19 obserwujących
132 notki
361k odsłon
  828   2

Rada bez etyki

Dwudziestego dziewiątego marca 1995 powstała Rada Etyki Mediów. Dziś jest to kanapowa, działająca wbrew zapisom organizacja reprezentująca jedynie wąskie grono dziennikarzy skupionych wokół postkomunistycznego układu. Mimo to jej opinie są przedstawiane jako głos całego środowiska. Pomijane są natomiast informacje, że w REM zasiadają osoby mające partyjne powiązania i nie ma ona żadnego mandatu do reprezentowania ogółu dziennikarzy

Dorota Kania

Dawna, powoływana zgodnie z przepisami Rada Etyki Mediów po prostu nie istnieje mimo to jest przywoływana w różnego rodzaju publikatorach sprzyjających totalnej opozycji oraz w mediach branżowych jako ciało, które niemalże może ferować wyroki, piętnować i opiniować, chociaż nie ma absolutnie do tego żadnego mandatu. Bardzo mocno podkreślili to przedstawiciele władz Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w 2019.

Rozwiązanie

Rada Etyki Mediów została zlikwidowana w 2013 r. przez tworzące ją podmioty. Były one skupione w Konferencji Mediów Polskich, która reprezentowała w latach 90. najważniejsze i największe instytucje funkcjonujące na rynku mediów w Polsce. To właśnie KMP w 1995 r. powołała do życia Radę Etyki Mediów.

Osiemnaście lat później lat później KMP została zlikwidowana - zdaniem większości z podmiotów powołujących Radę, wyczerpała ona wswoją formułę działania. Postulat rozwiązania Rady zgłosił 29 sierpnia 2013 r. ówczesny prezes TVP Juliusz Braun. Współtworzące Radę Etyki Mediów, Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy wystąpiło z Konferencji 7 kwietnia 2011 r. w proteście przeciwko stałemu ignorowaniu głosu stowarzyszenia w Radzie, a w proteście przeciwko upolitycznieniu działań Rady Etyki Mediów występowali z niej kolejni jej członkowie, m.in. red. Anna Pietraszek, red. Teresa Bochwic, red. Tomasz Bieszczad i red. Maciej Iłowiecki. Red. Maciej Iłowiecki uzasadniał swoją decyzję o opuszczeniu Rady w październiku 2011 r. tym, że Rada Etyki Mediów nie chciała potępiać donosicielstwa, agresji, stronniczości dziennikarzy, oraz tym, iż „usprawiedliwiała wszelkie ich zachowania”.

Obecna „Rada Etyki Mediów” powołana jest w 2015 r. przez stowarzyszenie Konferencja Mediów Polskich utworzone z organizacji, które pozostały w Konferencji Mediów Polskich (w kształcie z 1995 r.) po opuszczeniu jej przez największe tworzące ją podmioty, m.in. Polskie Radio, TVP, KSD i SDP. W niczym nie przypomina Rady, która była tworzona przez całe środowisko dziennikarskie – podkreślili przedstawiciele SDP.

I rzeczywiście – patrząc na skład oraz skandaliczne decyzje tzw. Rady Etki Medów trudno oprzeć się wrażeniu, że z etyka ma ona niewiele wspólnego.

Zwolennicy totalnej opozycji

Rada Etyki Mediów jest powiązana z postkomunistycznym Stowarzyszeniem Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej. Na jego czele stoi związany z lewicą Jerzy Domański. Wiceprzewodniczącym Rady Etyki Mediów jest Krzysztof Bobiński, mąż Leny Kolarskiej-Bobińskiej, minister nauki i szkolnictwa wyższego w rządzie PO-PSL. O Krzysztofie Bobińskim zrobiło się głośno dwa lata temu, gdy był aktywnym uczestnikiem zajść podczas tzw. kontrmiesięcznicy smoleńskiej, którą zorganizowali przedstawiciele organizacji Obywatele RP. Bobiński był jedną z osób będących w kordonie oddzielającym redaktora Michała Rachonia od Władysława Frasyniuka. Ten mur z ludzi uniemożliwił dziennikarzowi zadanie pytania liderowi protestu. Na materiałach TVP Info widać, jak Bobiński popycha dziennikarza. W REM zasiada także Andrzej Krajewski, były doradca ministra finansów Leszka Balcerowicza. W 2004 roku Krajewski bez powodzenia kandydował w wyborach do Parlamentu Europejskiego z listy Platformy Obywatelskiej.

W tzw. REM jest Ernest Zozuń – zwolniony dyscyplinarnie były dziennikarz Trójki; Urszula Dembińska-Nowakowska, była dziennikarka TVP w Szczecinie kontestująca w kwietniu 2010 roku decyzje ówczesnych władz TVP.

Kuriozalne stanowiska

Sprawdzając oświadczenia REM od momentu powstania kanapowego tworu, widać w nich stronniczość i brak obiektywizmu. Najważniejszym i najbardziej jaskrawym przykładem jest sprawa występu w TVP Nergala (Adam Darski ps. Holocausto). Prezesem Telewizji Polskiej był wówczas Juliusz Braun, były polityk Unii Wolności, obecnie członek Rady Mediów Narodowych (z rekomendacji Platformy Obywatelskiej). Nergal wystąpił w TVP w show Dwójki „The Voice of Poland” jako juror, czemu sprzeciwili się członkowie Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy i biskupi oraz sejmowa komisja kultury i środków przekazu. Miało to związek z poglądami i zachowaniami Darskiego – m.in. na jednym ze swoich koncertów podarł Pismo Święte i nazwał Kościół katolicki „największą zbrodniczą sektą”. Udział Darskiego w programie w publicznej telewizji wzbudził także protesty widzów – do REM wpłynęło kilkaset skarg. – Filozofia życiowa Adama Darskiego ma wielu zwolenników i nie godzi w misyjność telewizji publicznej, która powinna uwzględniać różnorodność światopoglądową odbiorców – stwierdził wówczas przewodniczący Rady Etyki Mediów Ryszard Bańkowicz. Po tym stanowisku z Rady odszedł Maciej Iłowiecki. „Nie mogę i nie chcę tolerować chamstwa w żadnej postaci – co czyni Rada wobec niejakiego Nergala, Adama Darskiego. Szydzi on publicznie z symboli religijnych, dowodząc tym nie tylko braku kultury, ale lekceważąc uczucia chrześcijan i konstytucję państwa, w którym żyje. Jego przydomek »Holocausto« jest wyrazem antysemityzmu – obraża Żydów żyjących i tych, którzy zostali wymordowani, a także tych, którzy zginęli z nimi i za nich. REM, w której zasiadałem, usprawiedliwia też agresję, stronniczość i brak kultury ze strony dziennikarzy, czego przykładem ma być zachowanie Tomasza Lisa w jego audycji w TVP. Powinnością dziennikarzy jest służba społeczna, dążenie do obiektywizmu (niezależnie od własnych poglądów, których zresztą dziennikarz nie może ukrywać) i kulturalne zachowanie wobec osób, z którymi rozmawiają” – napisał w październiku 2011 roku w oświadczeniu dla PAP Maciej Iłowiecki.

Później było tylko gorzej - kanapowa REM współdziała z totalną opozycją w wielu obszarach. Może byłyby one zabawne gdyby nie fakt, że stanowiska REM są przedstawiane jako zdanie ogółu dziennikarzy, chociaż jest zupełnie odwrotnie.

Ostatnia tzw. REM zasłynęła ze skandalicznego stanowiska wobec portalu TVP Info.

"Podzielamy opinię o odpowiedzialności TVP za podział Polaków" - czytamy w opinii wydanej w związku z publikacja, na temat podejrzanej o zabójstwo matki( wraz z partnerem) 3-letnie córki. Obydwoje mieli za swoich profilach w mediach społecznościowych błyskawicę - symbol, którym posługuje się Strajk Kobiet. Skarga dotyczyła także informacji na temat anueli Gretkowskiej, która oddała swoją matkę do domu opieki.

" Zdaniem REM intencją tworzących te informacje był atak na działania polityczne i na osoby, z którymi TVP Info się nie zgadza".

Stek bzdur zawartych w "opiniach" REM nie przeszkadza w ich cytowaniu np branżowemu portalowi wirtualnemdia.pl- w ten sposób tworzy się złudne, nieprawdziwe przekonanie, że oto istnienie niezwykle opiniotwórcze ciało, które należy cytować. Tymczasem jest to towarzystwo z bardzo jednoznacznymi konotacjami, na co wskazują wydawane przez nie "opinie". Konia z rzędem temu, kto znajdzie krytyczne opinie wobec TVN lub "Gazety Wyborczej", ale akurat ich brak nie powinien nikogo absolutnie dziwić.

Lubię to! Skomentuj11 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura