zostały zrealizowane a te pierwsze - rozwiane.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)