0 obserwujących
22 notki
6024 odsłony
  376   0

"Nocni wędrowcy" - recenzja

Kilka dni temu wpadła mi w ręce dawno już wydana i dawno przeczytana książka pt. „Nocni Wędrowcy”. Nijak się ma do bieżących wydarzeń na świecie. Nie nawiązuje do trzęsienia ziemi w Japonii ani do skomplikowanej sytuacji w Libii. Jest to opowieść o Gulu – niewielkim mieście w Ugandzie, w którym mieszkańcy boją się wychodzić w nocy na ulice. Boją się, że mali partyzanci Bożej Armii Oporu wciąż są blisko i mogą wejść do miasta. Jest to więc opowieść o odległym kraju w głębi Afryki, o którego problemach nie często słyszy się w wiadomościach, a którego problemy są jednak bardzo istotne.

Autor książki – Wojciech Jagielski, to zasłużony dziennikarz współpracujący z Gazetą Wyborczą. Często nazywany następcą mistrza reportażu Ryszarda Kapuścińskiego zdobył uznanie czytelników i na stałe wpisał się na listę najlepszych reporterów relacjonujących najważniejsze wydarzenia polityczne na całym świecie. Jest autorem książek o Kaukazie – Dobre miejsce do umierania, o Czeczeni – Wieże z kamienia, o Afganistanie – Modlitwa o deszcz i wreszcie o Afryce. Z charakterystyczną dla siebie wnikliwością relacjonuje zmiany zachodzące w przeróżnych zakątkach świata, pamiętając przy tym o ludziach, którzy te zmiany tworzą i którzy muszą dźwigać ich ciężar.

W Nocnych Wędrowcach Jagielski opowiada o ośrodku w Gulu, którego podopieczni to dzieci z partyzantki Josepha Kony’ego. Ścigany przez Międzynarodowy Trybunał Karny Kony tytułuje się mianem proroka opętanego przez duchy i głosi, że walczy w imię boga. W oddalonych od Kampali wioskach poszukuje dzieci, które zasilą jego partyzancką armię i pod wpływem strachu, bólu i narkotyków pójdą mordować w najokrutniejszy z możliwych sposobów. Dzieci są werbowane siłą. Niewielu z nich udaje się uciec, a dla tych, którym się udaje często nie ma już powrotu do normalności. Wspomnienia z Bożej Armii Oporu spychane w niepamięć i tak prędzej czy później dają o sobie znać. Miejscem, które pomaga tym dzieciom wrócić do rzeczywistego świata jest właśnie ośrodek w Gulu. Ponadto Jagielski wnikliwie i obszernie relacjonuje zarówno polityczne jak i społeczne życie Ugandy. Dla pełniejszego zrozumienia bieżących wydarzeń przypomina o faktach historycznych i o nieodłącznym elemencie życia Afrykańczyków, czyli o plemiennych wierzeniach, duchach i obrzędach zintegrowanych z rzeczywistością nieprzerwanie od setek lat.

Książkę wzbogacają czarno białe zdjęcia dzieci z ośrodka w Gulu. Patrząc na nie mam mieszane uczucia i zazdroszczę autorowi ogromnego dystansu i obiektywizmu w relacjonowaniu trudnej historii partyzantów z Bożej Armii. Po pierwsze ciężko jest mi uwierzyć, że ktokolwiek mógł wpaść na pomysł, aby kilku i kilkunastoletnie dzieci zmuszać do mordowania. Tym trudniej jest mi przyjąć, że Josephowi Kony’emu udało się dorobić ideologię do zbrodni popełnianych przez jego małych żołnierzy wskutek czego napady partyzantki przerodziły się w okrutne rzezie, pozbawione wszelkich ludzkich odruchów. I wreszcie najbardziej przeraża mnie fakt, że rząd Ugandy, społeczność Ugandy i wszyscy pozostali uczestnicy życia międzynarodowego z jakiś powodów stali się bezsilni wobec jednego fanatyka, który z powodzeniem zrealizował setki krwawych wizji.

Tym, którzy jeszcze nie czytali Nocnych Wędrowców polecam lekturę. Tym, którym tematyka odległego afrykańskiego lądu nie jest zbyt bliska polecam twórczość Jagielskiego. Sama z kolei ze zniecierpliwieniem oczekuję na jego kolejny reportaż.

Anna Cichecka

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale