0 obserwujących
22 notki
6024 odsłony
  156   0

(R)ewolucja nie będzie emitowana

 

Ludzie boją się rewolucji, bo często kończą się one większym lub mniejszym rozczarowaniem.  (R)ewolucja (a raczej ewolucja, lub też dewolucja według sceptyków) zachodzi wraz z rozwojem ludzkiej świadomości i może trwać dziesiątki lub setki lat. Nie sądzę, by człowiek mądrzał wprost proporcjonalnie do ilości rozbitych butelek z benzyną (nie umniejszając jednak wagi takim wydarzeniom). Z tego właśnie powodu przychylam się do opinii Karla Poppera, że to, co jest kluczowe w rozwoju ludzkości, to stopniowe odchodzenie od trybalizmu na rzecz społeczeństwa otwartego, wyłaniającego się milimetr po milimetrze z wygodnego, ale i dość ciemnego kokonu totemu i tabu.  

Reakcjoniści, którzy pragną zatrzymać zmianę i łatać kokon (ze względów ideologicznych, lub materialnych – co z resztą dość często idzie w parze) stawiają czasem opór tak potężny, że ludzie w końcu nie wytrzymują. Strumień świadomości, który domaga się reformy, nie pozwala im dłużej na bierną egzystencję. Wbrew pozorom, myślę, że większość ludzi nie potrafi się skutecznie oszukiwać na dłuższą metę.

Nie sądzę jednak, by pewne społeczności były bardziej „świadome” niż inne. Nie wierzę również w to, że światem społecznym rządzi jakieś naturalne(boskie?) prawo przeznaczenia, któremu wszyscy prędzej czy później musimy sie poddać . Nie musimy, ale zdaje się, że chcemy, poniekąd sami takie prawo tworząc.  

Z historii wiemy czym „ostateczna prawda” może zaowocować – filozofie Hegla i Marksa służą przykładem. Zawiodły nas z wielu powodów, ale głownie dlatego, że przyszłości przewidzieć się nie da, a fałszywe proroctwa wraz z ich idealizmem (nie mniejszym niż u zwolenników powrotu „państwa przodków”) maja to do siebie, że notorycznie wymyka im się spod kontroli ludzkie działanie.

Równie dobrze moglibyśmy argumentować, że w czasach średniowiecza świat arabski cechował się relatywnie większą swobodą obywatelską niż co niektóre europejskie królestwa, a starożytne Chiny były dużo bardziej zaawansowane technologicznie niż reszta ich ówczesnych rówieśników.

No więc, kto tu kogo goni?

Wątpię jednak, czy prowadzenie takich analogii ma jakieś zasadnicze znaczenie. Każda cywilizacja, każdy naród ewoluuje na swój sposób, borykając się w różnych czasach z różnymi okolicznościami (jakkolwiek pewne podobieństwa być może da się zauważyć, to nie powinniśmy z nich wyciągać zbyt daleko idących wniosków).

Dlatego nie jest tak naprawdę istotne kto kogo goni (rzec by można - ważne, że jest progres). Jedynym wspólnym mianownikiem niemalże wszystkich społeczności tego świata zdaje się być fakt, że ewoluują, przechodząc zmiany tak głębokie, że dotyczą one wszystkich razem i każdego z osobna. Panta rhei jak mawiał Heraklit.

(R)ewolucję ciężko jest uchwycić, bo trwa ona długo i przebiega dość łagodnie na poziomie jednostki ludzkiej …czasem ewentualnie wzbierając w niej frustrację. To, co jawi nam się w telewizji jako rewolucja, jest skutkiem tych mentalnych zmian (a raczej ich pewnym etapem), a nie ich początkiem, czy też zwieńczeniem. Szczerze wątpię, że aby wyrwać miliony na ulicę z relatywnie bezpiecznego domu wystarczy wąskiej (bliżej nieokreślonej) grupie ludzi uruchomić tu i ówdzie kilka (bliżej nieokreślonych) kontaktów. Tak więc w tym samym stopniu, w jakim boimy się dziś o przyszłość arabskiej części świata, mamy również pełne prawo (a może i obowiązek) aby udzielić tym ludziom pewnego kredytu zaufania, ponieważ ewidentnie „coś” w nich pękło. Rewolucja, w tym kontekście, jest jedynie agresywną manifestacją ewolucji.   

Wielu komentatorów zwraca uwagę na pragnienie wolności arabskiej ulicy i ja jestem skłonny w to uwierzyć, a to dlatego, że walka o sprawiedliwość, o wolność, o rozwój, lub jak kto woli – o sprawiedliwą wolność do rozwoju, była główną cechą prawie wszystkich (jeśli nie wszystkich) przewrotów społecznych, po których nie trzeba było sprzątać, lub sprzątanie to się opłaciło. Miejmy nadzieję, że opłaci się i tym razem.

I wbrew wiecznie niezadowolonym, zarówno reakcjonistom jak i pseudo-prorokom,  twierdzę, że o ile przeżyjemy kolejne próby ręcznego hamulca i dogmatycznego wróżbiarstwa z herbacianych fusów, to ludzkość będzie stopniowo zmierzać ku lepszemu …czymkolwiek ono będzie.

Marcin Różycki

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale