18 obserwujących
132 notki
363k odsłony
  1088   2

Wyklęci, Niezłomni, Nieśmiertelni

Dziesięć lat temu został ustanowiony Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. To święto zawdzięczamy niezwykłej determinacji środowisk patriotycznych, zwieńczonej działaniami prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz prezesa IPN Janusza Kurtyki.

Musiało minąć 20 lat III RP, by bohaterowie narodowi doczekali się swojego święta. Musiały minąć 23 lata od okrągłostołowego sojuszu, by prof. Krzysztof Szwagrzyk mógł razem ze swoim zespołem wkroczyć na Łączkę i żmudnie poszukiwać szczątków żołnierzy drugiej konspiracji. Z jednej strony smutne to konstatacje, ale z drugiej – jest tu wyraźny pozytyw: powtarza się stara prawda, że kropla drąży skałę i nie warto się poddawać. Nawet wtedy, gdy wydaje się, że gaśnie wszelka nadzieja.

„Bandyci” z AK i NSZ

„Wystawę oto macie dziś, skoro najlepszą bronią pamięć. I groźna tej wystawy myśl – że wolnych ludzi nic nie złamie” – ten fragment piosenki autorstwa Leszka Czajkowskiego, powstałej w związku z wystawą poświęconą żołnierzom podziemia niepodległościowego, najlepiej odpowiada na pytanie, dlaczego mimo upływu lat „patriotyczni szaleńcy” upominali się o tych, którzy ginęli w kazamatach bezpieki, a ślad miał po nich zaginąć wraz z rzuceniem ich ciał do bezimiennych dołów śmierci.

Od początku lat 90. Liga Republikańska jeździła po Polsce z wystawą poświęconą żołnierzom drugiej konspiracji i odkłamywała historię najnowszą. Być może komuś wyda się to dzisiaj niepojęte, ale wówczas stały jeszcze pomniki poświęcone Armii Czerwonej czy Milicji Obywatelskiej, na których można było odnaleźć napisy typu: „Poległym w walkach z bandytami z AK”. Na wystawie „Żołnierze Wyklęci” były prezentowane zdjęcia bohaterów podziemia niepodległościowego, które wówczas było traktowane przez niemal wszystkie media jako nikomu niepotrzebny fragment historii. A członkowie Ligi Republikańskiej byli przedstawiani jako mało poważni zadymiarze. „Gazeta Wyborcza”, która wówczas miała monopol na prawdę, tropiła poczynania działaczy Ligi.

Dlaczego „Wyborcza” wzięła na celownik działaczy Ligi Republikańskiej, a komuniści domagali się delegalizacji tego ugrupowania? Odpowiedź jest prosta: zbyt wiele resortowych dzieci stanowiło wówczas o Polsce, by można było pozwolić na istnienie antykomunistycznego ugrupowania.

Chwała za niepodległość zmarłym

Przywracanie pamięci nie było łatwe – najlepszym przykładem jest historia powstania Muzeum Powstania Warszawskiego. Przez lata rządów kolejnych prezydentów Warszawy sypały się jedynie obietnice bez pokrycia i zawsze było jakieś „ale”: nie można było znaleźć odpowiedniej lokalizacji, nie było pieniędzy, nie było ludzi do przeprowadzenia projektu.

Dziś już wiadomo, dlaczego był taki opór, by upamiętnić powstańców – jednym z powodów były ich powojenne losy. Bo przecież zaraz zaczną padać pytania, co się z nimi stało po wojnie, i zaraz po tym zacznie się ujawnianie nazwisk ludzi z komunistycznego aparatu bezpieczeństwa. Lepiej więc nic nie robić, nic nie budować i tak sprawę zostawić. Na szczęście to się nie udało.

Muzeum powstało dopiero wówczas, gdy prezydentem Warszawy został prof. Lech Kaczyński – upamiętnienie powstańców i budowa muzeum były jednym z priorytetów jego prezydentury. W pamięć wielu warszawiaków (i nie tylko) wrył się koncert zorganizowany w 2004 r. przez prezydenta Kaczyńskiego na pl. Zamkowym w Warszawie. Po raz pierwszy obchodom rocznicy wybuchu powstania nadano tak wysoką rangę. Na warszawskiej Starówce zgromadziły się tłumy, a transmisja TVP z tej uroczystości osiągnęła rekordy oglądalności.

Kolejnym etapem przywracania pamięci był okres sprawowania urzędu prezydenta RP przez prof. Lecha Kaczyńskiego. Żołnierze Wyklęci byli honorowani wyższymi stopniami wojskowymi i odznaczeniami – także pośmiertnie. Prezydent Lech Kaczyński oraz ówczesny prezes IPN Janusz Kurtyka jeździli po Polsce i uczestniczyli w uroczystościach, które były związane z żołnierzami niepodległościowego podziemia – odsłaniali pomniki, byli w miejscach kaźni, honorowali tych, którzy pomagali żołnierzom walczącym o wolność, chociaż wszystko wskazywało na to, że ta walka była skazana na niepowodzenie.

Przez lata okazało się, że mimo różnorakich przeciwności ludzie dobrej woli są niemal wszędzie. W historii przywracania pamięci Żołnierzy Wyklętych mam także swój maleńki udział. Jest on związany z willą Jasny Dom w warszawskim Ursusie. Przedwojenna kamienica została odzyskana przez spadkobierczynię przedwojennych właścicieli – wówczas okazało się, że w piwnicach są napisy świadczące o tym, że mogło tam być więzienie. Był tam wyryty m.in. napis „Bolesław Piasecki”. Byłam tam, gdyż zbierałam materiały do tekstu, który ukazał się w 1999 r. w „Życiu” – był to jeden z pierwszych reportaży o willi przy ul. Świerszcza.

Lubię to! Skomentuj27 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka